Zachowanie się
w szkole i podczas treningu
Powody
Wydawałoby się, że to, czy ktoś jest dobrym uczniem sztuki walki
nie zależy od jego zachowania się, lecz zdolności i determinacji.
Jednak we wszystkich szkołach uczestnicy zajęć poddani są
dyscyplinie. Wymaga się od nich dostosowania do reguł,
wyznaczonych przez tradycję. Istnieją trzy poważne powody, dla
których jest to konieczne. Są to: potrzeba wyłonienia ludzi,
potrzebnych szkole, potrzeba utwierdzenia się we właściwej
postawie wobec nauczyciela, pomoc w osiągnięciu
odpowiedniego stanu umysłu w czasie treningu.
Właściwi ludzie
Wiernemu tradycji mistrzowi nie zależy na tym, by mieć wielu
studentów. W chińskiej kulturze przyjęcie ucznia oznacza wzięcie
odpowiedzialności za to, co on - przy pomocy nabytej wiedzy w
przyszłości zrobi. W wypadku szkół walki jest to wręcz
niebezpieczne, gdyż gdyby zbuntowany uczeń zaczął stosować przemoc
dla własnej korzyści , nauczyciel musiałby ponieść konsekwencje,
jeśli nie karne, to moralne.
Wątpliwym też jest twierdzenie, że świat byłby lepszy, gdyby każdy
wiedział, jak pobić wrednego sąsiada. Poza tym uczniowie to
w przyszłości instruktorzy, a tym samym zagrożenie dla dochodów
obecnie działających nauczycieli stylu.
Celem istnienia szkoły nie jest więc maksymalne
rozpowszechnienie, lecz znalezienie ludzi, którzy umożliwią
przetrwanie wiedzy, reprezentowanej przez styl. Musi być ich
wystarczająco wielu, by jakaś katastrofa czy zawirowanie
polityczne nie przerwało trwania szkoły, lecz muszą oni
spełniać określone wymagania:
- zachować w niezmienionej postaci zasady stylu;
- swoim postępowaniem nie narazić wzajemnego bezpieczeństwa, interesów czy prestiżu nauczyciela i starszych uczniów;
- poprzez wsparcie materialne i organizacyjne zapewnić nieprzerwane istnienie szkoły.
Wszystkie te punkty mogą spełnić tylko ci, dla których wiedza
i szkoła ważniejsze są od osobistych ambicji i którzy
udowodnią, że potrafią podporządkować się rzeczom większym
od siebie.
Z tego względu wszystko jedno, jakich zasad postępowania wymagać się
będzie od uczniów; ważne jest to, czy potrafią się do nich
stosować, a więc czy uważają swoje chęci i poglądy za mniej ważne
od interesów szkoły.
Jeśli sami dla siebie są najważniejsi, to
niechętnie będą ulegać tradycjom, w przyszłości zaś
najprawdopodobniej uważać będą własne pomysły za genialne, a więc
lepsze od tych, które legły u podstaw stylu.
Będą też sądzić, że własne interesy są ważniejsze od interesów
innych i w związku z tym stosować wiedzę i przemoc fizyczną,
aby je zrealizować. Tym samym będą niebezpieczni dla otoczenia,
a mistrza narażą na kompromitację.
Zamiast wspierać szkołę, dążyć będą do szybkiego
uniezależnienia się, by zaspokoić swoje ambicje.
Na koniec warto zwrócić uwagę, że swobodne realizowanie własnych
interesów, kłótnie i rywalizacje w środowisku ludzi, zajmujących się
naszą dziedziną mają poważniejsze konsekwencje, niż w wypadku ludzi
nieprzeszkolonych do walki. Ludzie, którzy nie potrafią się
powstrzymać przed wewnętrzną rywalizacją są zagrożeniem dla grupy,
gdyż tego typu sytuacje bardzo trudno potem opanować. Z tego
względu ci, którzy nie podporządkowują się autorytetom i są
"niesterowalni", niezależnie od swych zdolności
i umiejętności będą dla szkoły zupełnie nieprzydatni.
Wnoszone przez uczniów składki w żadnym stopniu nie rekompensują
tego, co zyskują poznając styl, gdyż uważa się (i słusznie), że
wiedza jest bezcenna i nie może być opłacona pieniędzmi; są one
tylko wsparciem, niezbędnym dla istnienia szkoły, lecz nie
zwalniają zobowiązań ucznia wobec szkoły, nie można więc twierdzić,
że każdy, kto wnosi opłaty, ma prawo się uczyć.
