Zachowanie się
w szkole i podczas treningu

Porady | Ubiór w trakcie treningu | Zachowanie się w szkole i w trakcie treningu | Patenty instruktorskie


Powody

Wydawałoby się, że to, czy ktoś jest dobrym uczniem sztuki walki nie zależy od jego zachowania się, lecz zdolności i determinacji. Jednak we wszystkich szkołach uczestnicy zajęć poddani są dyscyplinie. Wymaga się od nich dostosowania do reguł, wyznaczonych przez tradycję. Istnieją trzy poważne powody, dla których jest to konieczne. Są to: potrzeba wyłonienia ludzi, potrzebnych szkole, potrzeba utwierdzenia się we właściwej postawie wobec nauczyciela, pomoc w osiągnięciu odpowiedniego stanu umysłu w czasie treningu.


Właściwi ludzie

Wiernemu tradycji mistrzowi nie zależy na tym, by mieć wielu studentów. W chińskiej kulturze przyjęcie ucznia oznacza wzięcie odpowiedzialności za to, co on - przy pomocy nabytej wiedzy – w przyszłości zrobi. W wypadku szkół walki jest to wręcz niebezpieczne, gdyż gdyby zbuntowany uczeń zaczął stosować przemoc dla własnej korzyści , nauczyciel musiałby ponieść konsekwencje, jeśli nie karne, to moralne.

Wątpliwym też jest twierdzenie, że świat byłby lepszy, gdyby każdy wiedział, jak pobić wrednego sąsiada. Poza tym uczniowie to w przyszłości instruktorzy, a tym samym zagrożenie dla dochodów obecnie działających nauczycieli stylu.

Celem istnienia szkoły nie jest więc maksymalne rozpowszechnienie, lecz znalezienie ludzi, którzy umożliwią przetrwanie wiedzy, reprezentowanej przez styl. Musi być ich wystarczająco wielu, by jakaś katastrofa czy zawirowanie polityczne nie przerwało trwania szkoły, lecz muszą oni spełniać określone wymagania:

  1. zachować w niezmienionej postaci zasady stylu;
  2. swoim postępowaniem nie narazić wzajemnego bezpieczeństwa, interesów czy prestiżu nauczyciela i starszych uczniów;
  3. poprzez wsparcie materialne i organizacyjne zapewnić nieprzerwane istnienie szkoły.

Wszystkie te punkty mogą spełnić tylko ci, dla których wiedza i szkoła ważniejsze są od osobistych ambicji i którzy udowodnią, że potrafią podporządkować się rzeczom większym od siebie.

Z tego względu wszystko jedno, jakich zasad postępowania wymagać się będzie od uczniów; ważne jest to, czy potrafią się do nich stosować, a więc czy uważają swoje chęci i poglądy za mniej ważne od interesów szkoły.

Jeśli sami dla siebie są najważniejsi, to niechętnie będą ulegać tradycjom, w przyszłości zaś najprawdopodobniej uważać będą własne pomysły za genialne, a więc lepsze od tych, które legły u podstaw stylu.

Będą też sądzić, że własne interesy są ważniejsze od interesów innych i w związku z tym stosować wiedzę i przemoc fizyczną, aby je zrealizować. Tym samym będą niebezpieczni dla otoczenia, a mistrza narażą na kompromitację.

Zamiast wspierać szkołę, dążyć będą do szybkiego uniezależnienia się, by zaspokoić swoje ambicje.

Na koniec warto zwrócić uwagę, że swobodne realizowanie własnych interesów, kłótnie i rywalizacje w środowisku ludzi, zajmujących się naszą dziedziną mają poważniejsze konsekwencje, niż w wypadku ludzi nieprzeszkolonych do walki. Ludzie, którzy nie potrafią się powstrzymać przed wewnętrzną rywalizacją są zagrożeniem dla grupy, gdyż tego typu sytuacje bardzo trudno potem opanować. Z tego względu ci, którzy nie podporządkowują się autorytetom i są "niesterowalni", niezależnie od swych zdolności i umiejętności będą dla szkoły zupełnie nieprzydatni.

