Filozofia Yijing (I Ching) i praktyka taijiquan

Jedno z najstarszych dzieł kultury chińskiej, Księgę Przemian (Yijing) nazywa się często "Księgą wróżb". Uważa się, że chodzi tu o taką działalność, jak obecnych wróżek, a samą księgę za coś w rodzaju szklanej kuli. Ale naukowcy, zajmujący się wczesną filozofią Państwa Środka, jej adeptów wymieniają wśród istniejących wtedy szkół filozoficznych: konfucjanistom, daoistom, motistom i legistom towarzyszy stara szkoła yin/yang. Oznacza ona właśnie adeptów Yijingu. Istniejący od zarania cywilizacji kapłani-wróżbici stworzyli bowiem koncepcję rzeczywistości i roli w niej człowieka, przyjętą przez wszystkie inne kierunki jako podstawa każdej tamtejszej filozofii.

Najstarsze przykłady chińskiego pisma, jeszcze nie znormalizowanego, znajduje się na wróżebnych kościach i skorupach żółwi. Zabytki te sięgają głęboko w epokę brązu, czy nawet koniec epoki kamienia (wtedy chyba jeszcze bez znaków). W ofierze wszystkim duchom przodków, tworzącym niebo, oraz rodzącej wszystko ziemi składano w ofierze zwierzęta hodowlane i żółwi. Ich łopatki lub skorupy wykorzystywano, przypalając je. Wróżono potem z powstałych pęknięć. Przerwane oznaczały "powstrzymaj się", "nie" (yin), a ciągłe "działaj", "tak" (yang). Szybko zorientowano się, że odpowiedzi "tak" i "nie" dość słabo odwzorowują rzeczywistość. Najczęściej zdarza się np. 60% "tak"i 40% "nie". Linie te zaczęto łączyć w pary, a później w trójki, znane u nas trygramami.

Trygramy Kun, Zhen, Dui, Qian, Sun, Li i Gen

Oto trygramy: całkiem yinkun, Ziemia/Biorczość. Potem na zewnątrz, z początku pojawia się yang i powstaje zhen, Piorun/Pobudzenie. Gdy yang wnika do środka trygram zmienia się na kan, Woda/Głębia. Gdy wewnętrzna cecha ujawnia się na zewnątrz otrzymujemy dui, Jezioro/Radośc. Gdy yang opanowuje całą figurę pojawia się qian, Niebo/Twórczość. Na nim znów u początku wchodzi linia yin – to sun, Wiatr/Drzewo. Potem yin wnika do środka, by powstał trygram li, Ogień/Przylegający; ukazuje się na zewnątrz – to gen, Góra/Nieruchomość, a na końcu, po zakończeniu przemiany, znów otrzymujemy trygram kun. Nazwy większości sugerują ruch, gdyż w rzeczywistości są to etapy procesu. Dotyczy to nawet Biorczości, która nie oznacza bezczynności, lecz robienie, co nam polecono lub czego wymaga sytuacja. Jedynie tuż przed ostateczną przemianą yin w yang i odwrotnie następuje moment bezruchu. Gen to skupienie i spokój, które przygotowują do późniejszego działania. Dui oznacza spokojną zabawę, odprężenie, które również jest spoczynkiem. Woda w jeziorze zatrzymuje się na jakiś czas i tylko wiatr wzbudza na powierzchni połyskujące fale… Bez tego trudno przystosować się do podporządkowania rozkazom czy okolicznościom (kun).

Po pewnym czasie okazało się to zbyt proste, by oddać skomplikowane gry polityczno-wojenne walczących ze sobą księstw, dworskie i rodowe intrygi oraz gwałtowne przemiany losu w okresie Wiosen i Jesieni, a potem koszmar wiecznej wojny w epoce Walczących Królestw. Trygramy połączono parami, otrzymując 64 heksagramy. Ustalono że poszczególne linie mogą być młode i stare (bliskie przemiany w swe przeciwieństwo). Opatrzono same figury i poszczególne stare linie komentarzami. "Orzeczenie" odnosi się do przemian yin/yang w heksagramie, natomiast "Obraz" raczej do scen, sugerowanych przez ich nazwy. Powstała wizja świata w wiecznej, choć cyklicznej przemianie. Niezależnie od siebie poszczególne aspekty sytuacji wchodzą w fazę rozwoju lub wycofania, ale ostatecznie każda sytuacja ma jakąś swoją wypadkową, wznoszącą lub opadającą, sprzyjającą lub niesprzyjającą działaniu. Działanie wbrew tym tendencjom wymagało olbrzymiego wysiłku i przynosiło klęskę.

