Podstawowe pojęcia Daodejing i praktyka taijiquanu

Część II: Pustka

XI
Trzydzieści szprych w piaście (w kole). Dzięki pustce między nimi mamy pożytek z koła.
Z gliny formuje się naczynia i garnki. Dzięki pustce w ich wnętrzu istnieje pożytek z naczyń.
W ścianach domów wycina się drzwi i okna. Dzięki pustce w ich wnętrzu istnieje pożytek z domów.
Na tym właśnie polega korzyść z pełnego i pożytek z pustego.
       Według Tao-te-king, czyli księga Drogi i Cnoty tłum. Tadeusz Żbikowski.

Dosłownie rozumiany nie jest to cytat szczególnie odkrywczy. Owszem, nie ma znaczenia, z czego zrobiony jest kubek i jak wygląda. Musi być pusty w środku – inaczej nie dałoby się do niego niczego nabrać i nie spełniałby zadania. To jednak szczególny przypadek, niezbyt nadający się na ogólną zasadę filozoficzną. No bo co na przykład z tłuczkiem czy młotkiem? Puste w środku nie byłyby przydatne.

Jednak i w tym wypadku przestrzeń decyduje o użyteczności narzędzia. Nie da się go użyć, jeżeli między nim a obrabianym przedmiotem nie ma przestrzeni. Młotek, którego nie dałoby się oderwać od jego celu mógłby co najwyżej spełnić rolę przycisku do papieru. Który stale przymocowany do kartki odbierałby jej przydatność.

Nie chodzi jednak o zabawy słowami. Powyższe stwierdzenie informuje nas, że każdy ruch i każde zaistnienie nowego przedmiotu czy nawet pomysłu, wymaga wolnej przestrzeni. W codziennej praktyce wydaje się nam, że mamy jej dość na coraz to nowe nabytki i aktywności. Jeśli chcemy podjąć jakiś trening, pójść na kurs, kupić buty, to po prostu to zrobimy... Ale tak naprawdę żyjemy w czasoprzestrzeni całkowicie zapełnionej. Przecież nikt z nas nie spotkał się ze zjawiskiem doskonałej próżni czy czasu, w którym nic się nie dzieje. To tylko złudzenie.

Zapewne wielu z was widziało, gdy ktoś pakuje walizkę lub torebkę, wciąż przypominając sobie, że jeszcze coś koniecznie trzeba mieć ze sobą. Do pewnego momentu można je jeszcze upchać. W końcu musi się to skończyć pęknięciem sakwojażu lub zniszczeniem wielu przedmiotów wewnątrz. Jeśli nie postaramy się o przestrzeń, rezygnując z tego, co już znalazło się w środku, zrobi się ona sama. Tylko nie my zdecydujemy o tym, co stracimy.

Wiele osób ma wrażenie, że marnuje czas. Mogliby jeszcze tyle zrobić i doświadczyć. Jeśli tylko pojawia się jakaś nowa możliwość, dokładają sobie zajęć. Kursy językowe, dodatkowe studia, treningi, rodzinne wizyty. W pewnym momencie okazuje się, że żadna z tych czynności nie jest wykonywana dostatecznie starannie i systematycznie, by przynosić jakieś efekty. Można dopchnąć kolanem jeszcze jedne zajęcia, lecz ich skutki nie będą trwałe, bez przerwy będzie się je tracić. W konsekwencji zamiast zmieścić w czasie jeszcze więcej, bezproduktywnie go stracimy. I znów nie będzie to nasza decyzja.

Deweloperzy zawsze szukają wolnych działek, na których można by jeszcze coś zbudować. Dla zarobku, albo nawet dla satysfakcji, by zostawić po sobie ślad. Nigdzie jednak nie ma terenów "pustych". By zbudować coś nowego, trzeba poświęcić trawę i drzewa, zbiornik wodny lub zburzyć budynki, stojące w tym miejscu. Jednak budowle, pozbawione okalającej przestrzeni, umożliwiającej wypoczynek, przemieszczanie się, komunikację, przewietrzanie, kultywację zieleni tracą z wolna wartość, prędzej czy później stając się slumsami, niezależnie od wewnętrznego wyposażenia. Wszyscy marzą, by je opuścić i nikt nie chce o nie dbać, co prowadzi do upadku.

Jeśli chcemy stworzyć jakieś nowe urządzenie, nową koncepcję czy sposób spędzania czasu, to musimy odrzucić wcześniejsze pomysły czy obyczaje. Jeśli mówimy o "miejscu na rynku" dla jakiejś usługi czy towaru, to milcząco zakładamy, że poprzednie produkty, usługi czy sposoby radzenia sobie z problemem, spędzania czasu, da się wyprzeć. Możliwe jest skłonienie ludzi do rezygnacji z nich.

Przestrzeń otaczająca nas jest "gęsta". Niezależnie od tego, co myślimy, "gęsty" jest również nasz czas. Powstanie czegokolwiek nowego, jakakolwiek zaplanowana akcja wymaga stworzenia sobie wolnej przestrzeni, by w ogóle była możliwa, nie spowodowała nieprzewidzianych zniszczeń albo sama nie utknęła wśród przeszkód. Wspomniana w poprzednim rozdziale medytacja też przecież polega na opróżnieniu umysłu i ciała z wcześniejszych idei i nawyków, by mogła ją wypełnić otaczająca nas realność, taka, jaka w danej chwili jest.

