Rozgrzewka we współczesnym treningu taijiquan
Dawniej w Chinach nie stosowano rozgrzewki, co łączyło się
z codziennym wysiłkiem przy każdej czynności. Obecnie nikt
tak wiele się nie rusza, co zmusza do przygotowania uczniów do
ćwiczeń. Jednak zwykła, intensywna rozgrzewka, powodująca
pocenie się jest kontrowersyjnym pomysłem. Należy ją
dostosowywać do rodzaju treningu.
Rozpoczynano wtedy ćwiczenie od razu, jak każdą inną
czynność. Jednak wcześniejsza praca w gospodarstwie ojca lub
mistrza, a nawet samo dojście na miejsce (lub dojechanie
wierzchem) powodowało, że uczeń przygotowany był do
wysiłku. Na tradycyjnej wsi wszystko go wymagało. Poza tym
trening zaczynał się zwykle od ciężkich ćwiczeń statycznych,
nie grożących naderwaniami, a potem adepci byli już
dostatecznie rozgrzani. W stylach zewnętrznych stosowano co
prawda biegi z obciążeniem, pompki i "żabki", często
po schodach, jednak nie była to rozgrzewka, lecz trening
kondycyjny, rozwijający siłę mięśni, potrzebną osobom,
uprawiającym te sztuki.
Ze względu na pasywny tryb życia za biurkiem, kierownicą lub
na siedzeniu np. autobusu, obecni ćwiczący nie są przygotowani
do jakiegokolwiek ruchu. Konieczne jest więc rozruszanie
stawów i wiązadeł, gdyż nawet niezbyt intensywne ćwiczenia
mogą spowodować drobne urazy. Trening początkujących nie
wymaga jednak takiego rozgrzania, jak w wypadku klasycznych
sportów lub zewnętrznych sztuk walki. Do ćwiczeń zhang zhuan lub chan si gong
przystąpić można praktycznie bez przygotowań, a i wykonanie
krótkiej, wolnej formy, jak shi jiu
shi w wysokich pozycjach żadnego przygotowania nie
wymaga. Dobra to wiadomość dla kogoś, kto z trudem wyrywa
sobie parę razy po 15 minut na codzienny trening. Rozgrzewka
zabrałaby mu praktycznie cały ten czas.
Jednak wielu instruktorów stosuje intensywne ćwiczenia
przygotowawcze, polegające na przysiadach, ćwiczeniach
rozciągających w niskich pozycjach itp. Pomijając pomysły na
rozciąganie bez przygotowania jako absurdalne -- choć
stosowane -- stwierdzić należy, że większość z nich to ludzie,
którym taijiquan po prostu nie wychodzi, więc mają
nadzieję, że zyskiwana podczas takich ćwiczeń siła fizyczna
zastąpi im wewnętrzną. Nie wystawia to najlepszego świadectwa
osobom tak postępującym. Biorą pieniądze za naukę swego stylu,
więc poświęcanie połowy czasu na rozgrzewkę to oszustwo.
Prawidłowa nie powinna zajmować więcej, niż 10 minut na godzinę.
Dodatkowym powodem tego postępowania są kompleksy
instruktorów, usiłujących imponować osobom, które w
przeciwieństwie do nich na ogół nigdy nie ćwiczyły, a na
treningu znalazły się z powodu kłopotów zdrowotnych. Dla
zawodowca to żaden honor, a widok nieco żałosny.
Jeśli ktoś ma problemy z nadwagą, może żywić nadzieję, że
dzięki forsownej rozgrzewce łatwiej mu będzie ją
zmniejszyć. Schudnięcie wymaga spalania kalorii, jednak to
zupełnie osobny rodzaj ćwiczeń. Można sobie dwa razy w
tygodniu pobiegać, czy poskakać na skakance, lecz lepiej nie
łączyć tego z treningiem wewnętrznym. Ćwiczenia te nie
spowodują, że będziemy lepiej znali taijiquan. Nie
naruszając reguł treningu, można spalić więcej tłuszczu,
stopniowo obniżając pozycje i szybko wykonując uderzenia
wybuchowe.
