Trudności ze zrozumieniem koncepcji wuwei w daoizmie

Ludzie podobno wszędzie jednacy. Myśleć też powinni podobnie, a różnice zdań wynikają z różnic interesów. Globalizacja i ujednolicenie kulturowe sprzyjają prawdziwości tego twierdzenia. Jednak każdy, kto usiłuje przesiedlić się do innego kraju spotyka się z trudnościami w porozumieniu się, i to w podstawowych sprawach. Wyobrażenia o człowieku, jego roli, obraz samego siebie różnią się czasem bardziej, niż języki, które w końcu dość łatwo opanować w stopniu podstawowym.

Tym bardziej, jeśli chodzi o kulturę chińską, jedyną która przetrwała (mimo różnych kryzysów i modyfikacji) od czasu starożytnych monarchii, w których władza cywilna tożsama była z religijną. I tym bardziej, jeśli chodzi o starożytność.

Jedną z koncepcji, budzącą najwięcej nieporozumień, jest wuwei. Usiłując oddać ją w językach europejskich, tłumaczy się ją zwykle jako nie-działanie (nie mylić z niedziałaniem). Ponieważ daoiści podkreślają też, że człowiek ograniczony jest przez ogólne prawa świata (dao) i krytykują samowolne postępowanie wedle własnej woli, często zarzuca się temu sposobowi myślenia eskapizm (ucieczkę od rzeczywistości), bierność i kwietyzm. Ideę nie-działania tłumaczy się zaś, cytując podobno chińskie powiedzenie: "Jeśli masz wroga, usiądź na brzegu rzeki i czekaj, aż jego ciało spłynie nią w dół". Prawdę powiedziawszy w żadnym chińskim tekście ze starożytności z tym cytatem się nie spotkałem. Choć zdarza się, że wrogowie nie liczą się z okolicznościami i postępują tak idiotycznie, że doprowadzają się do upadku i nie trzeba do tego przykładać ręki. Jednak nie każdy przeciwnik jest złym człowiekiem (wystarczą różnice interesów), a nie każdy zły – głupcem.

Pierwszym nieporozumieniem jest nasze wyobrażenie o daoistach. Bardzo często powstrzymywali się oni od zajmowania oficjalnych stanowisk, przyjmowania tytułów, zamieszkiwali w pustelniach. Przez analogię uważa się ich za nie znających prawdziwego życia ascetów, umartwiających ciało i gardzących światem.

Jednak Chińczycy nie znają dychotomii duchowe – cielesne i nie wyobrażają sobie, że żeby wzmocnić ducha, trzeba ciało osłabić. Wręcz przeciwnie. To, co u nas uważa się za moc duchową, nazywa się tam shen. On powoduje, że człowiek ma siłę, by zmieniać rzeczywistość, wpływać na innych, tworzyć nowe koncepcje. Daje też odwagę i poświęcenie. Shen powstaje z energii życiowej qi, a ta, dzięki odpowiednim ćwiczeniom, z normalnej, fizycznej siły mięśniowej jing. Wynika z tego, że bez silnego ciała nie ma ducha. Ponieważ jing zbiera się dzięki oddychaniu i jedzeniu, nie ma mowy o umartwianiu się. Należy tylko jeść i oddychać prawidłowo, co wymaga pewnej dyscypliny, która jednak ma wzmagać jing, a nie osłabiać. Obawa przed przedwczesnym i nadmiernym rozproszeniem tej energii powoduje, że daoiści udają się na ubocze i wykręcają od przyjęcia nadmiernych obowiązków.

Z drugiej strony praktycyzm Chińczyków wykluczał istnienie filozofii, która nie byłaby przydatna społecznie i nie rozwiązywała realnych problemów. Tacy ludzie otoczeni byliby pogardą, a nie szacunkiem. Daoiści skupiali się na wydłużaniu życia i utrzymywaniu porządku w społeczności, przy okazji rozwiązując wiele innych problemów. Wpłynęli na kształt chińskiej medycyny i kultury fizycznej. To zaś spowodowało niską śmiertelność i obfitość taniej siły roboczej. Ale też np. daoista Qiwu Huaiwen wyprodukował VI w. stal, co zapewniło Chinom przewagę technologiczną aż do początków nowożytności. Daoiści wynaleźli również czarny proch (Zeng Gongliang ok. 1040 r.; początkowo jako mieszankę zapalającą; od XIII w. używany w wersji wybychającej). Nie mówiąc o tym, że byli doradcami od strategii i polityki. Zhang Liang pomógł zdobyć władzę Liu Bangowi, założycielowi dynastii Han. Natomiast Liu Beiowi, twórcy Shu Han, jednego z Trzech Królestw, udało się dzięki radom Zhuge Lianga. Niewiele zdołaliby osiągnąć, powstrzymując się od działania. Trzeba nadmienić, że w większości wypadków nie usiłowali oni pomóc konkretnemu człowiekowi, lecz zachować lub przywrócić równowagę polityczną czy społeczną.

