Wiele lat temu w Beskidzie Niskim przyjął nas na nocleg ksiądz. Po wypiciu do kolacji paru kieliszków mszalnego wina, gospodarz rozochocił się. Opowiadaliśmy kawały, więc i on zaczął. Większość o Matce Boskiej. W pewnej chwili kolega zastanowił się i rzucił:
– A księdzu tak wolno żartować ze świętości?
Gospodarz spojrzał na niego niewinnie i odrzekł:
– Synu, a jaka z Najświętszej Panienki byłaby święta, gdyby od paru kawałów być nią przestała?
Uderzyło mnie to. Od tego czasu sprawdzam ważność sprawy tym, że się o niej anegdoty opowiada, a ona dalej jest ważna. Bo jeśli przestaje być...

Kawały o taijiquanie

W poniższym dziale umieszczać będziemy kawały i anegdoty o uczniach i nauczycielach polskiego taijiquanu. Wierzymy, że będzie to z korzyścią dla wszystkich. Zapraszamy do współpracy i nadsyłania następnych.

Na początek dwa, które od dawna funkcjonują w środowisku:


Polski mistrz

Z uwagi na to, że paru przedstawicieli Pana Boga zaangażowało się bardzo w odmalowywanie naszego stylu walki jako heretyckiej sekty (jakby było do pomyślenia wyznanie, które polega na skutecznym biciu ludzi...) Niebiosa znalazły się w głupiej sytuacji. By nie kompromitować kapłanów, postanowiono tymczasowo mistrzów taijiquanu do nieba nie wpuszczać i taką właśnie instrukcję dostał Święty Piotr.

Jednak jeden ze znanych instruktorów zapomniał dolać czegoś do silnika samochodu, motor się zatarł i na samym środku skrzyżowania tir rozbił go na drobne kawałki. Kierowca wyruszył w drogę do nieba, ale w bramie zastąpił mu drogę Święty Piotr.

– Dokąd to, człowieku! Nie wejdziesz. Przedstawiałeś się jako mistrz taiji. A takich nam tu nie trzeba.

Na co duszyczka:

– Ale ja jestem z Panem Bogiem umówiony.

– Cóż opowiadasz? Odkąd to Pan Bóg się z duszami w niebie umawia?

– A tak. Ja mam mu coś ważnego powiedzieć.

– Ależ Pan Bóg jest wszechwiedzący! On już dawno wszystko wie!

– Ale On na mnie czeka.

Święty Piotr sprawdza w księdze, nazwiska nie ma. Nikt nie czeka. Wściekły coraz bardziej, dyskusja się przewleka, przed bramą Niebios kolejka jak za socjalizmu, a ten nic, tylko on musi wejść. Najlepiej z paru osobami, które już mu za to zapłaciły, a przecież Pan Bóg nie chciałby, aby ktoś słowa nie dotrzymał, a płacący nie dostali tego, co ich kosztowało. A wszystko to Piotrowa wina.

W końcu Święty – bardzo zły – powiada:

– Tak twierdzisz? Zaraz się okaże. Spytam Pana Boga osobiście i zobaczymy, co zrobi. Zostań tu i czekaj, ani się rusz!

Poszedł do sali tronowej, ale Pana Boga nie ma. Poszedł na Chóry. Biegnie tam, pyta. No cóż, był, ale do Rajskich Ogrodów się skierował. W Ogrodach też już był, ale poszedł Cheruby zlustrować. I tak dalej. Święty wraca do bramy, a tam już namolnej duszyczki nie ma. Wyprowadzony z równowagi pędzi znów do sali tronowej, a tam Pan Bóg tronuje, na kolanach naszego mistrza trzyma i po główce głaszcze, a ten się do niego ufnie tuli.

Załamał ręce Święty Piotr i krzyczy:

– Ależ Panie Boże! Toż to mistrz taijiquanu!

Na co wszechwiedzący Pan Bóg jeszcze raz uważnie przygląda się duszyczce i odzywa się:

– No wiesz! Ty jak coś powiesz... Trochę człowiek bez sensu poruszał rękami, a ty od razu "mistrz"…

Zagadnienie ruchu wewnętrznego

W czasie treningu gorliwy uczeń podchodzi do instruktora i pyta:

– Nauczycielu! Mówiłeś nam o ruchach wewnętrznych. Powiedz mi, którą częścią ciała mam je wykonać?