Korzystne jest więc możliwie wczesne odsianie niewłaściwych osób, zanim
opanują wiedzę w stopniu, umożliwiającym zaszkodzenie szkole lub
tylko zmarnują czas i energię nauczyciela. Najłatwiej zrobić to,
obserwując, jak i czy ktoś podporządkowuje się zasadom.
Nie oznacza to, że dobry nauczyciel poszukuje uczniów bezkrytycznych
i niesamodzielnych. Jeśli ktoś ma samodzielnie stawiać czoła
przeciwnikom i stresom, musi umieć podejmować własne decyzje,
bez wsparcia instruktora czy zespołu. Z tego powodu właściwe
dla sekt (lecz nie szkół walki) uzależnienie ucznia od mistrza
i grupy nie zdaje w tym wypadku egzaminu. Podporządkowanie
musi wynikać nie z uzależnienia czy serwilizmu, lecz ze zrozumienia,
że istnienie szkoły i stylu jest znacznie ważniejsze od pojedynczych,
indywidualnych interesów. Godność człowieka polega i na tym,
że potrafi takie ważne rzeczy dostrzec i uszanować.
Właściwa postawa
Drugim z powodów, dla których należy stosować zasady jest to, że
jest to korzystne dla uczniów. Niestety, nie można nauczyć się
sztuk walki dyskutując i wysuwając własne wnioski. Opanowanie
prawidłowych technik możliwe jest wtedy, gdy względnie dokładnie
naśladuje się ruchy nauczyciela i stosuje do jego wskazówek. Jeśli
instruktor nie jest dla nas autorytetem i nie jesteśmy przekonani
o słuszności założeń stylu, podporządkowanie takie jest trudne, co
czasami uniemożliwia nauczenie się czegokolwiek.
Psychika ludzka skonstruowana jest w taki sposób, że to, co robimy,
utwierdza nas w takich a nie innych postawach. Podporządkowując się
zasadom, ograniczającym nasze postępowanie, zwiększamy swą dyspozycję
do możliwie dokładnego wypełniania poleceń, stosowania się
do wskazówek nauczyciela i wymogów grupy, a więc względnie szybkiego
uczenia się.
I znów należy uniknąć przesady i utraty równowagi w stosunkach
między ćwiczącymi. Instruktor jest autorytetem tylko i wyłącznie
we własnej dziedzinie i tylko i wyłącznie dlatego, że akurat na
sali nie ma nikogo lepszego - jeśli jest inaczej, nie
przyszlibyśmy do niego. Prywatnie może być zwyczajnym człowiekiem,
wobec którego nie obowiązuje jakieś specjalne postępowanie, lecz
na sali, w tym miejscu i czasie kwestionowanie jego autorytetu nie
służy ani nam samym, ani współćwiczącym.
Dyscyplinę należy zachować także ze względów bezpieczeństwa.
Trening tai ji jest co prawda bardzo bezpieczny, a
kontuzje zdarzają się rzadko, jednak chaos na zajęciach
uniemożliwia instruktorowi kontrolowanie sytuacji, co doprowadza
do wydarzeń czasem zupełnie nieprawdopodobnych; nie ma bowiem tak
bezpiecznych warunków, w których ktoś wystarczająco nieuważny albo
uparty nie potrafiłby sobie zrobić krzywdy. Stosując się do zasad
postępowania narzucamy sobie pewną dyscyplinę i utwierdzamy się w
niej, co znacząco poprawia bezpieczeństwo treningu.
Właściwy stan umysłu
Na koniec istnieje również i inny sposób, w jaki wykonywane przez
nas gesty, postępowanie i ubiór wpływają na naszą psychikę.
Treningtai ji wymaga kontroli własnego ciała, a tym samym
skupienia uwagi. Zbyt silne jej skupienie powoduje napięcie i
stres. Często przytaczane przez Wielkiego Mistrza Chen Xiaowanga
powiedzenie mówi, że podczas ćwiczeń "połowa umysłu powinna być
skoncentrowana na tym, co się robi, a druga połowa odpoczywać".
Jest to z początku dość trudne do osiągnięcia.
Pomaga nam w tym to, że wykonujemy ćwiczenia w określonym,
wydzielonym od reszty czasie i miejscu. Samo znalezienie
się w nim, jeśli do tego przywykliśmy, ułatwia wejście w pożądany stan
umysłu. Podobnie wpływają na psychikę przestrzegane konsekwentnie
określone zachowania, np. ukłon. Początkowy jest dla psychiki
sygnałem, że zaczyna się coś, co wymaga skupienia uwagi; końcowy
zaś pomaga rozluźnić się i wrócić do normalnego stanu umysłu (co
zapobiega np. temu, by zbliżającego się do nas członka rodziny
potraktować odruchowo jak partnera do ćwiczeń Pchających Dłoni).
