O Współzawodnictwie
Osoby, które ćwiczą sztuki walki zwykle wpadają w sidła
rywalizacji. Swego czasu uważano ją za coś bardzo pozytywnego
i motywującego twierdząc, iż rodzi ambicje, zmusza do solidnej
i wytrwałej pracy, nakręca koniunkturę. Rywalizacja to ostra,
bezpardonowa walka, charakteryzująca materię, świat fauny
i flory. Rośliny walczą o glebę, dostęp do światła,
wody. Zwierzęta współzawodniczą w zdobywaniu pokarmu, partnerów,
władzy w stadzie, miejsca do spania. Ludzie już od najmłodszych lat są
wprowadzani w świat współzawodnictwa. Jednocześnie jednak uczy
się dzieci współpracy, co wydaje się jest cechą
społeczną spotykaną również wśród zwierząt, a charakterystyczną
dla ludzi już z czasów wspólnot plemiennych.
Rywalizacja, skutkująca poprawą naszych umiejętności oraz większym
zaangażowaniem w wykonywane ćwiczenia jest na pewnym etapie
potrzebna. Jeżeli zaś prowadzi do niemoralnych i agresywnych
zachowań mamy do czynienia z patologią. Niezdrowa konkurencja
niszczy i prowadzi do miernych efektów. Dzięki rywalizacji mamy
motywację do podnoszenia kwalifikacji, odnoszenia sukcesów, dążymy
bowiem podświadomie do idealnego celu, co nas bardzo mobilizuje
wewnętrznie. Często jednak ten cel jest zbyt wyidealizowany, niezgodny
z naszymi prawdziwymi preferencjami, narzucony aktualnymi trendami,
tendencjami, modą, presją społeczną. Porównywanie się do innych jest
błędem, gdyż ludzie znacznie różnią się od siebie fizycznie
i psychicznie a ich zasoby wewnętrzne często są zupełnie
nieprzystające. Różnice te w dużym stopniu wpływają na
potencjalne nasze możliwości, które z kolei determinują, co tak
naprawdę jest dla nas optimum do osiągnięcia. Zupełnie inaczej wygląda
sukces zdrowego "byczka" na bieżni, a inaczej osoby na
wózku inwalidzkim, żeby podać aż tak drastyczny przykład. Każdy
z nas pragnąłby widzieć w lustrze ideał, każdy też chciałby
być jak najlepszy w tym, co robi, dużo zarabiać, mieć
fantastyczne osiągnięcia, piąć się w górę po szczeblach
kariery. Problem w tym, gdzie postawić tę poprzeczkę.
Rywalizacja niekoniecznie nakręca pozytywnie. Częściej, niestety,
niszczy. Dzieje się tak dlatego, iż w pogoni za ideałami
zatracamy własną indywidualność i kontakt z samym
sobą. Przekraczamy za bardzo barierę własnych możliwości, bo gubimy
gdzieś po drodze wyczucie swoich granic. Przeżywanie częstych porażek
buduje w nas frustracje i mocno nadweręża poczucie własnej
wartości, a także poczucie sprawczości, a więc
przeświadczenie, na ile jesteśmy dyrygentami własnego życia. Nasze
notowania we własnych oczach maleją, mamy do siebie pretensję,
jesteśmy z siebie niezadowoleni. Dokładają się do tego konflikty
będące nieodłączną częścią współzawodnictwa, które przynoszą jeszcze
więcej stresów. Wzajemna niechęć rywalizujących stwarza nieprzyjemną
atmosferę, ludzie nie szanują się nawzajem i nie mają do siebie
zaufania, robi się ciężko i duszno, środowisko staje się
nieprzyjazne. Często na tym etapie rozpadają się związki, upadają
kariery, podupada zdrowie, ginie sens wykonywania danej pracy, idee
tracą na wartości, ludziom (którzy poświęcili się czemuś) umyka sens
życia (i po co to wszystko?...)
Ratunkiem w takiej sytuacji jest szukanie tak zwanego
"złotego środka". Złoty środek jest tam, gdzie kończy się
egoistyczna ostra rywalizacja, a zaczyna współpraca. Dla osób,
które zatraciły wyczucie tej granicy trudno będzie się w tym
odnaleźć. Co można zaproponować? Najlepszą techniką jest tzw.
modelowanie (Albert Bandura - Teoria społecznego uczenia
się. Według Bandury uczenie się zachowań zachodzi nie tylko, jak
uważają behawioryści, poprzez warunkowanie reaktywne i warunkowanie
sprawcze, ale także poprzez obserwowanie zachowań innych ludzi. Ten
sposób uczenia się można nazwać modelowaniem lub naśladowaniem. Tak
przecież uczymy się od GM Chen Xiaowanga.) Starajmy się wykonywać
swoje zadania najlepiej, jak umiemy, skupiając się na nich, a nie
tylko na gratyfikacji. Pozytywna rywalizacja bowiem zmierza
w stronę współpracy i wydaje się, że to jest właściwy
kierunek dalszej ewolucji człowieka. Motywując siebie własnym
przykładem wpływamy pozytywnie na innych, zaś wspólny cel buduje dobre
więzi i sprawia, że osiągnięcie indywidualnych celów
o ile są one zbieżne jest łatwiejsze. Oczywiście,
o ile motywowanie innych nie polega na nieuczciwych strategiach,
deprecjacji starań i wysiłków innych oraz chęci przeforsowania
własnego widzimisię na temat ostatecznego wspólnego celu, czy
ostatecznego kształtu wspólnej idei. Ekologia ustalania wspólnego,
nadrzędnego celu winna uwzględniać intencje poszczególnych osób, wtedy
ów wspólny cel nabiera rumieńców i motywacja do osiągnięcia go
jest silniejsza w całej grupie.
Niebezpieczeństwo czai się jednak w rozmyciu i zatraceniu głównej
idei, dlatego przywódca winien wciąż na nowo definiować, co jest
sprawą nadrzędną. Bywa też i tak, że osoby pozornie skupione na
współpracy i na osiągnięciu wspólnego celu próbują manipulować
kierunkiem działań tak, by osiągnięcie swoich egoistycznych celów
uczynić nadrzędnym celem grupy. Dotyczy to często liderów
grupy. Wówczas dochodzi do utraty motywacji ze strony innych
i eskalacji ostrej rywalizacji w celu odzyskania własnej
tożsamości członków grupy. To rujnuje integralność zespołu i mamy
regres, wycofanie się poszczególnych osób do wnętrza, do poziomu
własnych egoistycznych preferencji. Poniekąd jest to budujące dla
jednostki, z tego poziomu bowiem w głębokim kontakcie ze sobą
możemy odbudować na nowo własną motywację i znów wystartować
w świat, by ponownie spróbować zbudować współpracę na nowym
gruncie z innymi ukierunkowanymi podobnie.
mgr Jagoda Kunikowska
psycholog
Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,
e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir Śniegowski, Wykonanie strony: Tadeusz Jasienski