Ceremonia przyjęcia uczniów «Zamkniętych Drzwi»
Pod koniec marca 2009 roku w Chenjiagou odbyło się międzynarodowe
seminarium, prowadzone przez wielkiego mistrza Chen Xiaowanga, któremu
pomagali obaj starsi synowie (Chen Jun i Chen Yingjun) oraz
bratanek. W sali sportowej ośrodka treningowego rodziny Chen
kilkadziesiąt osób z całego świata doskonaliło wykonanie
form laojia yilu i erlu. Zakwaterowanie na miejscu, w
dość spartańskim hotelu. Dla ludzi z Zachodu przeznaczone są specjalne
pokoje z łazienkami, które przez Chińczyków uważane są za wyjątkowy
luksus, jako że pokoje dla miejscowych są ich pozbawione. Również
ogrzewanie uważane jest za rzecz zbędną. Jego rolę w pomieszczeniach dla
ludzi z Zachodu pełni klimatyzator, po którego wyłączeniu temperatura
w pomieszczeniu i na zewnątrz natychmiast zaczyna się wyrównywać.
Uczestnicy mieli też okazję oglądnięcia pokazu w wykonaniu młodzieży,
trenującej w Chenjiagou.
Szkolenie to było okazją do zorganizowania następnej ceremonii
przyjęcia tzw. «uczniów zamkniętych drzwi», co
zgodnie z tradycją jest równoznaczne z przyjęciem do
rodziny. Uroczystość odbywa się w świątyni przodków. Po uhonorowaniu
założyciela i mistrzów stylu (Wielki Mistrz zapalił kadzidła i rozlał
przed posągiem ryżowe wino) kandydaci składają określony etykietą
pokłon przed posągiem Chen Wangtinga, twórcy stylu. Potem każdy (też z
ukłonem) indywidualnie wręcza mistrzowi (często we własnym, rodzimym
języku) petycję, napisaną na czerpanym, czerwonym papierze, która jest
równocześnie zobowiązaniem do zachowania zasad szkoły, popularyzowania
stylu na świecie i podporządkowania się metodom treningowym (a więc
też do niewymyślania własnych, niezgodnych z systemem).
W zamian za to mistrz podaje uczniowi duży, czerwony dyplom,
zaświadczający przynależność do 20. (w tym wypadku) generacji
wojowników rodu Chen. Na koniec wszyscy składają pokłon starszyźnie
rodu. Nad przebiegiem czuwa mistrz ceremonii, głośno wykrzykując
komendy i wywołując kandydatów (po chińsku, tłumaczył go jeden z
uczestników). W trakcie na zewnątrz odpalane są petardy, a po świątyni
snuje się dym z kadzideł.
Do ceremonii należy także złożenie (już w biurze ośrodka, nie w
świątyni) ofiary 300 euro, przeznaczonej na konserwację i rozbudowę
świątyni i innych budynków.
Pierwszy raz zdarzyło się w tym roku, że wielki mistrz Chen Xiaowang
wydał na własny koszt bankiet na cześć nowo przyjętych członków
rodziny w najlepszej restauracji w położonym nieopodal mieście Weishi,
znanym z niezwykle zdrowej, energetyzującej kuchni. Wiele wykwintnych,
delikatnych dań (no, może z wyjątkiem rozpływającej się w ustach
golonki) popijaliśmy ryżowym i gronowym winem oraz herbatą, ku naszemu
zdziwieniu serwowaną w wysokich szklankach, w jakich u nas podaje się
lemoniadę.
Równocześnie odbywało się w niej przyjęcie na cześć nowo mianowanego
gubernatora prowincji Henan. Jego uczestnicy wraz z samym
gubernatorem zjawiali się na przyjęciu u mistrza, by złożyć mu
uszanowanie i powinszować nowo przyjętym.
A oto przyjęci w tym roku: Han Jin Song, Ingolf Peters,
Jaromir Śniegowski, Krzysztof Kęsek, Lily Kwok, Liu Quan Jun, Liu Yu,
Mensura Burridge, Andrey Serednyakov i Svetoslav Somov. Wśród nich
dwu to Polacy, i to z Krakowa: Jaromir Śniegowski,
prezes WCTA-PTRChen oraz Krzysztof Kęsek, prezes stowarzyszenia
«Tradycja».
Rok przyjęcia nie decyduje o przynależności do innej generacji (na
ogół mistrz z braćmi i współćwiczącymi to jedna generacja, a wszyscy
jego uczniowie następna). Nie wpływa też na starszeństwo
przyjętych uczniów: tu decyduje, jak długo ktoś jest uczniem mistrza,
to znaczy rok, w którym rozpoczął naukę.
Na zdjęciach: ceremonia w świątyni oraz Jaromir Śniegowski z
wielkim mistrzem Chen Xiaowangiem i świeżo wręczonym dyplomem
przynależności do rodziny przed wejściem do głównego, ostatniego
pawilonu świątyni (zdjęcia Krzysztof Kęsek i Magda Dudek). Na
ostatnim, autorstwa Tomasza Raganowicza, moment wręczenia dyplomu.
Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,
e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir Śniegowski, Wykonanie strony: Tadeusz Jasienski