Podstawowe pojęcia Daodejing i praktyka taijiquanu

Część I: Dao

Zaczniemy od cytatu z Daodejing, byśmy wiedzieli, o czym mówimy:

Dao, które można wyrazić słowami, nie jest prawdziwym dao
Nazwa, którą można je określić, nie jest prawdziwą nazwą
Bezimienne – prapoczątkiem nieba i ziemi
Nazwane – rodzicielką dziesięciu tysięcy rzeczy.
Przeto, kto trwale pozbawion jest pragnień wszelakich, dojrzy subtelną istotę dao
kto niezmiennie tkwi w pętach swych pragnień, ujrzy zewnętrzną pozorność rzeczy.

       Za: Tao-te-king czyli księga drogi i cnoty w przekładzie Tadeusza Źbikowskiego

Równocześnie drugi z najbardziej znanych cytatów z daoistycznej klasyki to:

Raz yin, raz yang – oto dao.

I mamy kłopot. Pierwszy cytat sugeruje coś tajemniczego, niemożliwego do pojęcia. Zrozumienie go wymaga ponoć głębokiego przeżycia duchowego i objawień. Według drugiego istota leży w banalnym następstwie faz aktywności i wypoczynku. By poradzić sobie ze sprzecznością należy zdać sobie sprawę, że pierwszy cytat to stwierdzenie niezbyt skomplikowanych reguł, wedle których umysł poznaje rzeczywistość, drugi jest zaś bardzo głęboki, a przyjęcie go niesie ze sobą zaskakujące i daleko idące następstwa. Pisząc to nie mam na celu zawikłania sytuacji jeszcze bardziej.

A tak w ogóle: co to jest Dao?

Podobno najpełniejszy słownik znaków chińskich z początku XX w. wymienia ponad 50 znaczeń tego ideogramu. No tak, każda grupa zawodowa ma własny slang czy żargon. U nas tworzy się nowe, precyzyjniejsze słowa o zawężonym znaczeniu, jakimi ludzie mogą porozumiewać się krócej i dokładniej. Wszysty zdajemy sobie sprawę z osobnego słownictwa np. stolarzy, hydraulików czy informatyków. Zapożycza się je (przy okazji zawężając znaczenie) z innych języków, jak niemiecki czy angielski. Chińczycy nie zmieniają słów i znaków. Po prostu zmieniają ich znaczenie. W zależności od tematu danej kwestii i tego, kto używa terminu, może on znaczyć coś zupełnie innego. Prawie wszystkie te terminy niosą z sobą znaczenie "droga" – a więc "sposób, plan dojścia", "prawo, reguła działania". W wypadku, gdy terminu tego używa ktoś, kto mówi o filozofii czy religii daoistycznej przyjmuje się, że oznacza on podstawowe prawo, wedle którego działa rzeczywistość i następują po sobie jej zmiany. Ponieważ istnienie jest ruchem, przepływem energii między niebiosami a ziemią, zaś ruch możliwy jest jako pewna regularność, samo dao jest nieodłączne od istnienia, które bez niego nie byłoby możliwe, tak więc jest jakby pierwotne – dlatego mówi się, że jest prapoczątkiem wszystkiego, a nazwane – czyli skonkretyzowane – stworzyło dziesięć tysięcy (czyli wszystkie) rzeczy.

Pierwszy cytat sugeruje, że poznać dao można jedynie odrzuciwszy słowa, a więc wyłączając myślenie, co zapewne, według większości Europejczyków, skazuje na kierowanie się sercem (emocjami) i intuicją. To jednak raczej błąd. Według starożytnych Chińczyków zarówno myśl, jak i emocja kryły się w sercu, a co więcej, nie widziano jakiejś zasadniczej różnicy między myślą a emocją. By wyjść poza europejski dualizm wystarczy sobie uprzytomnić, że nie ma myśli, która nie wywoływałaby emocji, i emocji, która nie wywoływałaby myśli (obrazów, wyobrażeń?). Nigdy nie występują osobno, a więc są jak dwie strony jednego medalu. Nie można więc porzucić myślenia, by kierować się emocją. To, czy jesteśmy "emocjonalni", czy "rozsądni" zależy tylko od tego, czy potrafimy zachować trochę wewnętrznej dyscypliny. Zaś dyscyplina jest niezbędna do tego, by np. medytować czy ćwiczyć.