I tu należy zrobić zastrzeżenie. Oddzielenie czasu i miejsca
treningu nie może być absolutne. Korzyści z ćwiczeń odnosimy
dopiero wtedy, gdy nawyki ruchowe i psychiczne zaczynają się
przenosić na życie codzienne. Adept zaczyna je stosować odruchowo
w sytuacjach, które tego wymagają, zarówno w samoobronie, jak i w
razie zmęczenia czy stresu. Codzienne czynności, wykonywane w
stanie rozluźnieniu i skupienia na "tu i teraz",
charakterystycznym dlatai ji, sprawiają znacznie mniej
kłopotu.
Jednak utrzymywanie cały czas dyspozycji do nauki i skupienia nie
jest konieczne; przez 24 godziny na dobę byłoby to zapewne
strasznie męczące i nie przynosiło żadnych postępów.
Zachowania
Tu należy zaznaczyć, że jako zwolennicy stylu wewnętrznego adepci
tai ji nie przywiązują wagi do zewnętrznej dyscypliny i
ujednolicenia gestów. Właściwe zachowanie się ma znaczenie jedynie
wtedy, gdy jest wyrazem właściwej postawy, a nie wtedy, gdy wymusza
się go groźbą kary. Jeśli bowiem od początku zastosujemy
przymus, nigdy nie dowiemy się co ktoś zrobi, gdy nie będziemy go
mogli pilnować. Zamiast zmuszać kogoś, by się podporządkował za
wszelką cenę, lepiej uznać go po prostu za nieprzydatnego i
odsunąć.
Nie chodzi nam także o jakieś konkretne zachowania. Wszystko, co
zrobi uczeń, by wyrazić swoją właściwą postawę będzie lepsze, niż
gesty narzucone przez szkołę i wykonywane ostentacyjnie. Jeśli
więc poniżej będzie mowa o konkretnych, wynikających z tradycji
zachowaniach, to wskazane one będą jako sposób narzucenia sobie
samemu dyscypliny i wyrażenia szacunku wobec przeszłości; ale
naprawdę ważna jest umiejętność podporządkowania się zbiorowości
(także tej przeszłej), a nie obowiązkowe odklepywanie rytualnych
gestów.
Obowiązki...
U podstaw tai ji quanu leży filozofia równowagi.
Każdy wpływ ma dwa podmioty, bo jeśli wpływamy na kogoś, to i ten ktoś
oddziałuje na nas. Związek, w którym tylko otrzymujemy, a nie
dajemy, nie istnieje (i odwrotnie). Dlatego każdy, kto nam coś
daje, ma prawo wymagać - inaczej nie zaistnieją między nami żadne
stosunki, a wtedy nie będzie również żadnego wpływu. Nauczanie nie
będzie możliwe. Stąd prawo nauczyciela do narzucania uczniom i
instruktorom określonych obowiązków - przede wszystkim wobec
poprzedników i tradycji (czyli szkoły), wobec instruktorów i
starszych, wobec współćwiczących, a w końcu wobec reprezentantów
innych szkół i osób z żadną sztuką walki nie związanych.
...wobec szkoły
Bez poprzedników niewiele byśmy znaczyli. Wiedza i styl muszą
stosować się do nowych czasów, jednak w dziedzinie sztuk
wewnętrznych nikt nie jest w stanie stworzyć samodzielnie czegoś
na poziomie, jaki osiągnęły pokolenia mistrzów, cierpliwie
sprawdzających swe pomysły w praktyce. Po prostu nikt tak długo
nie żyje. Odnosi się to zarówno do teorii i technik, jak i do
reguł postępowania. Wymagają one modyfikacji, ciągle powstaje coś nowego
lecz radykalne zmiany byłyby bez sensu.
Jeden z mych pierwszych nauczycieli, Howard Choy mawiał, że to, co
uprawiamy, to polskie tai ji, bo jesteśmy Polakami i jak
Polacy ćwiczymy. Nie musimy na siłę zmieniać czegoś tylko po to,
by było "nasze" lub "współczesne". Starając się
być wiernymi tradycji, wystarczająco już ją zmieniamy.
Dlatego podstawowym obowiązkiem wobec szkoły jest możliwie pełne
uchronienie jej wiedzy i reguł przed zapomnieniem. Drugim zaś zachowanie
i wyrażanie szacunku wobec tych, dzięki którym możemy z nich
korzystać.