W zależności od położenia linii, od tego, które aspekty rozwijają się, a które zwijają, wznoszenie się lub opadanie wypadkowej może odbywać się różnymi, alternatywnymi drogami. Liczy się też kierunek ruchu składowych trygramów: jeśli dolny sugeruje opadanie, a górny wznoszenie – siły się rozchodzą, co nie pozwala na działanie pełną mocą, lecz na ostrożne poruszenia, jak w sytuacji konfliktu dwu równoważnych sił. Nieznacznie poprawiają one sytuację. Jeśli jest odwrotnie, siły się łączą, co pobudza do działania. Tam, gdzie w skład heksagramu wchodzi Góra, potrzebne jest zatrzymanie, namysł i ostrożność. Jezioro sugeruje, by raczej nie robić poważnych planów i zająć rozrywką i rekreacją. Wszystkie te aspekty, niezależnie od naszego pragnienia działania, mają swoje niezbędne miejsce w procesie przemian, każdy jest potrzebny i nie da się go pominąć.

Yijing nie jest prawdziwą wróżbą. Jego adepci nie wierzą w możność przewidzenia losu, ostrzeżenia przed przypadkowymi wydarzeniami. Nie dostarcza żadnej wiedzy o przyszłości, której nie mielibyśmy przed oczyma. Jego twórcy uważali, że w każdym wydarzeniu, tworzącym wiązkę aktualnej sytuacji, można dojrzeć całość. Tak jak w każdym odłamku rozbitego hologramu w świetle lasera dojrzymy kompletny, utrwalony w nim obraz. Tyle tylko, że tkwiąc wewnątrz rzeczywistości, szarpani przez zmienne prądy poszczególnych aspektów, przez własne oczekiwania i lęki nie jesteśmy w stanie dojrzeć jej sensu i kierunku naturalnego rozwoju. "Wróżenie" z Yijingu za pomocą monet lub łodyg krwawnika jest częścią całości. Można w nim dojrzeć ją z zewnątrz, chłodnym okiem i przewidzieć możliwe konsekwencje.

Dlatego opisując szkoły filozoficzne starożytnych Chin wśród konfucjanistów, daoistów, motistów i legistów wymienia się także szkołę yin/yang, pod tą nazwą rozumiejąc adeptów Yijingu i związanych z nim praktyk. Już wtedy znaczenie tej księgi nie ograniczało się do wróżb. Jej zwolennicy wypracowali obraz przemian świata, które wszystkie inne szkoły przyjęły za swój, wyciągając z niego własne wnioski i doradzając odmienne metody postępowania, które obracały się głównie wokół stosunku jednostki do zbiorowości – rodziny, gminy, społeczeństwa, władzy…

Do czego wiedza ta może się przydać ćwiczącym taijiquan? Na pewno nie do tego, by powróżyć sobie, czy rozpocząć trening, czy nie… Człowiek jest tak zbudowany, że gdy zastanawia się, czy podjąć jakiś wysiłek, zawsze wychodzi mu, że to nie teraz. Także jeśli sięga po wyrocznię. Jeśli dostanie zachętę do działania zgodnie z zamiarem, dojdzie do wniosku, że przecież ma realizować własną wolę, a ma ochotę pójść do kina lub coś zjeść. Jeśli jest to ostrzeżenie przed nieostrożną, nadmierną aktywnością, co w Yijingu jest zachętą do wycofania się z nadmiaru zewnętrznych dążeń i zajęcia się sobą, tym bardziej na trening się nie uda. Choć jak najbardziej pasuje on do zalecenia, by "zająć się sobą", "powrócić do środka".

Stanowczo istnieje jeden sposób, by regularnie trenować, a tylko to przynosi pożytek. Wyznaczyć sobie na to jakiś czas, a gdy nadejdzie, nie zastanawiać się i nie myśleć. Po prostu wstaje się i udaje na salę. A w wypadku treningu własnego, wstaje się i ćwiczy. Nie biorąc pod uwagę pogody i samopoczucia ani zewnętrznych uwarunkowań. Jeśli zaczniemy o nich myśleć, nici z trening.

Niektórzy przypisują heksagramy ruchom czy pozycjom z ćwiczenia formalnego, odwołując się do skojarzeń z ruchem energii czy sugerowanym przez nie obrazem. Te interpretacje, z którymi się spotkałem, prowadziły na manowce. Np. gen w dole i sun w górze sugerowałyby pozycję, w której dolna część ciała jest stabilna, a górna jest "posłańcem" dantianu, przekazując jego energię. Każdy rozumiejący zasady ruchu w taijiquanie wie, że ta interpretacja jest błędna. Całe ciało jest połączone i całe wykonuje ruch, podążając za dantianem. Sytuacja, w której dół ciała miałby inną charakterystykę niż góra jest nie do pomyślenia.