W Chianch wojna była od początku traktowana jako działalność niezbyt honorowa i niebezpieczna. Wiązało się to z tym, że władcy państw wczesnego okresu pełnili rolę kapłanów. Obowiązki rytualne uniemożliwiały im bezpośredni udział w walce. Powierzano to wyznaczonemu generałowi, który w razie klęski ponosił jej konsekwencje. Jeśli natomiast udało mu się za bardzo, zyskiwał autorytet, potęgę oraz bogactwo i zaczynał być niebezpieczny dla panujących. Prędzej czy później przechwytywał władzę. Stąd niewielkie zaufanie do żołnierzy. W starożytności prowadziło to do rozbrajania oddziałów wojskowych i przechowywania broni w królewskich magazynach, skąd wydawano ją w wypadku wojny. Do ćwiczeń i zachowywania porządku wystarczały przecież kije. Żołnierze zaś w naturalny sposób lojalni byli nie wobec państwa, a wobec dowódców, od których zależało ich przeżycie i bogactwo.

I daoiści, i konfucjaniści, i zwolennicy filozofii wojny mistrza Sunzi podkreślali też, że o potędze państwa decyduje stan jego gospodarki, a nie armii, tak jak o stanie armii decyduje zaopatrzenie i uzupełnienia. Do nich więc należy przywiązywać większą wagę niż do wyszkolenia i odwagi. Jest tu wyraźna analogia do gromadzenia energii w organizmie, by zyskać charyzmę i siłę, pozwalającą na działanie. Jednak powstrzymywanie się od akcji prowadziło do zwiększenia potęgi, a nie do rezygnacji z niej.

Nie oznaczało to też, że korzystanie z przewagi jest niemoralne. Natomiast daoiści podkreślali, że całkowita eliminacja przeciwnika stwarza pustkę, która z natury rzeczy musi się zapełnić. Na miejsce dawnego powstanie nowy wróg, który jednak będzie nierozpoznany, a przez to znacznie niebezpieczniejszy. Przejściowy stan braku przeciwieństw stwarza rządzącym złudzenie wszechmocy i prowadzi do szaleństwa i upadku, gdyż nie liczą się oni wtedy z rzeczywistością.

Wszystko to powoduje, że stosunek do aktywności i przemocy był w Chinach inny. Jednak nic z przytoczonych wcześniej poglądów nie świadczy o tym, że należy powstrzymywać się w ogóle od działania, czy nawet przemocy. W Chinach nawet wśród buddystów nie było zdecydowanych pacyfistów. W każdym razie nie oni decydowali.

Wracając do wuwei. Działanie kojarzy się też z terminami yin i yang. Ten temat omawiałem już w jednym z poprzednich wykładów. Tu przypomnę, że na ogół yin tłumaczy się jako ‘bierny´, a yang – ‘aktywny´. Siły yin i yang tworzą całą rzeczywistość, wymieniając się miejscami i pozostając w równowadze. Nie ma więc ‘bierności´ bez ‘aktywności´ i odwrotnie. Jednak samo powyższe tłumaczenie prowadzi do nieporozumień.