...ucznia wobec instruktora
Jeśli ktoś podejmuje się naszego nauczania, robi to z jakichś
powodów. Styl Chen to sztuka walki; rozpowszechniania jej nie
można traktować jak misji. Świat nie będzie lepszy, jeśli wszyscy
będą umieli walczyć. Czas, poświęcony na naukę innych lepiej
zużytkować na trening własny; niekiedy też ciało podpowiada
instruktorowi, że należałoby zostać w domu i pospać (są przecież
różne dni...), zamiast iść na trening, w dodatku nie swój.
Pierwszym powodem, dla którego niektórzy się podejmują nauczania,
jest obowiązek wobec własnych nauczycieli i poprzedników,
którzy wybrali instruktora do funkcji podtrzymania wiedzy i
pamięci o nich. Jeśli więc chcemy uczyć się, musimy instruktora
przekonać, że my też się do takiej funkcji nadajemy (patrz wyżej
tekst o dobieraniu właściwych ludzi).
Drugi powód, to fakt, że jeśli traktuje się bardzo poważnie
zajmowanie się tai ji quanem, trzeba mieć wiele wolnego
czasu. Uczniowie dostarczają mistrzowi środków utrzymania i
wyręczają go w niektórych czynnościach organizacyjnych czy
życiowych, dzięki czemu może być on coraz lepszy. Zaawansowani
stają się też partnerami w treningu, np. san shou, których
każdy potrzebuje. Wszystkie te aspekty można nazwać wsparciem.
Ostatnią z gratyfikacji, na którą można liczyć, jest
szacunek, należny nie człowiekowi, lecz wiedzy, którą posiada.
Jeśli nie szanujemy kogoś, kto wie więcej od nas, dajemy do
zrozumienia, że jego wiadomości nie są wiele warte. Jeśli tak, to
nie powinniśmy dążyć do ich opanowania...
Ktoś, kto nie chce lub nie może zapewnić: podtrzymania wiedzy i
pamięci, wsparcia i szacunku nie powinien być zaskoczony, jeśli
nikt nie będzie miał powodu, by go uczyć.
Należy jednak zgłosić zastrzeżenie, że nauczyciel nie powinien
się uzależniać całkowicie od opłat i szacunku uczniów. Jeśli
to nastąpi, utraci zdolność ich właściwej oceny i nie będzie
mógł wywiązać się z obowiązku ich właściwego doboru -
dla szkoły, nie dla siebie.
Poza tym, ktoś zależny całkowicie od składek czy hołdów
swej grupy nie ma własnego poczucia wartości, a więc
nie jest zdrowym człowiekiem; nie osiągnął więc wiele
w zakresie tai ji.
...instruktora wobec szkoły i uczniów
Zgodnie ze wstępem do tego rozdziału, nie ma obowiązków ucznia bez
obowiązków nauczyciela. Te ostatnie polegają przede wszystkim na
tym, by nie przeszkadzać adeptom w nauce. Im więcej będzie robił
instruktor, tym mniej będzie musiał zrobić uczeń, wyręczony w
wysiłku. Tym samym nie będzie się angażował i nie zrobi postępów,
bo przecież nawet najbardziej przejęty rolą instruktor nie może
się niczego nauczyć za kogoś.
Instruktor jest natomiast żywym przykładem, że cele treningu po
pierwsze - istnieją; po drugie - można je osiągnąć. I to tym
bardziej, im bardziej jest zwykłym człowiekiem. Bez niego uczeń
nie wiedziałby, gdzie się udać i w jaki sposób.
Z tego wynika podstawowy obowiązek nauczyciela: samemu być tak
dobrym, jak to tylko w danych warunkach możliwe. I zawsze możliwie
najlepiej demonstrować ćwiczenia uczniom.
Instruktor, który podkreśla swą nadzwyczajność (a więc "wielki
mistrz" ;-)), nie spełnia swej roli, gdyż czujący się normalnym
człowiekiem adept nie może mieć nadziei, że kiedykolwiek osiągnie
to samo. Choć więc należy mu się szacunek i posłuszeństwo, to nie
powinien z siebie robić świętego i "guru", gdyż nie z tego powodu
jest lepszy, lecz dlatego, że dłużej ma do czynienia z wiedzą.
...wobec grupy
Wyżej napisałem, że każdy z uczniów Chen tai ji ma być
samodzielny, a więc nie może zależeć od grupy. Tym bardziej, że
trening ten wymaga systematycznego, codziennego wysiłku, który z
natury rzeczy często jest ćwiczeniem indywidualnym (obecnie
niemożliwe jest uczęszczanie na codzienne treningi - w końcu życie
ma swoje prawa).