Wnoszone przez uczniów składki w żadnym stopniu nie rekompensują tego, co zyskują poznając styl, gdyż uważa się (i słusznie), że wiedza jest bezcenna i nie może być opłacona pieniędzmi; są one tylko wsparciem, niezbędnym dla istnienia szkoły, lecz nie zwalniają zobowiązań ucznia wobec szkoły, nie można więc twierdzić, że każdy, kto wnosi opłaty, ma prawo się uczyć.

Korzystne jest więc możliwie wczesne odsianie niewłaściwych osób, zanim opanują wiedzę w stopniu, umożliwiającym zaszkodzenie szkole lub tylko zmarnują czas i energię nauczyciela. Najłatwiej zrobić to, obserwując, jak i czy ktoś podporządkowuje się zasadom.

Nie oznacza to, że dobry nauczyciel poszukuje uczniów bezkrytycznych i niesamodzielnych. Jeśli ktoś ma samodzielnie stawiać czoła przeciwnikom i stresom, musi umieć podejmować własne decyzje, bez wsparcia instruktora czy zespołu. Z tego powodu właściwe dla sekt (lecz nie szkół walki) uzależnienie ucznia od mistrza i grupy nie zdaje w tym wypadku egzaminu. Podporządkowanie musi wynikać nie z uzależnienia czy serwilizmu, lecz ze zrozumienia, że istnienie szkoły i stylu jest znacznie ważniejsze od pojedynczych, indywidualnych interesów. Godność człowieka polega i na tym, że potrafi takie ważne rzeczy dostrzec i uszanować.


Właściwa postawa

Drugim z powodów, dla których należy stosować zasady jest to, że jest to korzystne dla uczniów. Niestety, nie można nauczyć się sztuk walki dyskutując i wysuwając własne wnioski. Opanowanie prawidłowych technik możliwe jest wtedy, gdy względnie dokładnie naśladuje się ruchy nauczyciela i stosuje do jego wskazówek. Jeśli instruktor nie jest dla nas autorytetem i nie jesteśmy przekonani o słuszności założeń stylu, podporządkowanie takie jest trudne, co czasami uniemożliwia nauczenie się czegokolwiek.

Psychika ludzka skonstruowana jest w taki sposób, że to, co robimy, utwierdza nas w takich a nie innych postawach. Podporządkowując się zasadom, ograniczającym nasze postępowanie, zwiększamy swą dyspozycję do możliwie dokładnego wypełniania poleceń, stosowania się do wskazówek nauczyciela i wymogów grupy, a więc względnie szybkiego uczenia się.

I znów należy uniknąć przesady i utraty równowagi w stosunkach między ćwiczącymi. Instruktor jest autorytetem tylko i wyłącznie we własnej dziedzinie i tylko i wyłącznie dlatego, że akurat na sali nie ma nikogo lepszego - jeśli jest inaczej, nie przyszlibyśmy do niego. Prywatnie może być zwyczajnym człowiekiem, wobec którego nie obowiązuje jakieś specjalne postępowanie, lecz na sali, w tym miejscu i czasie kwestionowanie jego autorytetu nie służy ani nam samym, ani współćwiczącym.

Dyscyplinę należy zachować także ze względów bezpieczeństwa. Trening tai ji jest co prawda bardzo bezpieczny, a kontuzje zdarzają się rzadko, jednak chaos na zajęciach uniemożliwia instruktorowi kontrolowanie sytuacji, co doprowadza do wydarzeń czasem zupełnie nieprawdopodobnych; nie ma bowiem tak bezpiecznych warunków, w których ktoś wystarczająco nieuważny albo uparty nie potrafiłby sobie zrobić krzywdy. Stosując się do zasad postępowania narzucamy sobie pewną dyscyplinę i utwierdzamy się w niej, co znacząco poprawia bezpieczeństwo treningu.


Właściwy stan umysłu

Na koniec istnieje również i inny sposób, w jaki wykonywane przez nas gesty, postępowanie i ubiór wpływają na naszą psychikę.