W europejskim kręgu kulturowym osobę, która biega, pracuje, porusza się, nazywa się aktywną. Ktoś, kto siedzi i myśli, uważany jest za biernego. Dla starożytnych jednak działanie nie było możliwe bez decyzji i planu, które są początkiem i przyczyną aktywności. Z tego względu właśnie osoba myśląca uznawana była za yang, natomiast ktoś fizycznie poruszający się uchodził za biernego wykonawcę, yin. Tak więc, wedle tego przekonania, osoba siedząca i planująca coś jest aktywna, zaś pracująca – bierna, gdyż tylko realizuje wcześniejsze pomysły. Podobnie na budowie yang (aktywny) jest inwestor podejmujący decyzję. Planują ją inżynierowie i architekci, którzy z kolei są yang wobec wykonawców. Następnie rozdzielający robotę i pilnujący jej wykonania kierownik jest yang wobec robotników. Ci zaś ostatni, fizycznie najaktywniejsi, są zawsze wykonawcami, czyli yin. Yang jest aktywne umysłowo, yin – fizycznie. Jak więc nazwać stan bierności tak, jak ją rozumiemy obecnie w Europie – stan bezruchu i braku inicjatywy? Na to nie ma terminu. Po prostu dlatego, że wszystko, co istnieje wedle wyobrażeń daoistycznych, istnieje dzięki przepływowi energii między Niebem i Ziemią (tu odwołuję się do pierwszej części poprzedniego wykładu). A więc to, że coś jest, oznacza że się porusza i zmienia. Bierność w europejskim znaczeniu nie istnieje, albo jest złudzeniem.

Nie-działanie nie może więc oznaczać braku ruchu lub czekania na coś. Wziąwszy pod uwagę, jak wielką rolę daoiści przywiązywali do aspektu yin, wuwei oznacza więc rezygnację z yang, decyzji i planowania. Pozostaje fizyczne działanie, wykonawstwo. Czy jednak nie jest to sprzeczne z ideą, że yin nie istnieje bez yang i że muszą być one w równowadze? Jeśli człowiek rezygnuje z decyzji i planu, to jak możliwa jest aktywność?

Jest, jeśli aspekt yang pozostawiamy otoczeniu lub przeciwnikowi. To tamta strona, dzięki własnym decyzjom i ruchom stwarza okazję do naszej odpowiedzi. W jaki sposób? Należy przypomnieć sobie treść poprzedniego wykładu o pustce. Według Daodejingu jest ona najważniejsza i najcenniejsza. Nie jest ważne to, co już istnieje. Tylko wolne miejsce umożliwia powstanie czegoś nowego lub jakąś działalność, której do tej pory nie podjęliśmy. Żeby coś wymyśleć, trzeba opróżnić mózg z dotychczasowych wyobrażeń. W wolnym miejscu coś musi powstać. Żeby rozpocząć pracę, trzeba zrezygnować ze wszystkiego, co w tym czasie można byłoby zrobić (co też oznacza, że trzeba to zrobić też w głowie, zaplanować).

Wykonując jakiś ruch, podejmując akcję, przeciwnik (czy jakikolwiek inny byt) kieruje się w jakąś stronę. To powoduje, że w uprzednim miejscu i po bokach powstaje pustka. I właśnie tę pustkę można bez trudu wypełnić, nie tracąc czasu na bycie yang. To przeciwnik decyduje się, planuje i porusza. Gdy przechodzi do fazy wykonania, nieuchronnie ogranicza swe możliwości (powracamy do tego, co zostało powiedziane w wykładzie o yin i yang). Powstaje pustka, którą spontanicznie wypełniamy i to właśnie jest wuwei.

Czy ustawiczna obserwacja otoczenia w oczekiwaniu, aż powstanie możliwość działania jest możliwa? Nie, nie da się skoncentrować na wszystkim. To dopiero byłoby usztywnienie! Zresztą, nie byłoby to wuwei. Zaobserwowanie faktu powstania pustki, decyzja o jej wykorzystaniu jak najbardziej podpadają pod yang. Ponieważ rzeczywistość jest w nieustannym ruchu, oznacza to również, że tracimy czas i zanim przejdziemy do fazy wykonania, pustka już się wypełnia i okazja znika. Należy się raczej odwołać do właściwości wody (tu też dobrze sobie przypomnieć, co na ten temat pisałem w wykładzie, poświęconym tej idei). Wypełnia ona wszelkie wolne przestrzenie ze swej natury. Inne określenie takiego stanu można spotkać w Yijingu (I Cing). Jest to ‘wytrwałość´. Oznacza ona, że nie rezygnuje się z celów, mimo że ich realizacja jest niemożliwa, napotyka opory lub wymaga długiego czasu i wyczekania momentu. O wodzie też często mówi się w źródłach chińskich, że jest wytrwała.