Stwierdzenie to nie jest jednak całą prawdą. Zwłaszcza na początku nikt
bez dopingu ze strony współćwiczących nie jest się w stanie zmusić do tak
intensywnego wysiłku, by zrobić zauważalne postępy. Mało kogo też
stać na lekcje indywidualne. Skoro tak, to nauka musi odbywać się
grupowo, gdyż tylko razem uczniowie mogą zapewnić sobie warunki do
pracy (choćby wynajęcie sali i wsparcie instruktora). To z kolei
jest powodem, dla którego raczej nie da się opanować tai ji
bez gotowości do współpracy z grupą i dostosowania się do jej
wymagań.
Na dłuższą metę więc indywidualizm nie popłaca. Ktoś, kto usiłuje
dominować nad współtowarzyszami, udowadniając swój "większy" niż
kolegów poziom wiedzy czy zdolności, lub ktoś, kto chce ściągnąć
całą uwagę instruktora na siebie na pewno nie zyska sympatii
otoczenia, a więc i nie będzie mógł liczyć na jego współpracę.
Grupa nie zechce wziąć pod uwagę jego potrzeb (większych, czy
mniejszych niż ogółu), co zmusi instruktora, by go zignorował -
inaczej grupa się rozpadnie i nikt nie będzie mógł zdobyć wiedzy
ani jej przekazać.
Na przykład trening
tui shou (Pchających Dłoni)
nie jest możliwy bez współpracy ze strony współćwiczących. Jego dobre
opanowanie (wraz z koncentracją na przebiegu energii) możliwe jest
wyłącznie wtedy, gdy partnerzy współpracują, a wszelka
konfrontacja w jego trakcie świadczy o niezrozumieniu istoty
rzeczy. Właściwe ćwiczenie tego rodzaju wymaga także częstej
zmiany partnera, tak więc cała grupa musi być do siebie
odpowiednio nastawiona - zarówno nastawienie konfrontacyjne, jak i
sabotowanie wysiłków nielubianego partnera całkowicie uniemożliwia
mu jakikolwiek postęp.
Konieczne jest więc unikanie napięć w grupie i zachowywanie
sposobów postępowania, jakie nas w tej postawie utwierdzają.
W tradycyjnej szkole sztuk walki, zorganizowanej na tej samej
zasadzie, co dalekowschodnia rodzina, nie ma mowy o równych
stosunkach pomiędzy uczniami. Jeśli ze sobą współpracują, zawsze
jeden z nich jest starszy, a drugi młodszy, nawet jeśli pochodzą z
tego samego naboru. Dłuższy o jeden dzień kontakt ze sztuką
uprawnia do tego, by taką osobę, niezależnie od wieku, traktować
jako starszą. Inna postawa oznacza w konsekwencji, że sztuka walki
w naszej grupie nie jest znowu tak ważnym wyróżnikiem, skoro liczy
się np. spryt czy pieniądze. Jeśli tak, to właściwie dlaczego mamy
nazywać się szkołą walki, a nie np. klubem dyskusyjnym?
Skoro jednak sztuka jest wartością, która decyduje o pozycji, to
oddanie się jej i poświęcenie może do pewnego stopnia wyrównać
różnice, płynące długości czasu kontaktu z nią. W naturalny sposób
ćwiczący zwracają się o pomoc bądź do osób, które ćwiczą długo,
bądź ćwiczących krócej lecz intensywnie. W dziedzinie wewnętrznych
sztuk walki nie potrzebujemy pasów czy egzaminów, bo o osiągniętym
poziomie świadczy właśnie to. Jako że tai ji wymaga
akceptacji i wykorzystania naturalnie zachodzących procesów, nie
ma w tym nic złego.
Wiele złego natomiast wynika z tego, gdy ktoś na siłę chce zająć
takie stanowisko lub lansuje go lubiący go instruktor. Nie można
samemu ogłaszać się starszym lub zostać nim ogłoszonym. Także
mistrzem zostaje się wtedy, gdy zaczynają tak cię określać inni
mistrzowie.
Dlatego absolutnie nie jest wskazane, by bez pytania samemu
zgłaszać się z pomocą. Ktoś, kto bez prośby ze strony drugiej
osoby sam zaczyna ją poprawiać, po prostu uzurpuje sobie nad
innymi starszeństwo, dając dowód na to, jak bardzo cenna dla niego
jest własna osoba. Z tego względu nie nadaje się ani na ucznia,
ani na nauczyciela.