Niezależnie od słuszności czy nie napotkanych koncepcji, zastanawianie się podczas treningu, z jakim heksagramem kojarzy się wykonywany ruch, wydaje mi się niepraktyczne. Jeśli już ćwiczymy formę, postarajmy się ją wykonywać dobrze i obserwować, co w tym czasie dzieje się w ciele. Teoretyczne dywagacje zostawmy wiecznym widzom.

Natomiast cenne dla ćwiczącego jest to, że zapisany w Yijingu obraz świata jest teoretyczną podstawą treningu i metody walki.

Najważniejsze jest to, że trening jest ruchem, a ruch podlega zasadom przemian yin/yang. Każdy gest ma swój naturalny zasięg. Można go kontynuować dotąd, dopóki są możliwości. Dantian, generujący siłę, można przesunąć w przód lub w tył tylko tak daleko, jak pozwala rozstaw stóp. Jeżeli usiłujemy to kontynuować, jedna z nich oderwie się od podłoża i stracimy możliwość poruszania swoim centurm, albo nawet równowagę. Przedwczesne przerwanie ruchu spowoduje natomiast, że nie będziemy skuteczni. Ręka ma określoną długość. Nadmierne jej ugięcie spowoduje, że stawy "zamkną się" po stronie mięśni zginaczy. Nadmierny wyprost natomiast "zamknie" je po stronie prostowników. W obu wypadkach przeniesienie za jej pośrednictwem przesunięcia dantianu na ciało przeciwnika będzie niemożliwe lub o wiele za słabe. Gdy ćwiczymy formy w pojedynkę, brak ruchu centrum i zablokowanie kończyn spowoduje, że nie poczujemy przepływu uwagi, krwi czy energi. Nie możemy więc samowolnie decydować o obszerności i zasięgu gestu. Wyznaczają nam je własna pozycja, budowa ciała i okoliczności.

Drugi ważny wniosek, jaki można wyciągnąć z Yijingu nasuwa się, gdy rozpatrzymy budowę dowolnego heksagramu. Jego sens, kierunek ruchu i przemian płynie ze wszystkich linii. Poszczególne aspekty mogą się zmieniać, jednak wypadkowa tylko wtedy jest skuteczna, gdy wszystkie składowe łączą się lub działają w jednym kierunku. Heksagram obrazuje całą sytuację, ale w wypadku treningu też całą osobę ćwiczącego. Nie ma podziału na ciało i duszę czy ciało i psychikę. Trygram dolny nie jest fizyczny, a górny duchowy. Po prostu następują po sobie w kolejności od dołu do góry. Myśl to tylko jedna lub dwie linie, nie koniecznie najwyższe. Tak jak inne linie to jakieś elementy ciała. Uwaga, dantian czy kończyny nie zawsze poruszają się tą samą drogą, ale zawsze w tym samym kierunku, w tej samej płaszczyźnie. Jeśli tak nie jest, następuje sytuacja jak w heksagramie, w którym kierunki trygramów się rozchodzą. Jest to konflikt, który nie pozwala na jakiekolwiek większe osiągnięcia. Ruch jest możliwy tylko w małym zakresie. Może kogoś popchniemy, ale tylko tego, kto się niczego nie spodziewa. Może po treningu poczujemy się lepiej, ale tylko jak ktoś, kto przespacerował się po parku. Jeśli z naszego wysiłku ma coś być, dantian, myśl, uwaga i kończyny muszą działać jednocześnie czy kolejno i w tym samym kierunku.

