Podstawowe pojęcia Daodejing i praktyka taijiquanu

Część III: Yin i Yang

XLII
Dao dało początek jedności świata;
Jedność dała początek dwóm (yin i yang)
Dwie zrobiły trzy.
A trzy dały początek dziesięciu tysiącom rzeczy.
Dziesięć tysięcy rzeczy zawiera w sobie yin i spowite jest yang
Wdzierając się w otoczenie, doznają one harmonijnego połączenia.
Ludzie bardzo nie chcą, by w ich życiu spotkały ich trzy nieszczęścia: sieroctwo, wdowieństwo i nieudolność.
A jednak królowie i książęta nadają sobie takie właśnie tytuły1.
Dlatego rzeczy:
    jeśli ktoś chce je zmniejszyć, na odwrót – coraz bardziej się rozrastają;
    jeśli ktoś się chce przyczynić do ich wzrostu, one – na odwrót – stają się coraz mniejsze.
Ludzie wzajemnie się pouczają.
Ja również ich pouczam.
       Według Tao-te-king, czyli księga Drogi i Cnoty tłum. Tadeusz Żbikowski.

Tekst jest prosty, ale dlatego niejasny. Bo sama koncepcja przedstawiona w nim jest dość trudna do zrozumienia. "Dziesięć tysięcy rzeczy" to wszystko na świecie, czyli wszystko dostępne poznaniu. Jeśli więc mówimy, że coś istnieje, to mamy na myśli właśnie te "dziesięć tysięcy". Ale co to jest "jedno", "dwa" i "trzy"?

Starożytni Chińczycy wyobrażali sobie, że rzeczywistość tworzona jest przez dwie zależne od siebie i współpracujące siły: yin i yang. Współpraca między nimi powodowała, że w ogóle coś powstawało, więc te siły były niejako "przed-bytem". To, co powstawało, reprezentowane było przez element, symbolicznie oznaczany hieroglifem "człowiek". I o to właśnie chodziło, gdy mówi się o tajemniczym "trzy". To tak zwana Triada, (zwana również Niebo, Ziemia, Człowiek), jedna z czcigodnych figur symbolicznych2. Ponieważ jednak ten trzeci element tworzyły dwie siły, które na dodatek cyklicznie następowały po sobie, samego "bycia" nie należo wyobrażać sobie jako czegoś stabilnego, lecz jako dynamiczny i zmienny proces. A więc "trzy" z samej swojej natury zmieniało się i różnicowało, tworząc "dziesięć tysięcy". To, że byt materialny jest nietrwały i zmienny znane jest też filozofii europejskiej. Nasi myśliciele skłaniali się jednak częściej do poglądu, że przynajmniej pojęcia, idee, byty duchowe czy bogowie są niezmienni. Według prezentowanej w Daodejingu teorii nie jest to jednak prawdą. Także i ta kategoria bytów zmienia się i różnicuje.

Dao to zasadnicza reguła działania świata, o czym pisałem w części I tego wykładu. Co jednak oznacza ta "jedność"? Czy najpierw muszą istnieć yin i yang, by mogła zaistnieć ich współpraca, kierowana wspomnianą zasadą? To nie takie proste: yin nie może istnieć bez yang. Są jakby dwiema stronami tej samej monety. "Jedność" oznacza więc coś, czego dwoma aspektami są omawiane energie. Niezbyt dobrze wiadomo, co to jest, jednak wiadomo, że istnieje, tak jak musi istnieć księżyc, by istniały jego ciemna i jasna strona. Dwie tworzące siły nie są jednak stałe, lecz w ruchu. Wzajemnie się napędzają, a więc gdyby nie ich współpraca, nie byłoby ich. O ile o tym, co jest przez "trzy" w ogóle można powiedzieć, że "jest". To więc ich współpraca je tworzy, a współpraca musi mieć jakąś regułę, odbywać się według jakichś praw. Z chaosu nic by nie powstało. Dlatego w tekście mówi się, że najpierw było Dao, jako idea, potem to coś jednego, co przejawia się jako yin i yang, wreszcie "człowiek" i "dziesięć tysięcy rzeczy".

Tak naprawdę jednak problem jest dość dęty. Ani dao nie może istnieć bez yin i yang, ani one bez "jedności", której są aspektami. Są od siebie ściśle współzależne i nie da się analizować ich osobno, w oderwaniu od siebie. Osobno też nie da ich się zrozumieć, bo nie można ich wyjaśnić, nie powołując się na pozostałe terminy. Należy je więc wszystkie traktować jako aspekty przejawy pierwotnej jedności, siły, która za wszystkim stoi.