...wobec członków innych szkół
Z tego, co powiedziano powyżej wynika, że także poza szkołą, w
stosunku do przedstawicieli innych stylów nie należy narzucać się
z uwagami. Jeśli o pozycji człowieka w sztukach walki decyduje
jego kontakt z wiedzą, wypowiadanie się na temat stylu, którego
nie ćwiczymy, a więc którego nie znamy (bo zetknęliśmy się z
innym) może nas narazić na śmieszność, udowadniając innym że
uważamy się za eksperta w dziedzinie, której nawet nie poznaliśmy.
Większość technik danej szkoły stanowi całość i nawet to, co
niezgodne z zasadami naszej może być poprawne, gdyż skompensowane
stosowaniem innego rodzaju siły, postaw czy technik. Jeśli więc
nie zna się dobrze całego systemu, komentowanie pojedynczych
technik jest dowodem nadętej głupoty.
Może to poza tym sprowokować konflikt - nie tylko z osobą, której
trening komentujemy, lecz także między szkołami. Ponieważ
ważniejsza jest szkoła i jej interesy od naszych osobistych
ambicji, spowodowanie konfliktu jest najwyższym wyrazem
nielojalności wobec instruktora i grupy.
Natomiast są mistrzowie o tak wybitnej i uznanej przez innych
pozycji, że mogą sobie pozwolić na komentowanie i poprawianie
technik innych stylów - z reguły dlatego, że ich eksperci
pierwotnie sami zwracali się do nich po radę, jak rozwiązać jakiś
problem lub ulepszyć technikę. Przykładem takiej postaci jest
Wielki Mistrz
Chen Xiaowang, dający pokazy poprawiania technik
innych stylów. Jednak ktoś, w obecności kogo najstarsi nauczyciele
kung fu wstają, by zrobić mu miejsce pośrodku,
nie musi się obawiać zarzutów. Dopóki wobec was tak się nikt
nie zachowuje, nie powinniście go akurat w tym naśladować.
Dobre maniery
Ukłon - ponieważ odgrywa rolę rytuału, nie należy go
lekceważyć. Jak już wcześniej napisano, podkreśla on, że właśnie
zaczyna się (lub się kończy) coś ważnego, wymagającego skupienia
uwagi. Od europejskiego sposobu kłaniania się różni się tym, że
składa się przed sobą w różny sposób obydwie ręce, tak by było je
widać. Jeśli jedną ręką coś się podtrzymuje, drugą należy trzymać
blisko przy piersi. Wyciągnięcie jednej ręki przed siebie jest
nieuprzejme. Pierwotnie składano obie ręce wnętrzem do siebie (jak
do modlitwy w chrześcijaństwie). Podobno w XVII wieku weszło w
użycie złożenie otwartej i zgiętej dłoni ("księżyc") i pięści
("słońce"), co tworzyło razem ideogram "światło", będący nazwą
dynastii Ming (obalonej przez Mandżurów). Wydaje się, że jest to
raczej zwyczaj XVIII-XIX-wieczny, gdyż dopiero wtedy doszło do
wielkich powstań i ustawicznych walk z mandżurską (choć całkiem
zsinizowaną) dynastią Qing.
Obecnie poszczególne szkoły stosują różne wersje takiego ukłonu,
nadając mu jednak swoją symbolikę. W
World Chen Tai Ji Association
interpretuje się ten sposób złożenia dłoni jako związek jednostki
(kciuk) z innymi ludźmi (pozostałe palce), natomiast nakrywająca
pięść otwarta dłoń oznacza zasady sztuki walki, które regulują
stosunki między ludźmi (otwarta dłon oznacza sztuki wewnętrzne).
Ruch złożonych dłoni od serca na zewnątrz symbolizuje, że tę wiedzę
i zasady ofiarowujemy całemu światu.
Niezależnie od tego, w jaki sposób ukłon się wykonuje, pierwsza
kłania się osoba starsza i wyższa w hierarchii, gdyż do niej
należy inicjatywa w nawiązaniu kontaktu. Samowolne zwracanie się
do niej (nawet po to, by jej pomóc) oznacza ze strony młodszej
nadmierną pewność siebie i narzucanie się. Ukłon zobowiązuje do
nawiązania kontaktu, a więc jest formą przymusu wobec drugiej
osoby, czego chińska uprzejmość nie przewiduje. Natomiast jeśli
już starsza osoba się kłania, młodszej nie wypada pierwszej
zakończyć ukłonu.
Nie ma zwyczaju opuszczania twarzy. Należy patrzeć na osobę,
której się kłaniamy, ponieważ chodzi o nawiązanie kontaktu.