Trochę inna sprawa z intuicją. Większość uważa, że oznacza ona jakąś głęboką, duchową i tajemniczą więź z przedmiotem, który się poznaje. Wygląda to nieco inaczej. Ktoś, kto ćwiczy wewnętrzne sztuki walki wie, że istnieje coś takiego, jak "ruch wewnętrzny", a więc ruch uwagi i powiązanej z nią energii. Dla kogoś o niższym stopniu zaawansowania, ruchy wewnętrzne osoby doświadczonej są nieczytelne, niemożliwe do zauważenia. W odwrotnym kierunku to, co dzieje się z uwagą i energią osoby początkującej jest jasne i śledzenie ich nie wymaga od zaawansowanego wysiłku czy duchowej pracy. Zapytany o to Chen Yingjun, syn wielkiego mistrza Chen Xiaowanga, odpowiedział ze zdziwieniem: "Oczywiście, że nie możesz dostrzec czegoś, czego sam nie doświadczyłeś i o czym nie wiesz, jak wygląda. Jeśli już jednak coś takiego w tobie zaszło, zobaczenie tego u innych nie stanowi problemu." Musiałbyś się zatopić we własnych pragnieniach i wyobrażeniach, by nie móc tego zrobić.

Intuicja to w gruncie rzeczy najłatwiejsza rzecz. Jesteś częścią rzeczywistości i jako taki, bierzesz udział w jej wszystkich przemianach. Niezależnie od tego, co robisz. Jeśli pływasz w rzece, nie potrzebujesz głębokiego namysłu, by zaobserwować, w którym kierunku i jakimi drogami zdąża jej nurt. No, chyba że czepisz się wyobrażeń o potędze swego umysłu i koniecznie będziesz usiłował jej użyć i udowodnić, jaka jest wspaniała. Albo będziesz silnie pragnął, by rzeka wyniosła cię szybko na drugi brzeg krótką drogą i skoncentrujesz się na tym. W obu wypadkach masz duże szanse na utonięcie lub pokiereszowanie o kamienie. (Niestety, intuicja raczej nie podpowie wam, czy za dwa dni spotkacie miłość swego życia. Nie mogliście brać w tym udziału, bo to nie zaszło. Jeszcze, dodam, jeśli chcecie.)

Pierwszy z cytatów wskazuje, że poznanie rzeczywistości i jej praw jest możliwe tylko w praktyce, działaniu, a nie na gruncie teoretycznych spekulacji. Nadawanie nazw jest klasyfikowaniem i rozdzielaniem zjawisk. Może jest to potrzebne do przekazania wiedzy innym, natomiast nie pozwoli na zrozumienie rzeczywistości, która jest w wiecznym ruchu, zmianie i akcji. Czy więc należy rzucić się w przód i podjąć swe zadania bez namysłu, a wszystko okaże się "w praniu"? Daodejing, sztuki walki i wszyscy dalekowschodni mędrcy zalecają raczej medytację. Należy usiąść w bezruchu, unormować oddech, rozluźnić ciało... Z całą pewnością nie jest to aktywne działanie. Ale czy na pewno? Przecież niezależnie od tego, czy poruszasz się, czy nie, dalej jesteś częścią rzeczywistości i bierzesz w niej udział, niezależnie od intencji. Uspokojenie, rozluźnienie i bezruch wyciszają tylko nasze uprzedzające przekonania i związane z nimi emocje, które przesłaniają nam, co się naprawdę dzieje. Rezygnując z pragnień, a więc zgłaszanych pod adresem rzeczywistości wymagań i pretensji, możemy dołączyć do niej i wziąć udział w przemianach świata jako część całości i po prostu je zrozumieć, bez specjalnego zastanawiania się. Ktoś powiedział, że to jak lecieć z Ziemią przez kosmos. Zobaczyć nie to, co byśmy chcieli, czego się spodziewamy lub czego się obawiamy, lecz po prostu to, co jest.1 Gdy wyciszy się ten wewnętrzny hałas, nie ma znaczenia, czy się ruszasz, czy nie. Ruch może ułatwić zrozumienie rzeczywistości, pod warunkiem, że nie zakłóca oglądu. W części II medytacja zostanie ukazana jako forma pustki, w której coś może się ukazać. powrót do części II

I oto jest przezwyciężenie sprzeczności pomiędzy pierwszym a drugim cytatem. Pierwszy jest dla tych, którzy mając zaćmione spojrzenie przekonaniami i pragnieniami usiłują poklasyfikować to, co się dzieje i zmieścić wydarzenia w jakimś założonym uprzednio schemacie: ideologicznym, religijnym, a może tylko kulturowym? Optymistycznym czy pesymistycznym. Drugi dla tych, co już są "w środku", biorą udział bez usilnych oczekiwań i spięcia pośladków, nie zastanawiając się, co inni o nich pomyślą i jak to wygląda. W gruncie rzeczy znów mamy tu dwie strony jednego medalu.