Tak więc to pustka, jaką możemy wokół stworzyć, jest dla nas cenniejsza, niż cokolwiek, co posiadamy. Bez niej nie będą pojawiać się nowe rzeczy, a więc nie będzie ruchu i życia. Człowiek, który zapełnił całkowicie swój czas i miejsce, wydał wszystkie swoje środki, jest naprawdę ubogi. Mimo otaczających go przedmiotów i aktywności nic już nie może uczynić, nikogo poznać i niczego nowego nabyć. A to właśnie możliwość pozyskania czegoś, ujrzenia, dowiedzenia się czy nauczenia daje nam wrażenie obfitości, nie to, co już mamy.

Znów jest to bardzo trudne do zrozumienia bez praktyki. W trakcie Pchających Dłoni celem jest takie pchnięcie czy uderzenie (w przypadku ćwiczeń bardzo zaawansowanych), które zniszczyłoby strukturę przeciwnika i zmusiło go do zaprzestania oporu. Ta podstawowa technika zwana jest an. Strukturę zaś utrzymuje się dzięki peng i właściwej pozycji. Po jej utracie, stojąc na samych piętach, odchylony lub z uniesionymi ramionami czy siedzeniem, przeciwnik nie jest w stanie zrobić niczego komuś, kto tę strukturę zachowuje. Nie da się jednak pchnąć nikogo, stojąc na przedniej nodze z wyciągniętymi ramionami. Trzeba się cofnąć, utworzyć przestrzeń, by móc przesunąć dantian w przód i zaatakować. Oczywiście, jeśli już nie możemy przemieścić środka ciężkości, można go jeszcze przekręcić, by zastosować ji. Jeśli jednak już i to zrobimy, możemy się tylko cofnąć. No, chyba że nie rozumiejący niczego współćwiczący nic nie ruszy się – pozwoli nam to zrobić krok w przód, tak by znaleźć się znów na tylnej nodze i móc znów przemieścić dantian nad przednią. Mamy w tym wypadku do czynienia z "cofnięciem się", przez ruch w przód. Oczywiście, możliwe jest to, gdy przeciwnik pozostanie bierny w wypadku, gdy powinien być aktywny. Mając przestrzeń do działania, zachowa się tak, jakby jej nie było.

Praktyka w tym wypadku pozwala na prawidłowe zrozumienie tekstu. Ostatnie zdanie rozpoczynającego cytatu mówi o "korzyści z pełnego i pożytku z pustego". A właściwie głównie omawia się zagadnienie pustki. Dlatego, że jest on o wiele trudniejszy do zrozumienia. Tymczasem fałszywy jest wniosek, że można ograniczyć się do stworzenia pustki i czekać, aż sama się zapełni. Oczywiście, że tak. Rzeczywistość z natury rzeczy wypełnia wszystkie puste miejsca. Nie będziemy jednak zadowoleni z tego, co się pojawi, chyba że naszym celem jest rozpoznanie niezakłóconego obrazu otoczenia. To właśnie wspomniany przykład medytacji. Powstanie miejsca na działanie jest wezwaniem do jego podjęcia. Jedyna okazja do pójścia w przód. Pustka zasysa i jeśli jej nie wypełnimy swoimi pomysłami, wypełni się czymś innym i stracimy wolność. Jeśli mamy odnieść pożytek z pustki, to my musimy ją zapełnić.

Zwracam także uwagę, że sama przestrzeń, bez otaczających ją ścianek kubka czy zdążającego przez nią w kierunku celu młotka nic nie uczyni. Ale, tak naprawdę, Daodejing nie jest wezwaniem do zaniechania działania. Zachęca raczej do stwarzania działaniu właściwych warunków, a jeszcze częściej – do wykorzystywania ich, gdy same się pojawią, bo przecież rzeczywistość jest zmienna i przeszkody nie mogą trwać wiecznie.

Oczywiście, obroną przed an i ji będzie takie przemieszczanie się, byśmy zachowali przestrzeń na swoje akcje, zaś przeciwnik jej nie miał. Należy natychmniast wypełnić pustkę, w której może dojść do akcji partnera ćwiczenia, zachowując w miarę możności własną. Jest to możliwe, jeżeli on tego nie dostrzeże. Jeśli nie opróżni umysłu z wyobrażeń o sobie i o tym, jak się walczy. Wtedy to my lepiej panujemy nad ciałem i nad sytuacją. Kontrola nad nimi wymaga zaś lepszej wewnętrznej dyscypliny. Można to wyćwiczyć, wystarczy czas i doświadczenie. Wystarczy "przylepić się" do przeciwnika, nie pozwalając zmienić mu dystansu. Jeśli będziemy go kontrolować, sami stworzymy sobie przestrzeń, jeśli będziemy tego chcieli. Jeśli umiejętności obu stron są podobne, dochodzi do sytuacji, w której trwa ruch, ale nic się nie zmienia, bo nikt nie osiąga przewagi.

Zaraz ktoś powie, że on ma taką taktykę, że będzie stał w miejscu, prąc na przeciwnika i uderzając tak szybko, by nie pozwolić mu ruszyć się do przodu. Jest to jednak niezrozumienie sprawy. Żadne uderzenie niemożliwe jest bez cofnięcia pięści. Jeśli przeciwnik opanuje "przylepianie" swoich rąk do naszych, uderzenia nie będą skuteczne.

       Jaromir Śniegowski