Podsumowując, w obecnych czasach rozgrzewka jest konieczna,
ale jaka? Najważniejsze jest zdanie sobie sprawy z tego, że w
trakcie powolnego, wewnętrznego treningu otwierają się
południki. Adept staje się podatny na wpływ otoczenia. Pomysł
trenowania w mokrym, przepoconym ubraniu nie jest
najmądrzejszy. Rozgrzewka nie powinna więc do tego
doprowadzać. W dodatku fizyczny ruch powoduje, że energia,
zamiast kierować się do wnętrza, płynie do mięśni (zarówno w
wypadku ćwiczeń kondycyjnych, jak i rozciągających). Gdy
później zaczynamy trening właściwy, musi zajść proces
odwrotny. Forsowny wysiłek, poprzedzający trening wewnętrzny
zamiast przygotować do niego, utrudnia osiągnięcie właściwego
stanu i opóźnia moment, w którym grupa zacznie naprawdę ćwiczyć.
Rozpoczynając normalne, mało intensywne zajęcia staramy się
spowodować miłe rozluźnienie i utratę sztywności zastanych
stawów. Stan ten wynika z braku ruchu, a czasem chłodu na
dworze. Nie powinno to zajmować wiele czasu, powodować
pocenia, zmęczenia mięśni itp. O wiele ważniejsze jest
psychiczne rozluźnienie się i oderwanie od problemów, co
ułatwia tworzący cezurę rytuał, jakim jest powtarzający się
zestaw łatwych ćwiczeń. Z tego względu ważniejszy jest ukłon
niż jakiekolwek skłony, rotacje czy przysiady. Właściwym
przygotowaniem do treningu jest zgromadzenie energii w trakcie
zhang zhuan i
puszczenie jej w ruch w trakcie chan si
gong. Późniejszy trening form lub tui shou nabiera wtedy
charakteru wewnętrznego. Bardzo dobrym przykładem takich
ćwiczeń jest stosowana przez wielkiego mistrza Chen Xiaowanga
"trzypunktowa", ewentualnie
"sześciopunktowa" rozgrzewka. Nic więcej nie jest
konieczne. Można też zamiast niej -- lub obok -- zastosować
jakiś rodzaj automasażu. Wymaga on jednak na ogół więcej
czasu.
Intensywność tych ćwiczeń ma jednak być dostosowana do
intensywności właściwego treningu. Opisana powyżej celowa jest
w wypadku zwykłych, niezbyt forsownych zajęć, jakie dobrze
robią początkującym lub ludziom zmęczonym całodzienną pracą. W
wypadku weekendowego seminarium dla zaawansowanych, gdy przez
wiele godzin ćwiczy się w niskich pozycjach, długo się w nich
stoi, wykonuje szybko formy z ciężką bronią -- korzystne jest
przygotowanie do tego uczestników. Ciało powinno być tak
rozgrzane, by schodzenie do bardzo niskich pozycji nie groziło
urazami więzadeł i ścięgien, a szybkie wymachiwanie ciężką
halabardą nie powodowało "strzelania w
krzyżu". Niewłaściwe jest jednak doprowadzienie do
takiego zmęczenia, które odbija się na precyzji
ruchów. Właśnie to bowiem stwarza większe ryzyko urazów, niż
brak przygotowania.
Ważne jest to, że takiemu treningowi poddaje się ludzi, którzy
do pewnego stopnia umieją już rozluźniać się i koordynować
ruch uwagi z ruchami ciała, niezależnie od intensywności
wysiłku. Dobry adept nie będzie posługiwał się wyłącznie
mięśniami, więc taka praktyka nie jest w stanie zrobić z niego
powolnego boksera. Jeśli jednak przeprowadza się taką
rozgrzewkę, by się spocić, późniejszy trening nie może
doprowadzić do wychłodzenia ciała -- obciążenie cały czas
powinno powodować pocenie się. By nie ryzykować zdrowiem, pod
koniec potrzebne są ćwiczenia wyciszające, staranne wytarcie
potu, wysuszenie
się (Chińczycy nacierali ciało pudrem ryżowym),
przebranie w suchą bieliznę. Dopiero w jakiś czas potem, po
wystygnięciu, należy pójść do domu i wziąć kąpiel. Pełne
ustanie pocenia świadczy o zamknięciu południków, a więc można
już wystawić się na wpływy wiatru i wody.
Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,
e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir Śniegowski, Wykonanie strony: Tadeusz Jasienski