Na czym jednak polega współpraca dwóch elementów? I dlaczego o jednych rzeczach, procesach czy pojęciach mówimy, że są yang, a o drugich że są yin, skoro wszystkie tworzone są przez te dwie przed-istniejące siły?

Yin i yang cyklicznie następują po sobie, zyskując przewagę i wycofując się, choć nigdy do końca (gdyby jedna z nich ustąpiła całkiem, rzeczywistość przestałaby istnieć). Więc pewne zjawiska tworzone są w większym stopniu przez yin, a inne przez yang. Dlatego nazywa się je tymi terminami. Jednak zawsze podkreśla się, że w każdej rzeczy yin jest trochę yang i odwrotnie. Powoduje to, że terminy te są nieco niejednoznaczne: raz oznaczają dwa aspekty siły, tworzącej rzeczywistość, a raz charakter czegoś realnie istniejącego. Cykliczność tego procesu oznacza też, że to, co jest yin nieuchronnie w odpowiednim czasie staje się yang, po czym proces powtarza się. Nikt więc nie może być cały czas yang, choćby bardzo chciał. Co więcej, nawet gdy dana rzecz tworzona jest w większym stopniu przez jedną z omawianych sił, obok może istnieć jakaś inna, tworzona przez nią w jeszcze większym stopniu. Wtedy to ta druga jest yang lub yin w stosunku do pierwszej, choć tę przecież też tworzy bardziej ta sama siła. W realnej, zmiennej rzeczywistości nie ma bowiem żadnego stałego punktu odniesienia. Coś może być yang lub yin tylko w stosunku do jakiegoś innego bytu.

Co to jednak yang? Termin ten był przez starożytnych kojarzony z niebem, a więc ze światłem, jasnością, ciepłem i aktywnością – wiatr i chmury pozostają w ruchu; a jeśli nawet jest chwila ciszy, to obracają się słońce, księżyc i gwiazdy. Yin natomiast z ziemią, więc z kolorem ciemnym, wilgocią, chłodem i biernością, bo by ziemia rodziła płody, musi być orana i zasiewana, a niebo powinno dostarczać jej deszczu, tak więc to ona podlega czynnościom, a rodzi w spoczynku. Dlatego powierzchownie twierdzi się, że ktoś bierny nie porusza się, a aktywny działa. Jednak to uproszczenie: przecież niebo nie tworzy nic, co pod nim. To ziemia rodzi płody i żywi ludzi oraz zwierzęta. Niebiański yang to więc raczej inspiracja, wzór i plan, natomiast yin to wykonanie, fizyczna aktywność, prowadząca do realizacji zamysłów. Tu znów odeślę do tekstu o yin i yang w dziale "Teoria" naszego serwisu.

Konsekwencją tej zmienności wszystkiego, co istnieje i podległości zasadzie dao jest to, że każda rzecz sama z siebie rośnie, by po określonym czasie zmaleć. Zasadzie tej nie da się przeciwstawić, można natomiast ją wykorzystać. Dlatego mówi się, że aby coś zmniejszyć, należy to rozciągnąć – po prostu chodzi o to, by przyspieszyć naturalny proces, dążący do przejścia w przeciwieństwo. Ktoś, kto szybko rośnie, później też szybko starzeje się i umiera. Jeśli więc ktoś chce trwać, nie może rosnąć, rozwijać się za szybko. Nie wolno żadnego procesu doprowadzać do ostateczności. Lepiej zatrzymać się lub nawet cofnąć w sprzyjającej chwili, niż być do tego zmuszonym przez gwałtowne załamanie się i rozpad. Stąd słynne powiedzenie chińskie, określające główną zasadę zachowania w społeczeństwie "Wystarczy". Człowiek, który wykorzystuje okazje do końca, który nie dzieli się ze wspólnikami i członkami swej rodziny i grupy, uważany jest nie tylko za niecywilizowanego i nie godnego zaufania, ale też i niebezpiecznie głupiego – nikt nie zwiąże z nim swego losu. Inna sprawa, że ta postawa często wykorzystywana była jako uzasadnienie korupcji. W Nanhua zhenjing Zhuangzi, jeden z najsłynniejszych daoistycznych filozofów, podaje przykład: jeśli ktoś gromadzi dobra materialne czy zaszczyty i przywileje ponad właściwe granice, ściągnie na siebie prześladowania wrogów. Żyje w strachu przed rabusiami i złodziejami, obcymi wojskami czy poborcami podatkowymi (to ostatnie już to współczesny wtręt, lecz przez całą historię chińską bogaci kupcy nie dokumentowali w żaden sposób swej działalności i umów oraz rozdawali obfite łapówki w obawie przed gorliwymi urzędnikami, którzy potrafili skonfiskować zbyt bogatym cały majątek). Innym takim przykładem jest następny cytat z Daodejingu:
Kto wspina się na palce, nie stoi mocno.
Kto dwa kroki naraz chce zrobić, nie idzie.
Kto ukazuje się (publicznie) nie świeci.
Poglądy tego, kto twierdzi, że ma rację, nie są oczywiste.
Kto musi domagać się uznania, nie ma żadnych osiągnięć.
Kto stara się nad innych wywyższyć, nikomu nie przewodzi.
Wszystko to zawarte jest w zasadach dao.
       Według Tao-te-king, czyli księga Drogi i Cnoty tłum. Tadeusz Żbikowski.