Jakie wnioski wypływają z tego dla osób ćwiczących taijiquan? Te ćwiczenia to medytacja w ruchu. Gdy z trudem trzeba przypominać sobie ruchy formy lub utrzymywać strukturę ciała pod naciskiem partnera w ćwiczeniach Pchających Dłoni, nie zastanawiamy się nad niczym. Pragnienie wykonania w końcu ćwiczenia do końca lub obawa utraty równowagi dominują wtedy w umyśle. Zastanawiamy się, dlaczego koledze idzie lepiej, ogarnia nas wstyd i potrzeba przekonania innych, że wcale tak nie jest. Marzymy o startach w zawodach i podziwie otoczenia. Dopóki to trwa, nie jesteśmy w stanie zrozumieć ćwiczenia. Studiujemy klasyczne teksty, starając się w nich odnaleźć tajemnicę, która da nam przewagę nad innymi i skuteczność w życiu. I nie mamy szans. Usiłowania oddalają nas od celu, miast przybliżać. Wysilając umysł, starając się rozgryźć tajemnicę, zyskać przewagę nad przeciwnikiem, robimy coś, co nie może się udać. A wystarczy po prostu wziąć udział w ćwiczeniach i przestać się buzować oraz myśleć o banialukach. Praktyka Pchających Dłoni jest wtedy prosta i równocześnie ułatwia zrozumienie pozornie tajemniczych i niejasnych tekstów. Najpierw ćwiczenie.

Jeśli w ten sposób zrozumieć można sens starożytnych tekstów, tym bardziej można rozgryźć przeciwnika. Wiedząc z własnego doświadczenia, jak wygląda prawidłowa struktura i co dzieje się z uwagą w trakcie Pchających Dłoni, bez jakiegoś wytężenia widzimy jak to przebiega w jego ciele, zauważamy błędy i łatwe do przełamania usztywnienia. Jeśli jednak wygasimy emocje i pragnienia, odłożymy na bok cel walki, sami jesteśmy nie do odgadnięcia. A więc i nie do złamania. Łatwo jest zapamiętać, że raz idzie się do przodu, a raz się cofa. Yin (pasywny) i yang (aktywny). Pchnięcia i wycofania mają swoje granice, po których pozostaje tylko zmiana ich na ich odwrotności. Ale bez omawianego nastawienia nie złapiemy momentu, w którym już trzeba się cofnąć, albo już pójść do przodu. Wyciągane z teorii wnioski zawsze będą spóźnione. A nie mając doświadczenia z praktyki, nie wyczuwszy raz właściwego momentu, nie zrozumiemy prawidłowo tekstu. Będziemy dyskutować, udowadniać swoje racje z książką w dłoni lub przewijając strony w internecie, ale w praktyce nie da się tego zastosować. I skończy się ładnym, szkolnym przykładem załamania struktury, demonstrowanym wszystkim wkoło ku nauce. Cóż, w jakiś sposób i wtedy jesteśmy pożyteczni...

       Jaromir Śniegowski


1 Tu przychodzi mi do głowy anegdotka z naszego kręgu kulturowego: W okresie trapiących kraj powodzi i osuwisk, przychodzi starsza babina do księdza, który właśnie szczepi jabłonki w sadzie i mówi: "Proszę księdza, ja spać nie mogę i cały czas tylko myślę i myślę. Co Bóg chce nam wszystkim, Polakom, powiedzieć, przez te wszystkie klęski, co nas dotykają?" Poczciwy proboszcz-ogrodnik bez zastanowienia, mocując się z jakąś gałązką odpowiada, że: "Według mnie Bóg jest dobry, więc nie może perfidnie zadawać trudnych do odgadnięcia lub mylących zagadek. Biorąc to pod uwagę, myślę że Bóg chce powiedzieć Polakom, żeby nie budowali się na terenach zalewowych." No i to byłby przykład intuicyjnego zrozumienia rzeczywistości ;) powrót