Sens paocui i tuishou w treningu taijiquan

Istnieje wiele stylów taijiquan, w których nie ma szybkich uderzeń (paocui), a Pchające Dłonie (tuishou) ćwiczone są proforma. Dlatego niektórzy twierdzą, że można się bez nich obejść, jeśli ćwiczy się jedynie dla zdrowia. W stylu Chen techniki te utrzymały się, mimo że sprawiają początkującym spore trudności. Co więcej, sprawiają je nawet tym, którzy za początkujących się nie uważają. Ma to jednak głęboki sens, nawet jeśli nie zamierzamy nigdy z nikim walczyć.

Zagadnienie to łączy się z faktem przepływu energii qi. Nikt jej nie zaobserwował. Natomiast wielki mistrz Chen Xiaowang definiuje: "Qi to sposób, w jaki umysł (uwaga) zmienia mięśnie". Wiemy, na którą część ciała zwracamy uwagę i jak przesuwa się miejsce jej skupienia, więc wiemy też, gdzie znajduje się qi. Potrafimy zaobserwować odczucia, jakie się z tym wiążą. Mówimy więc o czymś, co jest jak najbardziej realne. Wszelkie korzyści zdrowotne czy osobowościowe, redukcja stresu, poprawa równowagi i koordynacji płyną z tego, co nazywamy przepływem qi. Bez niego trening taijiquanu nie różni się skutecznością od intensywnego spaceru po parku. Tyle, że za ten ostatni nikt nie pobiera składki (opłaty).

Problemem jest to, że co do przepływu qi łatwo się łudzić. Nie widać go, nie można budzić nim zachwytu widzów. Jeśli ktoś chce go poczuć, to poczuje. Jednak wmawianie sobie, że jest, nic nie pomoże. Jeżeli obiektywnie nie zachodzi, trening nie jest skuteczny. Istnieje wiele przyczyn, które go blokują:

  •  brak autodyscypliny: jeśli nie utrzyma się skupienia uwagi, zaniknie;
  •  niewłaściwe skierowanie uwagi: ktoś, kto zwraca uwagę na to, jakie wrażenie wywiera na widowni, nie przesuwa jej wewnątrz ciała; jeśli skupia się na wydawaniu imponujących dźwięków, nie skupia się na uderzeniu;
  •  wady struktury ciała, które powodują, że niektóre stawy blokują się, a mięśnie napinają;
  •  nadmierne rozluźnienie, również powodujące zamknięcie stawów, brak energii i stabilności;¹.

Jedynym sposobem sprawdzenia, czy qi przepływa jest to, czy potrafi się skutecznie kogoś pchnąć lub odchylić jego atak. Albo czy udaje się nam uderzenie paocui, a nie zapożyczone z karate. Nawet doświadczony instruktor, który poznał już wrażenie, jaki we własnym ciele wywołuje ten przepływ, więc widzi go i u mniej zaawansowanych od siebi, może być pewien swych wrażeń, dopiero widząc skuteczne wykonanie technik przez ucznia. Jeżeli nie możesz uderzyć czy pchnąć, qi nie płynie. A jeśli tak, to o jakich korzyściach zdrowotnych mówimy?

Taijiquan nie jest bowiem po to, by ktoś się dobrze poczuł. Nie po to, by ozdobić życie codzienne. Nie dla redukcji stresu. I nie po to, by zachwycać widownię lub komuś imponować. Jest tylko i wyłącznie po to, by być skutecznym. Gdy w konfrontacji z trudnościami nie jesteśmy wystarczająco stabilni i mocni, gdy brak umiejętności powoduje, że musimy stosować uderzenia ze stylów zewnętrznych, boksu lub karate, estetyka nic nam nie pomoże. Jeśli coś nie skutkuje (a wykonujemy to zgodnie ze wskazówkami nauczyciela), nie pomoże też powtarzanie technik w nieskończoność. Oznacza to, że nie zrozumieliśmy instrukcji i wykonujemy ćwiczenie nieprawidłowo. Dotychczasowe metody należy więc "rozbić o kant pośladka", wyrzucić i zacząć wszystko od nowa.

Niestety, warunkiem rozpoznania omawianego przepływu nie jest tylko jego realne istnienie. Przepływ nie zajdzie również wtedy, jeśli po prostu nie umie się czy to paocui, czy tuishou. Nie można kierować uwagą, jeśli człowiek zastanawia się, co takiego właściwie powinien teraz zrobić.

Należy więc poświęcić czas na opanowanie wymienionych technik i ćwiczeń, nawet jeśli zainteresowani jesteśmy jedynie poprawą zdrowia i redukcją stresu. Bez tego nigdy nie będziemy mieli pewności, czy nasze wysiłki rzeczywiście coś dają.

         Jaromir Śniegowski


¹ Oryginalnie chińskike fansong oznacza raczej to, co angielskie relax a nie polskie «rozluźnienie». Na dodatek w Chinach, tworząc słownictwo zawodowe nie szuka się nowych nazw ani nie zapożycza ich z innego języka, tylko wykorzystuje się istniejące, lecz zmienia ich znaczenie. Tak jest w wypadku fansong – w taijiquanie określa się tak «rozluźnienie dostateczne» dla odblokowania ciała. Oczywiście początkujący, zwykle spięci, dostaną polecenie, by się po prostu rozluźnić i opuścić napięcie. Bardziej zaawansowani usłyszą, że należy to zrobić «wewnątrz»; jeszcze bardziej zaawansowani po prostu powinni popatrzeć, jak instruktor ćwiczenie wykonuje, nie przejmując się wskazówkami dla początkujących. Zaręczam, że zwisają mu jedynie troki od spodni, o ile nie używa takich na gumie. Ostatnio na Facebooku widziałem graficzną ilustrację, porównującą wewnętrzny stan ciała ćwiczącego do łodygi i liści kwiatu. Jeśli zaczynają wisieć, to znak, że kwiat usycha i brakuje mu energii.
Ktoś kiedyś powiedział, że do nauki taijiquanu nie wystarczą uszy. Potrzebne jeszcze oczy. I mózg.
Powrót

² Oczywiście, fakt że widzi się przepływ qi u mniej doświadczonego od siebie nie oznacza, że zobaczy się go u osoby nawet nieznacznie bardziej zaawansowanej.
Powrót