Dla ludzi z naszego kręgu kulturalnego poszczególne stwierdzenia mogą wydawać się słuszne, ale generalnie zasady te nie mogą odnosić się do rzeczywistości – powstrzymać się od zarabiania, jeśli można? Nie korzystać ze zgromadzonych środków? Rezygnować z sukcesu? (Chińczycy też tego nie robili; starali się tylko, by to, że ich pozycja, umiejętności czy stan posiadania odbiegają od przeciętnej, nie rzucało się w oczy; ofiarnością wykazywali się tylko w sytuacjach skrajnych). W zamerykanizowanej popkulturze, w której liczy się tylko pierwsze miejsce, wskazania takie wydają się niepraktyczne. Wystarczy jednak praktykować sztuki walki, by okazało się, że są jak najbardziej realne i przydatne.

Jeśli ćwiczymy tuishou (Pchające Dłonie), przesuwamy swój środek ciężkości w przód, zmuszając przeciwnika do wycofania się. Gdy nasz ruch osiągnie maksymalny zasięg nie możemy go kontynuować bez zmiany pozycji. Wtedy przychodzi kolej partnera, dotychczas ustępującego. To on przemieszcza się do przodu, a my musimy ustępować. Jest więc to zgodna z zasadami dao przemiana aktywności w bierność, yang w yin i odwrotnie. Pozornie sprawa jest prosta: przesuwający się w przód jest aktywny, więc yang, ustępujący – bierny, yin. Dzięki doświadczeniu w treningu można praktycznie zrozumieć, że po pierwsze – każdy ruch ma granice, nie da się go kontynuować w nieskończoność. Potem przechodzi w swoje przeciwieństwo. Wskazówka dla ćwiczących jest taka, że będąc w sytuacji yin, czyli tracąc możliwość ruchu, nie wolno próbować dalszej aktywności, lecz czekać na przeciwnika, który z całą pewnością jest yang, o ile nie popełnia jakiegoś poważnego błędu, przez niezrozumienie sytuacji, brak właściwych odruchów i nie panowanie nad emocjami. Jeśli będąc yang, zachowa bierność, pozwoli nam zmienić pozycję, a tym samym równowagę sytuacji. Ociągając się, może więc stać się niespodziewanie yin. Po prostu dlatego, że my zmienimy pozycję na taką, która będzie bardziej yang, niż on.

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Nawet, jeśli przesuwamy dantian w przód (an) i dalej już nie możemy, nie oznacza to jeszcze utraty możliwości ruchu. Można jeszcze obrócić środek ciężkości i pchnąć pod kątem (ji). Można też zastosować inne z 13 rodzajów energii. Każda z tych czynności ma jednak swoje granice i również i ona przechodzi w yin. Na dodatek, jeśli to przeciwnik ma większe możliwości działania niż my, to nawet jeśli teoretycznie nie osiągnęliśmy maksymalnego zasięgu ruchu, to on będzie yang, a my wobec niego yin.

