Seminaria Chen Yingjuna w Lanckoronie

Lanckorona | Położenie | Zakwaterowanie | Dojazdy busem pociągiem do Kalwarii | Najbliższe seminaria |

 

Podczas jesiennego pobytu w Lanckoronie w 2012 roku Chen Yingjun ogłosił nowe warunki, pod jakimi będzie przyjeżdżał do Polski. Wyglądają następująco:

  • przyjazd jeden raz w roku,
  • minimum 5 dni,
  • każdego dnia minimum 15 osób.
Oczywiście może być więcej. W razie znacznego zwiększenia ilości uczestników, może rozpatrzeć przyjazd drugi raz. Przyjeżdża w lecie – jeśli warunki nie będą spełnione, nie będzie mógł przyjeżdżać w ogóle.

Przyczyny takiego postawienia sprawy to:

  1. Chen Yingjun zakłada oficjalną grupę w Australii, której nie będzie mógł zostawiać na zbyt długi czas.
  2. Ojciec powierza mu opiekę nad większą ilością krajów. Prócz Polski, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Brazylii, to także Francja, Stany Zjednoczone i Chile. Zapewne będzie ich więcej.
Z obu tych powodów nie ma czasu na częstsze podróże do Polski, które nie przynoszą dużych pieniędzy, jak gdzie indziej. Nie chodzi tylko o nie, ale też o oddziaływanie na większą ilość ludzi – gdy w Polsce ich mało, rozpowszechnianie stylu też niewielkie.

Warunki nie są ciężkie. Tyle, i więcej, osób było w trakcie seminarium w lecie tego roku, co zapewne skłoniło Chen Yingjuna do wyznaczenia akurat takiego limitu. Jest on znacznie mniejszy, niż w innych krajach, gdyż lubi on przyjeżdżać do Krakowa i Lanckorony oraz czuje się związany, jako że byliśmy pierwszym krajem, do którego zaczął jeździć i gdzie nabierał wprawy w uczeniu. Jeśli każdy z prowadzących zajęcia, przyjeżdżający na seminaria zaagituje i weźmie ze sobą 2, 3 uczniów, kryteria te da się spełnić też w obecnej sytuacji.

Możliwe, że kryteria te zostaną przyjęte również przez innych członków rodziny. Oznacza to, że zaczyna się nowy etap w rozwoju stylu Chen w Polsce.

Do tej pory korzystano z seminariów, jeśli przypadkowo pojawiły się pieniądze i udało się załatwić jakieś ekstra wolne dni. Nikt nie przeznaczał na nie urlopów ani systematycznie nie odkładał pieniędzy na ten cel. Uczestnictwo było więc przypadkowe. To jednak oznacza niepoważne podejście do treningu. Jeśli ktoś sprawę traktuje serio, to znając termin i program pół roku wcześniej, ma zarezerwowane wolne dni i odłożone pieniądze. Nie zdarza mu się nic ważniejszego, bo akurat 2, 3 razy do roku to właśnie jest najważniejsze.

Chen Yingjun poprawia strukturę ciała uczestnikowi seminarium w Lanckoronie

Taijiquan jest dla osób, które traktują go poważnie, ćwiczą systematycznie i według planu, gdyż inaczej nie daje rezultatów. Oczywiście to, że nie weźmie się udziału w jakimś dniu seminariów nie odbije się wyraźnie na poziomie ćwiczenia. Jednak takie zachowania są dowodem na psychiczny stosunek do treningu, który odkłada się, kiedy np. przyjedzie kuzynka (gdybyśmy w tym czasie pracowali, powiedzielibyśmy jej, że zapraszamy ją w innym terminie lub żeby zwiedziła Kraków sama). Albo wtedy, gdy padnie propozycja innego, atrakcyjnego spędzenia czasu. Dla nauczyciela oznacza to, że nie bardzo jest po co przyjeżdżać, ponieważ długotrwałe skutki nauki będą żadne.

Nie oznacza to, że dla adeptów taijiquanu wszystko inne powinno być całkiem nieważne. Treningi to przecież jakieś dwie, trzy godziny w tygodniu, a seminaria to 10, 15 dni w roku. W pozostałym czasie to inne rzeczy mogą być ważniejsze, przez większą część naszego życia.

Tak naprawdę nie należy robić rzeczy, które są nieważne. Taki stosunek do własnej aktywności powoduje, że i my – i nasze życie również – jest nieważne, zdegradowane przez nas samych. Bo co myśleć o kimś, kogo działalność nie ma żadnego znaczenia? Jak wobec tego pogodzić różne rodzaje aktywności, bez których życie nie miałoby wartości? Które z nich są ważniejsze? Trudno skupiać się na wielu sprawach na raz, bo to żadne skupienie. Większość osób podchodzi do tego tak, że jeśli w okresie seminarium najważniejszy jest trening, to znaczy, że praca i rodzina nie mają dla nich wartości. Rozwiązanie jest jednak proste. Wstajemy rano i najważniejsze jest zrobienie śniadania, prawidłowe przygotowanie się i dojazd do pracy. Nie myślimy o niczym innym. Przychodzi czas pracy i wtedy to ona jest najważniejsza. Gdy z niej wychodzimy, spotykamy znajomego i idziemy na kawę, przez pół godziny nic ważniejszego od tej rozmowy nie ma na świecie. Potem najważniejsze są czynności domowe i spotkanie z rodziną. A gdy przychodzi czas treningu, właśnie on jest na pierwszym planie. Tak samo, gdy przychodzi czas seminarium. Bardzo prosto jest koncentrować się na jednej dziedzinie aktywności na raz.

I jest to łatwy sposób uczynienia swojego życia istotnym. Inne postępowanie oznacza, że zamiast sprawnie organizować sobie wyjście do pracy myślimy o niej, w pracy mamy wyrzuty sumienia, że zaniedbujemy rodzinę, w domu myślimy o kłopotach w pracy, a podczas treningu o rodzinie czy szefie. Jeśli na zajęcia dotrzemy. W ten sposób zawsze to, co robimy jest nieważne. Za wyjątkiem snu.

Tym, którzy obawiają się reakcji rodziny czy przyjaciół, zwracam uwagę, najczęściej domagają się oni większej uwagi, bo nie poświęcamy im jej w trakcie wspólnego przebywania. Czując deficyt, żądają więcej czasu. Zmiana nastawienia na opisane wyżej raczej ich usatysfakcjonuje.

Z powyższych względów powinno się przyjąć podobne nastawienie nie tylko wobec seminariów Chen Yingjuna, ale i wszystkich innych, które odbywają się w Polsce. Najwyższy czas zacząć podchodzić do całego treningu poważnie: dokonywać wyboru, planować i realizować. Bez zmiany psychicznego nastawienia do ćwiczeń poziom polskiego taijiquanu nigdy nie wzrośnie ponad obecny.