Dążenia i potrzeby ludzkie są niezmienne. W gruncie rzeczy nie wymagają jakiejś decyzji. Tę ostatnią podejmuje się raczej, gdy się z nich rezygnuje. Albo, mówiąc inaczej, decyzja o ich realizacji zapada na samym początku, jeśli tylko nie są one sztucznie narzucone przez otoczenie, ale zgodne z naturą człowieka. Nie oznacza to jednak, że należy tłuc głową w mur lub niszczyć wszystko po drodze, byle tylko osiągnąć cel. Przez samo to, że się cierpliwie nie rezygnuje, stwarza się nacisk na rzeczywistość, umożliwiający natychmiastowe wypełnienie powstającej pustki, wykorzystanie okazji tak, jak to robi woda. Bez konieczności podejmowania ciężkich decyzji, wyczerpujących daremnych prób i bez zawziętej, zwierzęcej walki o swoje mimo istniejących przeszkód. Każda taka przeszkoda to dążenia innych, a pomysł wojny z całym światem prowadzi do klęski i świadczy o megalomanii. Jednak świat bez ustanku stwarza nam okazję do posuwania się w pożądanym kierunku i wystarcza nie siedzieć w otępieniu i rezygnacji w oczekiwaniu nieuchronnego, by spontanicznie zdążać do celu.

Ćwiczenia Pchających Dłoni

Tak właśnie należy rozumieć wuwei, założywszy, że zasadą tą kierowali się ludzie, którzy tyle osiągnęli. Należy zwrócić uwagę, że nawet w tym wypadku podstawowe yin nie istnieje jednak bez jakiegoś yang. W końcu i nie-działanie wymaga decyzji, tylko że zapada ona znacznie wcześniej, na długo przed podjęciem akcji. Czasem nawet z początkiem świadomego życia. Potem zostaje tylko wytrwałość i tak wychwalane yin.

Trzeba jeszcze rozpatrzeć dość rzadki wypadek, kiedy przeciwnikowi (a może partnerowi?) udaje się działać we wszystkich kierunkach. Pustka nie powstaje. To możliwe, jednak jest to sytuacja, przypominająca wybuch. Oznacza rozproszenie energii, a więc to, że szybko jej brakuje, że prędko osiąga ona swoje naturalne granice. Konieczne jest zaprzestanie działania i zebranie jej znów. Dopiero wtedy powstaje pustka, dająca otoczeniu wolność działania… Co nie znaczy, że w pewnych okolicznościach takie postępowanie nie jest skuteczne. Pod warunkiem, że się wie, co można w taki sposób osiągnąć i kiedy przestać.

W poprzednich wykładach podkreślałem, że idee daoistyczne można zrozumieć tylko gdy stosuje się je w praktyce. Nie są do ogarnięcia bez kontekstu chińskiej kaligrafii, malarstwa, muzyki, gry w weiqi czy sztuk walki. Zwłaszcza te ostatnie stanowią modelowy przykład sytuacji, zakładanych w teorii. Sam fakt konfrontacji dwu osób najlepiej nadaje się do rozpatrzenia znaczenia pustki i wody. Pojedyncze Pchające Dłonie (dan shou tuishou) to model współdziałania i walki między yin a yang, a zwłaszcza tego, że stosując yang, stajemy się coraz bardziej yin, a stosując yin – coraz bardziej yang. Do studiowania koncepcji wuwei najbardziej nadają się Podwójne (Oburęczne) Pchające Dłonie (shuang shou tuishou, huobu, dalu i bardziej zaawansowane). Mając do dyspozycji jedną rękę, z początku musimy ograniczyć się do atakowania, póki nie dojdziemy do swego naturalnego, maksymalnego zasięgu i cofania się, póki partner nie osiągnie swojego. Wykorzystanie stwarzanych przez drugą stronę okazji możliwe jest najczęściej dzięki lepszej strukturze ciała i jest trudne do zaobserwowania. Mając do dyspozycji drugą rękę z łatwością możemy użyć jej do wypełnienia powstałych dzięki atakowi przeciwnika wolnych przestrzeni, w czasie gdy pierwsza przyjmuje atak. Umożliwia to studiowanie tej sytuacji i pełne jej zrozumienie, dzięki praktyce, a nie oderwanym od rzeczywistości rozważaniom. Pod warunkiem jednak, że partner nie opanuje naszego centrum (dantian), kierując swój atak bezpośrednio na nie. Do tego jednak musi być od nas lepszy. Zaradzić można na to tylko w jeden sposób – czuć szybciej, kontrolować jego dantian, zanim on skontroluje nasz. Do tego zaś niezbędne jest ćwiczenie i czas.

       Jaromir Śniegowski



Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,  e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir ŚniegowskiWykonanie stronyTadeusz Jasienski