powrót

Jeśli jednak to swoboda poruszania się i zmiany (kierunku, postawy) decyduje o tym, czy jesteśmy yin, czy yang, to kiedy właściwie osiągamy ten stan? Największą możliwość zastosowania różnych technik i zmiany kierunku mamy przed zaczęciem jakiejkolwiek akcji. Właśnie wtedy jesteśmy najbardziej yang, możemy decydować. W pozycji maksymalnie wycofanej. Gdy rozpoczynamy akcję, swoboda ta maleje. Już nie da się postanowić, czy i kiedy ją zaczniemy, bo początek jest już za nami. W miarę angażowania się, mamy coraz mniej możliwości zmiany kierunku, siły czy metody działania. A więc właśnie działając stajemy się coraz bardziej yin, by w końcu całkowicie stracić swobodę ruchu. Nie mamy wtedy innego wyjścia, niż czekać na akcję partnera. Nie należy się jednak cofać z własnej inicjatywy, gdyż zachowanie jej oznaczałoby działanie yang, gdy my jesteśmy yin a partner yang. Pozwalamy wtedy, by druga osoba, która i tak jest yang, zyskała dodatkową przestrzeń na swoje działanie i zwiększamy jego przewagę. Z inicjatywą należy poczekać, aż przeciwnik przesunie się w naszym kierunku, tracąc stopniowo możliwość ruchu i stając się yin. My zaś, ustępując pod naciskiem, ale nie pozwalając mu na stworzenie przestrzeni na jego inne akcje, stajemy się yang. By więc "zwiększyć się", poprawić swą sytuację, należy się cofnąć, "pomniejszyć" i odwrotnie. Tak jak w rozpoczynającym artykuł cytacie.

Należy wyraźnie podkreślić, że nie ma możliwości, by obie strony były jednocześnie yang. Jeśli tak postępują, wzajemnie blokują swoje akcje, napierając na siebie. Następuje więc pat, obie strony tracą możność kontynuowania akcji, a więc ich yang, niezależnie od napięcia i wysiłku, gwałtownie przeradza się w yin. Dwóch osiłków, pchających i szarpiących się nawzajem, napinających mięśnie, jest yin. Zachowując się jednak bez sensu tak, jakby byli yang, wyczerpują siły i męczą się niepotrzebnie, doprowadzając się do wyczerpania. Tak kończy się przeciwstawianie siły sile.

Gdy natomiast obydwaj partnerzy zachowują się jak yin, do kontaktu po prostu nie dochodzi. Powstała jednak między nimi pustka może wypełnić się czymkolwiek i to nie oni o tym decydują. Nie da się też wtedy przewidzieć, który z nich coś zrobi, bo tak naprawdę to podwójne yin przeradza się w yang i obie strony mogą wszystko. Jeśli chodzi o konfrontację, jest to sytuacja najniebezpieczniejsza dla obojga od poprzednio omawianych. Stan podwójnego yang czy yin jest więc niestabilny i nie do utrzymania. Przeradza się w niekontrolowany sposób w swe przeciwieństwo i dzięki temu równowaga w czasie zostaje zachowana. (Przecież: Raz yin, raz yang, oto dao. Jeśli nie występują razem, muszą następować po sobie w krótkim czasie.

Dopiero rozpatrując te konkretne sytucje, jesteśmy w stanie zrozumieć jak wygląda współdziałanie i wzajemne następstwo yin i yang.

       Jaromir Śniegowski


1 W dawnych Chinach istniał zwyczaj, że władcy mówiąc o sobie zamiast zaimka osobowego używali używali samoponiżających określeń w rodzaju: sierota, wdowa itp. Zwyczaj ten miał prawdopodobnie na celu zmylenie złych duchów, które nie widząc w danej osobie godnej ofiary odstępowały od napastowania ich. (przyp. tłum. tekstu)
Tłumacze Księgi Przemian. I Cing tytulaturę tę tłumaczą wiarą w istnienie określonej ilości szczęścia w życiu, odziedziczonego po przodkach i zgromadzonego dzięki ich zasługom. Splendor wspaniałych tytułów oznaczał korzystanie z nich. Istniała obawa wykorzystania całego dostępnego szczęścia, po którym następował tylko i wyłącznie upadek, niezależnie od tego, co się zrobi. Wyczerpaniem zasług tłumaczono upadek każdej dynastii w Chinach. (przyp. autora) powrót
2 Od tej figury wzięły nazwę tajne stowarzyszenia z południowych Chin, ewoluujące we współczesne przestępcze gangi, zwane tak samo. (przyp. autora) powrót