Trzecia ważna wskazówka dla trenujących wynika z obecności w zestawie trygramów takich figur, jak gen (Góra) i dui (Jezioro). A właściwie z ich niezbędności w tym procesie. Bez pierwszej nie może zaistnieć następująca po niej kun (Ziemia). Bez drugiej nie będzie qian (Nieba). Niesie to wskazówkę jak ćwiczyć. Na ogół uważa się, że im więcej ruchu, tym lepiej. Im większe zmęczenie, tym bardziej należy się nam sukces. Jednak nasz trening służy nie tylko wzmacnianiu mięśni, ale i nabieraniu doświadczenia. Jest procesem. Momenty uspokojenia, bezruchu i ciszy są niezbędne, żeby te doświadczenia zintegrować i przyswoić. Z bezmyślnego machania rękami i nogami może się wzmocnić ciało i przekonanie, że wszystko możemy. Bez myśli i panowania nad ciałem nie ma to nic wspólnego ze stylami wewnętrznymi. Bez elementu gen trening jest niekompletny. Jeśli po skończonym treningu nie usiądzie się, nie pośmieje, a może nawet nie wypije kieliszka wina czy szklanki piwa, eliminuje się element dui, bez którego trening zmienia się w bezmyślną rutynę. Nie da się ponownie napiąć cięciwy, jeśli się jej przedtem nie zwolni. O ile w wypadku ćwiczeń czysto fizycznych można się ograniczyć do padnięcia na łóżko i snu, w wypadku wysiłku umysłowego to nie zadziała. Bez wcześniejszej zabawy sen nie będzie głęboki, a umysł nie przestanie pracować.

Dlatego ludzie, którzy na wyjazdowym seminarium wykorzystują przerwy w treningu aby biegać ze smartfonami w poszukiwaniu najdogodniejszego miejsca do rozmowy, a po zakończeniu zajęć dopadają samochodów, by natychmiast wyjechać i załatwić jeszcze trzy lub cztery sprawy, rezygnują z ważnych aspektów treningu i utrudniają sobie postępy. Nic dziwnego, że niektórzy uważają, że wyjazdy takie nie są niezbędne. Jeśli niewiele im dają…

Nieprawidłowo rozumie się także momenty najbardziej yin, jak trygram kun. Okres ograniczenia aktywności zewnętrznej nie jest bynajmniej czasem bierności lecz wycofania. W wypadku aktywności społecznej jest to okazja do powrotu do własnego wnętrza, skupieniu się na wewnętrznym ruchu uwagi i współpracy stawów. W ogólności Yijing nikogo nie namawia do rezygnacji. Ograniczenie przez zewnętrzne warunki zawsze jest okazją do rekreacji, integracji i nabrania sił. Co jest w naszym życiu niezbędne.

Najważniejszy wniosek zostawiłem sobie na koniec. Jak wszyscy ówcześni Chińczycy, twórcy taijiquanu z całą pewnością byli pod silnym wpływem filozofii yin/yang, obrazowanej przez heksagramy. Usiłowali być z nią w zgodzie, przekonani o jej skuteczności. A więc sztuka ta stworzona została nie jako skończona całość, którą można po prostu lepiej lub gorzej opanować. Zgodnie z Yijingiem taijiquan jest procesem, czymś ciągłym, podlegającym przemianom. I to zarówno jako trening, jak i jako droga doskonalenia się czy mistrzostwa. Nie da się na niej zatrzymać. Jeśli nie chcemy ponieść klęski, musimy cały czas zmieniać i siebie, i stosowane metody. Przeprowadzać zmiany zarówno w strukturze ciała, jak i w psychice, bo przecież nie da się ich traktować osobno. Stwierdzenie, że wie się wystarczająco dużo lub umie się już dość, prowadzi do degeneracji i utraty wszelkich korzyści. Tak jak przemiana yin w yang i odwrotnie w heksagramie może obejmować różne linie w różnej kolejności, tak samo rozwój może przebiegać alternatywnymi drogami, nie może jednak po jednym starym yin następować drugie yin.

Źle jest też, jeśli rozwój nie prowadzi od Ziemi do Nieba, a później odwrotnie. Czyli na przykład w jego trakcie nie dochodzi ani do przyjmowania wymyślonych przez innych zasad i metod (yin), ani prób ich zrozumienia dzięki własnemu doświadczeniu (yang). Zupełną pomyłką zaś jest zaczynanie od przedwczesnej interpretacji: w taijiquanie yin (Ziemia) zawsze jest pierwsze. Bez tej podstawy wszystko się wali. Przypuszczenie, że ćwiczący sami mogą wymyśleć prawidłowe techniki, albo uczyć się nawzajem od siebie jest nieporozumieniem, wynikającym z przeceniania yang charakterystycznego dla Europy. Podobnie nadzieja, że z bezrefleksyjnego powtarzania zadanych ćwiczeń i tradycyjnych wzorców wyniknie coś wartościowego prowadzi na manowce. Żeby stosować, trzeba zrozumieć. Żeby zrozumieć, trzeba próbować zrozumieć, choć na początku na pewno jest to frustrujące. Jeśli zaczynamy od yin i nie zdarzy się nam yang – na pewno stoimy w miejscu.

