Przerwa wakacyjna w treningu taijiquan
Traktowanie roku szkolnego jako wzorca dla każdego typu szkolenia
owocuje przekonaniem, że pora wakacji jest święta i nie da się w jej
trakcie prowadzić treningów. Co najwyżej mogą się odbywać dodatkowe
zajęcia dla tych, którzy w trakcie roku nie mają czasu na
ćwiczenia. Jednak kłopot z taijiquanem polega na tym, że utarte
sposoby myślenia w jego wypadku na ogół się nie sprawdzają.
Dla nas osoby, które ćwiczyły rok lub dwa lata ciągle uchodzą za
początkujące. I nie da się ukryć są nimi. Czasem nawet po
trzech, i niewiele ma to wspólnego z ilością poznanych form. Po prostu
nie mają jeszcze ustabilizowanej struktury ciała i w trakcie ćwiczenia
ciągle im się ona "rozpada". Nie ma to większego znaczenia,
gdy ktoś regularnie uczęszcza na treningi. Po to jest instruktor, by
na bieżąco ją korygować.
Jednak całkiem inaczej jest, gdy ktoś ma dłuższą przerwę w
ćwiczeniu. Powtarzając regularnie formy, nawet niezbyt wprawny
człowiek nie zapomni ich ruchów przez dowolnie długi czas. Nikomu
jednak bez korekty z zewnątrz nie uda się utrzymać prawidłowej
struktury. Od zaawansowania zależy, jak długo da się ćwiczyć
samodzielnie. Podobno na czwartym poziomie rozwoju wewnętrznego można
samemu skorygować swe błędy. Jednym z objawów wejścia na niego jest
to, że nasz nauczyciel umarł ze starości.
(Oczywiście, jeśli ktoś ma pecha, może on umrzeć wcześniej. Wtedy jak
najszybciej należy się postarać o innego. Wcześniejsza zmiana oznacza,
że niepotrzebnie zmieniamy kierunek treningu, opóźniając swój
rozwój. No, chyba że nasz nauczyciel twierdzi, że jest mistrzem i nie
zmienia swoich technik. To znak, że przestał się rozwijać.)
Adepci, którzy poświęcili ćwiczeniom parę lat, mogą pewnie wytrzymać
parę miesięcy, choć jeszcze nie widziałem nikogo, kto po takim okresie
nie miałby dziwacznie wykręconego kręgosłupa. A ten, kto sam nie stoi
równo z trudem jedynie może korygować innych, nie przekazując im
własnych błędów. Dlatego prowadzenie zajęc przez instruktorów, którzy
przestali uczęszczać na zaawansowaną grupę nie powinno być w szkołach
tolerowane.
Zupełnie inaczej jest w wypadku początkujących. Ci po dwutygoniowej
przerwie tracą bardzo dużo z opanowanych umiejętności. Dwu- lub
trzymiesięczna przerwa wakacyjna decyduje o tym, że praktycznie trzeba
kogoś uczyć od nowa. Jeszcze raz podkreślam, że pamiętanie ruchów
formy nie ma tu nic do rzeczy.
Po półrocznej przerwie zanikają też umiejętności uczenia się nowych
ruchów i korygowania struktury. Zdecydowanie widać, że ktoś, kto
uprzednio chwytał instrukcje w lot, nagle zaczyna mieć kłopoty z
nauczeniem się czegoś nowego. Ci, którzy przywykli myśleć o sobie jak
o zaawansowanych adeptach, zaczynają wtedy unikać dalszej nauki, by nie
przeżywać "upokorzenia", zwłaszcza wobec ludzi, którzy w tym
czasie początkującymi być przestali.
Oczywiście, okoliczności życiowe mogą zmuszać do przerwania
treningów. Zdecydowanie lepiej jest ćwiczyć z przerwami, niż zupełnie
nie. Coś z tego zostanie. Nie można też oczekiwać, że ktoś porzuci
pracę lub rodzinę, bo uniemożliwia mu regularne treningi. Jednak
zawsze powinien być to wybór ćwiczącego.
Wbrew przekonaniom ciągle jeszcze sporej części ludzi, nie da się
prowadzić zajęć za darmo, np. dla ubogich. Ktoś musi zapłacić za salę,
czas i szkolenie instruktora, a w naszym kraju nikogo takiego nie
ma. Wszystkie szkoły pobierają więc opłaty lub zbierają składki
członkowskie. Nie sposób uznać, że uprawnia to uczniów do postawy
"płacę i wymagam" żadne
bowiem pieniądze nie równoważą wartości wiedzy, rozwijanej od
trzystu lat. Jednak fakt wspierania przez nich szkoły zobowiązuje
prowadzących ją instruktorów do uczciwego przekazywania umiejętności i
stwarzania warunków, w których opanowanie ich jest możliwe.
W wypadku przymusowej przerwy wakacyjnej większości ćwiczących
uniemożliwia się utrzymanie poziomu, dla którego poświęcili czas
i pieniądze. I nie jest to wtedy ich wybór. Nawet jeśli uczniów
pozostaje niewielu, powinna w tym czasie działać przynajmniej jedna
grupa, w której każdy mógłby skonsultować ćwiczenie zhang
zhuan, chan si gong i ruchy formy. To po prostu kwestia
uczciwości.