Zajęcia tuishou prowadzone przez Chen Yingjuna w Lanckoronie

Lanckorona | Położenie | Zakwaterowanie | Dojazdy busem pociągiem do Kalwarii | Najbliższe seminaria

 

W listopadzie 2012 roku Chen Yingjun przeprowadził w Lanckoronie regularne zajęcia z tuishou. Poprzednio ćwiczenia takie odbywały się jedynie jako uzupełnienie nauki form. Tym razem były przeznaczone dla osób, które rzeczywiście zainteresowane są tym rodzajem treningu, choć niekoniecznie tylko do walki i samoobrony. Prawidłowe ćwiczenie prowadzi do zrozumienia, na czym polega prawdziwie dobra struktura ciała i właściwe zakorzenienie, oraz jak się one objawiają w praktyce. Mimo że adepci przeznaczają na taki trening jedynie 10% czasu, trudno sobie wyobrazić, by bez niego ktoś zrobił liczące się postępy. Pod warunkiem, że ćwiczy się na serio i dobrze, a nie odbębnia zajęcia, czekając na fascynujące podobno sanshou.

Do tej pory średni syn Wielkiego Mistrza, Chen Yingjun, skupiał się na nauczaniu form. Wynikało to z jego stosunku do nauczania. Wielki Mistrz Chen Xiaowang uczy każdej metody treningowej, jakiej zapragną uczniowie. Wychodzi z założenia, że i tak, po zyskaniu świadomości, będą musieli zrezygnować ze zbyt zaawansowanych ćwiczeń i skupić się na podstawach. Te pierwsze bowiem, bez właściwej struktury ciała i umiejętności koncentracji nic nie dają. Jego syn z góry odmawia uczenia technik, które jego podopiecznym nie mogłyby przynieść pożytku. Stąd skupienie się na shi jiu shi, laojia yilu i erlu oraz form z szablą i mieczem. Sekwencje z halabardą i włócznią to koncesja na rzecz uczniów.

Nie bez znaczenia jest fakt, że sam nauczyciel we własnym treningu skupia się na obu formach laojia, co parę dni uzupełnianych ćwiczeniem z halabardą. Dopiero niedawno wprowadził do niego formy xinjia.

Ćwiczenia <i>shuang shou tuishou</i> na seminarium Chen Yingjuna w Lanckoronie

Dlatego obecna zgoda na uczenie tuishou jest swoistą wskazówką, że Chen Yingjun uznał strukturę ciała uczestników za wystarczająco dobrą. Jednodniowe zajęcia na jego ostatnim seminarium poświęcone były absolutnym podstawom. Formalne ćwiczenia jednorącz i oburącz wykonywane są na ogół jako zadania skuteczne same przez się, magicznie zwiększające wiedzę i umiejętności – lub wymagane przez tradycję. Dlatego większość ćwiczących zaraz zaczyna się upominać o zastosowania i naukę walki, nie potrafiąc rozpoznać użyteczności dan shou i shuang shou. Po opisywanych zajęciach ich praktyczna przydatność nie budzi wątpliwości. Są to po prostu najczęściej wykonywane elementy prawdziwej walki. Właśnie tak wygląda konfrontacja z przeciwnikiem.

Zrozumienie skutkuje postępami. Rzadko się zdarza, by uczestnicy zajęć tak szybko poprawiali strukturę ciała, rozluźnienie i koncentrację. Mogą poczuć, czym grożą nieprawidłowości pod tym względem. Jednocześnie uczestnicy prędko rezygnowali z używania nadmiernej siły i szarpania się, co jest przekleństwem wszystkich treningów tuishou w Polsce. Nie pozwalają one ćwiczącym zrobić jakichkolwiek postępów. Ucząc ćwiczeń formalnych tak, jak uczy się walki i demonstrując wszystkie wady wynikające ze stosowania gwałtownych ruchów i używania mięśni, Chen Yingjun spowodował, że dla większości uczestników – ludzi wielokrotnie już biorących udział w podobnych zajęciach – tuishou okazało się odkryciem. Wiele osób mówiło mi, że wreszcie zaczynają te ćwiczenia rozumieć.

Oczywiście, jeśli struktura aż tak się poprawia, przenosi się to na wykonanie formy z właściwym zakorzenieniem. Może nie u wszystkich uczestników było to dobrze widoczne. Wielu jednak spośród tych, którzy mieli już doświadczenia z tuishou za sobą w następnych dniach zaczęło wykonywać ćwiczenia laojia yilu o wiele stabilniej. I bez zmęczenia.

Ponieważ grupa nie była nazbyt wielka, praktycznie każdy uczestnik mógł spróbować poćwiczyć z nauczycielem. Przypominało to zajęcia w parach ze ścianą lub lokomotywą, która nie musi wysilać się, by ustać w miejscu lub poruszać się w stronę, w którą chce. Wykonanie ćwiczenia na tym poziomie sprawia wrażenie ignorowania przeciwnika. Równocześnie taki partner prawidłowo reaguje na poruszenia i ataki. Pozwalało to zrozumieć, czym różni się prawdziwe zakorzenienie i rozluźnienie od utrzymywania pozycji dzięki użyciu zewnętrznej siły mięśni.

Prawdopodobnie dlatego większość zwróciła się z prośbą, by przyszłe seminaria Chen Yingjuna poświęcić w większym stopniu Pchającym Dłoniom.

Jaromir Śniegowski