Wreszcie, zwróćcie uwagę na to, że wedle tego światopoglądu, każdy proces przebiega cyklicznie. To nie tak, że zaczynamy od chłonącego wskazówki ucznia (kun), by dojść do wszystkowiedzącego autorytetu, inspirującego wszystkich (qian). Każdy z tych heksagramów obrazuje tylko jeden z koniecznych etapów. Twórczość oznacza wpadnięcie na ciekawe pomysły, dzięki wcześniejszym naukom i doświadczeniom. Teraz musimy się poddać weryfikacji, zobaczyć, czy one naprawdę działają. I jak ocenią je inni, których uznajemy za autorytety – nosiciele zbiorowego doświadczenia szkoły. A by poddać się czemuś, potrzeba znów być bardziej yin.

       Jaromir Śniegowski


¹ Może to dziwić, jeśli się wie, że dla współczesnych Chińczyków "żółw" to wyzwisko. Nie wszyscy nawet pamiętają, że dawniej nie potrafiono rozróżnić płci tych zwierząt; stąd przesąd że rozmnażają się one przez stosunek seksualny dwu samców. W związku z tym "żółw"to homoseksualista, a "żółwie łajno" to dziecko dwóch homoseksualistów. Ta orientacja nie była w Chinach grzechem i nie groziły za nią kary, lecz posądzani o bierną pederastię mężczyźni tracili męską godność i narażali się na zaczepki, jak kobieta pozbawiona opieki. Wbrew legendom o równowadze, społeczeństwo chińskie do dziś jest bardzo maczystowskie.
Inny przesąd mówi, że żółwie to tylko samice i aby się rozmnażać muszą się łączyć z wężami – stosunki międzygatunkowe czynią z nich zwierzęta niemoralne. Stąd "żółw"to także właściciel domu publicznego (udostępnia innym kobiety, przebywające w jego domu), a "czarny żółw" to stręczyciel.
W prehistorii nie miano takich skojarzeń. Żółw był zwierzęciem świętym. Jego górny, okrągły i wypukły pancerz symbolizował niebo, a dolny, czworokątny, ziemię. Wedle najstarszych mitów wielki żółw Ao pomagał w stworzeniu świata, a jego łapą zreperowano jeden z czterech filarów niebiańskich, uszkodzonych podczas walki Mrocznego Cesarza ze smokiem Gonggongiem. Wedle innych to właśnie Ao został złożony w ofierze, by z jego skorupy uczynić niebo, z plastronu ziemię, a z odnóży cztery filary, podtrzymujące sklepienie niebieskie. Jako taki, symbolizuje on stabilność świata, a jego kamienne posągi ze stellami na grzbiecie miały utwierdzać ziemię i chronić przed jej trzęsieniem.
O niejednoznaczności żółwia świadczy to, że symbolizuje on nieszczęśliwy kierunek północny; śladem przekonania o jego rozpuście jest przedstawianie go w tej roli jako oplecionego wężem. Niekiedy jednak rysuje się w tej roli wodnego, agresywnego żółwiaka z wężową szyją, nazywając go "Mrocznym Wojownikiem".
Wynika z tego, że starożytności uchodził za zwierzę jak najbardziej nadające się na ofiarę dla Niebios.
Powrót

² Wielki mistrz Chen Xiaowang, zapytany o trudności w trenowaniu podczas Rewolucji Kulturalnej (zakazano wtedy uprawiania tradycyjnych stylów walki) odparł, że administracja nie wpłynęła na nie w żadnym stopniu. Po prostu zabrakło ludzi do nadzorowania każdej wioski. W Chenjiagou nie było przekonanych komunistów, a przecież członkowie własnej rodziny na ciebie nie doniosą. Sami ćwiczą, muszą w ten sposób okazywać szacunek przodkom. Trudności były inne. Masz ciasny dom, na zewnątrz jest śnieg, a ty nie masz butów. Ale przecież nie możesz odwołać treningu. Albo wystarczyło ci zapasów na jeden skromy posiłek, jesteś słaby, ale przecież musisz ćwiczyć.
Nie były to dowody wyjątkowej ofiarności. W tamtych warunkach jakakolwiek rezygnacja oznaczałaby, że wszyscy szybko ćwiczyć by przestali, a to łączyłoby się z zapomnieniem form i metod treningowych. Nie wszystko da się zapisać.
Powrót

³ Przypominam, jak wielki mistrz Chen Xiaowang określił pojęcie qi (energia wewnętrzna): «Qi to sposób, w jaki umysł (uwaga) zmienia mięśnie».
Powrót.