Treningtai ji wymaga kontroli własnego ciała, a tym samym skupienia uwagi. Zbyt silne jej skupienie powoduje napięcie i stres. Często przytaczane przez Wielkiego Mistrza Chen Xiaowanga powiedzenie mówi, że podczas ćwiczeń "połowa umysłu powinna być skoncentrowana na tym, co się robi, a druga połowa odpoczywać". Jest to z początku dość trudne do osiągnięcia.

Pomaga nam w tym to, że wykonujemy ćwiczenia w określonym, wydzielonym od reszty czasie i miejscu. Samo znalezienie się w nim, jeśli do tego przywykliśmy, ułatwia wejście w pożądany stan umysłu. Podobnie wpływają na psychikę przestrzegane konsekwentnie określone zachowania, np. ukłon. Początkowy jest dla psychiki sygnałem, że zaczyna się coś, co wymaga skupienia uwagi; końcowy zaś pomaga rozluźnić się i wrócić do normalnego stanu umysłu (co zapobiega np. temu, by zbliżającego się do nas członka rodziny potraktować odruchowo jak partnera do ćwiczeń Pchających Dłoni).

I tu należy zrobić zastrzeżenie. Oddzielenie czasu i miejsca treningu nie może być absolutne. Korzyści z ćwiczeń odnosimy dopiero wtedy, gdy nawyki ruchowe i psychiczne zaczynają się przenosić na życie codzienne. Adept zaczyna je stosować odruchowo w sytuacjach, które tego wymagają, zarówno w samoobronie, jak i w razie zmęczenia czy stresu. Codzienne czynności, wykonywane w stanie rozluźnieniu i skupienia na "tu i teraz", charakterystycznym dlatai ji, sprawiają znacznie mniej kłopotu.

Jednak utrzymywanie cały czas dyspozycji do nauki i skupienia nie jest konieczne; przez 24 godziny na dobę byłoby to zapewne strasznie męczące i nie przynosiło żadnych postępów.


Zachowania

Tu należy zaznaczyć, że jako zwolennicy stylu wewnętrznego adepci tai ji nie przywiązują wagi do zewnętrznej dyscypliny i ujednolicenia gestów. Właściwe zachowanie się ma znaczenie jedynie wtedy, gdy jest wyrazem właściwej postawy, a nie wtedy, gdy wymusza się go groźbą kary. Jeśli bowiem od początku zastosujemy przymus, nigdy nie dowiemy się co ktoś zrobi, gdy nie będziemy go mogli pilnować. Zamiast zmuszać kogoś, by się podporządkował za wszelką cenę, lepiej uznać go po prostu za nieprzydatnego i odsunąć.

Nie chodzi nam także o jakieś konkretne zachowania. Wszystko, co zrobi uczeń, by wyrazić swoją właściwą postawę będzie lepsze, niż gesty narzucone przez szkołę i wykonywane ostentacyjnie. Jeśli więc poniżej będzie mowa o konkretnych, wynikających z tradycji zachowaniach, to wskazane one będą jako sposób narzucenia sobie samemu dyscypliny i wyrażenia szacunku wobec przeszłości; ale naprawdę ważna jest umiejętność podporządkowania się zbiorowości (także tej przeszłej), a nie obowiązkowe odklepywanie rytualnych gestów.


Obowiązki...

U podstaw tai ji quanu leży filozofia równowagi. Każdy wpływ ma dwa podmioty, bo jeśli wpływamy na kogoś, to i ten ktoś oddziałuje na nas. Związek, w którym tylko otrzymujemy, a nie dajemy, nie istnieje (i odwrotnie). Dlatego każdy, kto nam coś daje, ma prawo wymagać - inaczej nie zaistnieją między nami żadne stosunki, a wtedy nie będzie również żadnego wpływu. Nauczanie nie będzie możliwe. Stąd prawo nauczyciela do narzucania uczniom i instruktorom określonych obowiązków - przede wszystkim wobec poprzedników i tradycji (czyli szkoły), wobec instruktorów i starszych, wobec współćwiczących, a w końcu wobec reprezentantów innych szkół i osób z żadną sztuką walki nie związanych.