Legendy mówią, że wojownik nie może nikogo spuścić z oka, gdyż
zostałby natychmiast zaatakowany. Jest to prawda, gdyż kultura ta
nie zna zwyczaju wyzywania do walki. Atakuje się wtedy, gdy to
jest korzystne, a ten, kto da się zaskoczyć jest po prostu złym
fachowcem.
Wchodzi tu w grę też to, że uczeń nawiązuje kontakt z
nauczycielem po to, by się czegoś nauczyć. Nie może spuszczać
oczu, gdyż przeoczywszy coś ważnego okaże się nie warty tego, by
go uczyć.
Sposoby zwracania się do innych- w tradycyjnej szkole nie
ma osób równych rangą. Jeden jest starszy (dłużej w szkole, dłużej
ćwiczy styl, więcej umie) drugi młodszy, stąd nie rozpatrujemy
sposobu zwracania się do siebie dwóch równych osób. Zasadniczo
młodszy nie zwraca się pierwszy do starszego, lecz w wypadku sali
treningowej przyjmuje się, że samo to, że osoba bardziej
zaawansowana (tym bardziej instruktor) zjawiła się na niej
oznacza, że nie unika kontaktu. Należy więc pytać i prosić o
korektę.
Co więcej, jeżeli ktoś narzuca się z radami nieproszony, daje
znać, że nie nadaje się na instruktora. Po pierwsze jest
przekonany o własnej doskonałości i okazuje to, co w wypadku
tai ji nie jest zbyt mądre. Po drugie, jeśli ktoś
nie prosi o radę, jest widocznie zadowolony z tego, co robi,
a więc nie czuje potrzeby, by coś zmieniać. Korygowanie takich
osób jest daremnym trudem, gdyż nie są gotowe, by się uczyć,
a więc poprawiając je robimy to po to, by podkreślić własną
wartość, a nie dla nich. Nie jest to zgodne z duchem stylu,
który uczy, by nie zwracać uwagi na zewnętrzne pozory.
Inną sprawą jest tytuowanie. W polskich szkołach często zwraca się
do instruktora "mistrzu" lub "shifu",
co jest sporym nietaktem. Mistrzem jest bowiem ten, którego nazwą
tak inni mistrzowie, a nie osoby mniej od niego zaawansowane. Jeśli
ktoś toleruje taką tytulaturę bez należytych powodów, robi z siebie
błazna. To samo dotyczy też takich terminów, jak np. "zaawansowany
uczeń mistrza", co nic nie oznacza (jak bardzo zaawansowany?),
a sugeruje, że mamy do czynienia z "osobistym uczniem" (tzw.
"uczniem zamkniętych drzwi"), co wymaga przejścia
odpowiedniej ceremonii i długoletniej, bliskiej znajomości z mistrzem
(spędzania po parę miesięcy w roku w jego towarzystwie przez parę
lat). Wszelka taka nomenklatura ma znaczenie jedynie marketingowe
i nie nadaje się do użytku wewnątrzszkolnego.
Najlepiej więc zwracać się do kogoś, wymieniając funkcję, jaką pełni
(np. "instruktor" ew. "nauczyciel",
"uczeń" itp.) W tradycyjnych szkołach istniał zwyczaj
nazywania kogoś "starszy (młodszy) brat", "starsza
(młodsza) siostra", co chyba jest niepraktyczne, gdyż w naszej
kulturze prowadzi do nieporozumień. Poszczególne organizacje mają
własne stopnie instruktorskie i mistrzowskie, co jest jednak ich
wewnętrzną sprawą i tytulatura ta obowiązuje tylko w ich obrębie.
Hierarchia ta staje się ważna dopiero wtedy, gdy powstaje jedna,
oficjalna organizacja krajowa.
W związku z powyższym należy wyraźnie zaznaczyć, że nawet jeśli
ktoś ma taki stopień w jednej organizacji stylowej, nie powinien
używać go w innym stylu. Ktoś, kto jest mistrzem np. karate, jest
uczniem w tai ji czy xing yi dopóki
nie zostanie nazwany mistrzem przez mistrzów tych stylów (i odwrotnie).
O szacunku dla tradycji i rozsądku świadczy sposób obchodzenia
się z bronią treningową. Obecnie są to niegroźne przyrządy,
niewiele różniące się od kółek czy wstążek do gimnastyki
artystycznej. Jednak jeśli się je tak traktuje, to trening z nimi
nie odnosi właściwego skutku. Odpowiednie skupienie osiąga się,
zachowując się tak, jakby była to ostra i groźna broń.