Instruktor patrzy na niego okrągłymi oczyma:

– Wiesz, to są ruchy wewnętrzne, nie zewnętrzne. Nie ruszaj żadną specjalną częścią ciała.

Po chwili widzi, że uczeń zaczyna wykonywać formę, trzymając sztywno ciało, tak że przypomina to przesuwanie kartonowego pudła. Instruktor znów udziela wskazówek:

– Hmm, jesteś sztywny. Nie mówiłem, że nie masz się ruszać. To jest ruch, tylko że wewnętrzny.

Adept zaczyna kurczyć mięśnie brzucha, usiłując wprowadzić w ruch swe narządy wewnętrzne. W pewnym momencie udaje mu się tak dobrze, że zaczyna zwracać ostatni posiłek. Instruktor staje nad nim i z rezygnacją mówi:

– Właściwie od początku wiedziałem, że powinenem odpowiedzieć ci "Popraw tyłek!"

Zdenerwował się

W Krakowie lekcje prywatne odbywają się – przy sprzyjającej pogodzie – w Parku im. Jordana przy Błoniach, wczesnym przedpołudniem. Instruktor, prowadzący akurat parę lekcji pod rząd idzie, niosąc miecz, szablę i włócznię.

Na ławce przy alei, równoległej do Błoń siedzi paru osowiałych pijaczków. Jeden z nich podnosi oczy i widząc uzbrojonego człowieka mówi do pozostałych:

– Cholera, ale ktoś musiał faceta wkurzyć…

Jesteście z miasta?

Swego czasu zajęcia dla zamiejscowych prowadzone przez szkołę w Krakowie odbywały się w Bacówce nad Wierchomlą. Dojazd zabierał sporo czasu, pierwsza część zajęć odbywała się przed kolacją, a druga po. Obie na świeżym powietrzu.

W tamtych latach w sanatorium w Szczawniku organizowano kuligi, które docierały do Bacówki w czasie zachodu słońca. Kuracjusze oglądali go, pili herbatę, jedli bigos i wracali. Furmani tymczasem okrywali derką konie, siadali na kozłach i palili.

Ponieważ do jadalni wtargnęła właśnie taka "stonka", uczestnicy skończyli dopijać pokolacyjną herbatę, wyszli na zewnątrz i zaczęli ćwiczyć na wydeptanym w śniegu placyku. Po pewnym czasie wychodzi także starsza pani w norkach i włóczkowym berecie i patrząc na trening wykrzykuje:

– Jezus Maria! A co to!

Furman spogląda na nią ze zdziwieniem i odpowiada:

– To? Tajczi. Wyście z miasta i nie wiecie?

Dobre pozycje

Do nauczyciela przychodzi uczeń i zadaje pytanie:

– Nauczycielu, ilekroć stoję długo w niskich pozycjach, potwornie bolą mnie jądra. Co robić?

– Tak? Pokaż.

Uczeń staje w niskiej pozycji z formy. Nauczyciel kręci głową:

– Dlaczego te pozycje są tak ekstremalnie niskie? To dziwaczne.

– Bo ja chcę być najlepszym członkiem naszej szkoły!

– Ale stanie w tak niskich pozycjach jest niekonieczne. To nie spowoduje tego, że będziesz najlepszy.

– Ale ja się dobrze czuję, kiedy stoję tak nisko.

– Hmm, jeśli tak, to stój tak dalej…

– To dobrze. Hej, ale co z moim bólem!?

– No cóż, moim zdaniem powineneś jednak stać pięć centymetrów wyżej…

Kiedy ćwiczyć

Seminarium wielkiego mistrza. Trening trwa już długo. W końcu mistrz ogłasza przerwę i popija herbatę. Także uczestnicy siadają, niespiesznie wymieniają opinie, uspokajają umysł i ciało. Tylko jeden nie przerywa. Rozciąga się przy drabinkach, wymachuje nogami, skacze… Przygląda mu się jeden ze starszych uczniów. Po dłuższej chwili odzywa się:

– No dobrze. Już wiem, kiedy ten człowiek ćwiczy. On ćwiczy zawsze. Teraz chciałbym dowiedzieć się, kiedy on myśli…

 



Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,  e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir ŚniegowskiWykonanie stronyTadeusz Jasienski