...wobec szkoły

Bez poprzedników niewiele byśmy znaczyli. Wiedza i styl muszą stosować się do nowych czasów, jednak w dziedzinie sztuk wewnętrznych nikt nie jest w stanie stworzyć samodzielnie czegoś na poziomie, jaki osiągnęły pokolenia mistrzów, cierpliwie sprawdzających swe pomysły w praktyce. Po prostu nikt tak długo nie żyje. Odnosi się to zarówno do teorii i technik, jak i do reguł postępowania. Wymagają one modyfikacji, ciągle powstaje coś nowego lecz radykalne zmiany byłyby bez sensu.

Jeden z mych pierwszych nauczycieli, Howard Choy mawiał, że to, co uprawiamy, to polskie tai ji, bo jesteśmy Polakami i jak Polacy ćwiczymy. Nie musimy na siłę zmieniać czegoś tylko po to, by było "nasze" lub "współczesne". Starając się być wiernymi tradycji, wystarczająco już ją zmieniamy.

Dlatego podstawowym obowiązkiem wobec szkoły jest możliwie pełne uchronienie jej wiedzy i reguł przed zapomnieniem. Drugim zaś zachowanie i wyrażanie szacunku wobec tych, dzięki którym możemy z nich korzystać.


...ucznia wobec instruktora

Jeśli ktoś podejmuje się naszego nauczania, robi to z jakichś powodów. Styl Chen to sztuka walki; rozpowszechniania jej nie można traktować jak misji. Świat nie będzie lepszy, jeśli wszyscy będą umieli walczyć. Czas, poświęcony na naukę innych lepiej zużytkować na trening własny; niekiedy też ciało podpowiada instruktorowi, że należałoby zostać w domu i pospać (są przecież różne dni...), zamiast iść na trening, w dodatku nie swój.

Pierwszym powodem, dla którego niektórzy się podejmują nauczania, jest obowiązek wobec własnych nauczycieli i poprzedników, którzy wybrali instruktora do funkcji podtrzymania wiedzy i pamięci o nich. Jeśli więc chcemy uczyć się, musimy instruktora przekonać, że my też się do takiej funkcji nadajemy (patrz wyżej tekst o dobieraniu właściwych ludzi).

Drugi powód, to fakt, że jeśli traktuje się bardzo poważnie zajmowanie się tai ji quanem, trzeba mieć wiele wolnego czasu. Uczniowie dostarczają mistrzowi środków utrzymania i wyręczają go w niektórych czynnościach organizacyjnych czy życiowych, dzięki czemu może być on coraz lepszy. Zaawansowani stają się też partnerami w treningu, np. san shou, których każdy potrzebuje. Wszystkie te aspekty można nazwać wsparciem.

Ostatnią z gratyfikacji, na którą można liczyć, jest szacunek, należny nie człowiekowi, lecz wiedzy, którą posiada. Jeśli nie szanujemy kogoś, kto wie więcej od nas, dajemy do zrozumienia, że jego wiadomości nie są wiele warte. Jeśli tak, to nie powinniśmy dążyć do ich opanowania...

Ktoś, kto nie chce lub nie może zapewnić: podtrzymania wiedzy i pamięci, wsparcia i szacunku nie powinien być zaskoczony, jeśli nikt nie będzie miał powodu, by go uczyć.

Należy jednak zgłosić zastrzeżenie, że nauczyciel nie powinien się uzależniać całkowicie od opłat i szacunku uczniów. Jeśli to nastąpi, utraci zdolność ich właściwej oceny i nie będzie mógł wywiązać się z obowiązku ich właściwego doboru - dla szkoły, nie dla siebie.

Poza tym, ktoś zależny całkowicie od składek czy hołdów swej grupy nie ma własnego poczucia wartości, a więc nie jest zdrowym człowiekiem; nie osiągnął więc wiele w zakresie tai ji.