Dlatego nie ma mowy o chwytaniu ostrza dłonią, niestarannym odkładaniu
broni tak, by mogła na coś upaść, przenoszeniu jej bez pochwy czy
pokrowca itd. Ten, kto zachowuje się inaczej, daje dowód swojej
nieuwagi i braku wyobraźni. Nigdy też nie zrozumie "ducha" broni i
cech charakterystycznych danej formy. Nie bez znaczenia jest też
to, że jeśli kiedyś przyjdzie nam ćwiczyć z ostrą i ciężką szablą
czy mieczem, dotychczasowe nawyki mogą spowodować wypadek.
Poruszanie się po sali wypełnionej ludźmi z bronią w ręku może się
skończyć nieumyślnym zrobieniem komuś krzywdy. Może do tego dojść
nawet wtedy, gdy jest to niegroźny przyrząd treningowy lub atrapa
z drewna. Dlatego nigdy nie należy zbliżać się do nikogo z ostrzem
skierowanym w jego stronę. Broń należy trzymać w ten sposób, w
jaki trzyma się ją, rozpoczynając wykonywanie formy, zwykle końcem
ostrza w górę.
W dawnych czasach wojownik musiał się liczyć z atakiem bez ostrzeżenia.
Gotowość ta była częścią jego zawodu. Dlatego zbliżanie się
do kogokolwiek z bronią trzymaną tak, by można było jej natychmiast
użyć mogło spowodować kontratak. Stąd zwyczaj chwytania jej
za rękojeść odwrotnie, ostrzem w górę. Utrudniało to natychmiastowe
jej użycie i do dziś świadczy o pokojowych intencjach.
Natomiast wskazanie kogoś ostrzem, choćby z daleka, jest sposobem
wyrażenia złych intencji wobec wskazanej osoby i na ogół obrazą
(Każdy, kto zobaczy skierowane w swą stronę ostrze musi się poczuć
głupio, więc jest to "dowcip" kiepskiego gatunku).
Tym bardziej ciężką obrazą jest podanie komukowiek broni ostrzem w
przód.
W chińskiej kulturze podanie komukolwiek czegokolwiek jedną
ręką jest dowodem wielkiego barbarzyństwa i większość mieszkańców
Kraju Środka widok ten zmraża. Tradycyjnie bowiem jedną ręką
podawał coś cesarz służącemu lub urzędnikowi niskiej rangi, ten
zaś - w dowód szacunku - odbierał coś dwoma rękami. Wyciągnięcie
jednej ręki w czyimś kierunku jest więc aroganckim sposobem
pokazania mu, że nam "do pięt nie dorasta". Tym bardziej, jeśli
trzyma się w niej broń. Jest to nie tylko wyrażeniem złej
intencji, lecz i lekceważenia. Broń podaje się więc rękojeścią do
przodu i dwoma rękami.
Nie podaje się też ręki na przywitanie. W środowiskach Chińczyków
żyjących w diasporze, którzy praktykują taki europejski sposób
powitania, jest zwyczaj podtrzymywania podawanej dłoni drugą, by
uniknąć arogancji tego gestu.
Nawyk zachowywania się tak na sali pozwala uniknąć potem obrazy
uczuć rdzennych Chińczyków, z których nie wszyscy przyzwyczajeni
są do europejskiej bezpośredniości; tym bardziej, że większość z
mieszkańców Dalekiego Wschodu żywi głębokie przekonanie, że
praktykowane przez nich zasady grzeczności mają znaczenie
ogólnoludzkie, a ich niezrozumienie przez białych jest po prostu
dowodem prowincjonalności i nieobycia (czego przecież nie mogą
powiedzieć wprost, gdyż zakazuje im tego ich etykieta).
Zachowanie poza salą
Należy zaznaczyć, że wszystkie te gesty i sposoby zachowania
powinno wykonywać się z taktem. Ostentacyjne stosowanie ukłonu
szkoły na ulicy lub przyjęciu w pracy wygląda raczej zabawnie, a
może nawet być wzięte za kpinę. Oznacza to też chęć narzucenia
komuś jego roli w miejscu, w którym odgrywa on inną i być może
wcale nie chce być idetyfikowany jako np. instruktor walki. Tak
więc najbezpieczniej przyjąć, że wszystkie wyżej opisane gesty
znajdują zastosowanie na sali treningowej i na spotkaniach
członków szkoły - ważna jest bowiem treść, nie forma, a dla osób
spoza towarzystwa tylko ta ostatnia jest dostępna.
Powróć na początek
Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,
e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir Śniegowski, Wykonanie strony: Tadeusz Jasienski