...instruktora wobec szkoły i uczniów

Zgodnie ze wstępem do tego rozdziału, nie ma obowiązków ucznia bez obowiązków nauczyciela. Te ostatnie polegają przede wszystkim na tym, by nie przeszkadzać adeptom w nauce. Im więcej będzie robił instruktor, tym mniej będzie musiał zrobić uczeń, wyręczony w wysiłku. Tym samym nie będzie się angażował i nie zrobi postępów, bo przecież nawet najbardziej przejęty rolą instruktor nie może się niczego nauczyć za kogoś.

Instruktor jest natomiast żywym przykładem, że cele treningu po pierwsze - istnieją; po drugie - można je osiągnąć. I to tym bardziej, im bardziej jest zwykłym człowiekiem. Bez niego uczeń nie wiedziałby, gdzie się udać i w jaki sposób.

Z tego wynika podstawowy obowiązek nauczyciela: samemu być tak dobrym, jak to tylko w danych warunkach możliwe. I zawsze możliwie najlepiej demonstrować ćwiczenia uczniom.

Instruktor, który podkreśla swą nadzwyczajność (a więc "wielki mistrz" ;-)), nie spełnia swej roli, gdyż czujący się normalnym człowiekiem adept nie może mieć nadziei, że kiedykolwiek osiągnie to samo. Choć więc należy mu się szacunek i posłuszeństwo, to nie powinien z siebie robić świętego i "guru", gdyż nie z tego powodu jest lepszy, lecz dlatego, że dłużej ma do czynienia z wiedzą.


...wobec grupy

Wyżej napisałem, że każdy z uczniów Chen tai ji ma być samodzielny, a więc nie może zależeć od grupy. Tym bardziej, że trening ten wymaga systematycznego, codziennego wysiłku, który z natury rzeczy często jest ćwiczeniem indywidualnym (obecnie niemożliwe jest uczęszczanie na codzienne treningi - w końcu życie ma swoje prawa).

Stwierdzenie to nie jest jednak całą prawdą. Zwłaszcza na początku nikt bez dopingu ze strony współćwiczących nie jest się w stanie zmusić do tak intensywnego wysiłku, by zrobić zauważalne postępy. Mało kogo też stać na lekcje indywidualne. Skoro tak, to nauka musi odbywać się grupowo, gdyż tylko razem uczniowie mogą zapewnić sobie warunki do pracy (choćby wynajęcie sali i wsparcie instruktora). To z kolei jest powodem, dla którego raczej nie da się opanować tai ji bez gotowości do współpracy z grupą i dostosowania się do jej wymagań.

Na dłuższą metę więc indywidualizm nie popłaca. Ktoś, kto usiłuje dominować nad współtowarzyszami, udowadniając swój "większy" niż kolegów poziom wiedzy czy zdolności, lub ktoś, kto chce ściągnąć całą uwagę instruktora na siebie na pewno nie zyska sympatii otoczenia, a więc i nie będzie mógł liczyć na jego współpracę. Grupa nie zechce wziąć pod uwagę jego potrzeb (większych, czy mniejszych niż ogółu), co zmusi instruktora, by go zignorował - inaczej grupa się rozpadnie i nikt nie będzie mógł zdobyć wiedzy ani jej przekazać.

Na przykład trening tui shou (Pchających Dłoni) nie jest możliwy bez współpracy ze strony współćwiczących. Jego dobre opanowanie (wraz z koncentracją na przebiegu energii) możliwe jest wyłącznie wtedy, gdy partnerzy współpracują, a wszelka konfrontacja w jego trakcie świadczy o niezrozumieniu istoty rzeczy. Właściwe ćwiczenie tego rodzaju wymaga także częstej zmiany partnera, tak więc cała grupa musi być do siebie odpowiednio nastawiona - zarówno nastawienie konfrontacyjne, jak i sabotowanie wysiłków nielubianego partnera całkowicie uniemożliwia mu jakikolwiek postęp.

Konieczne jest więc unikanie napięć w grupie i zachowywanie sposobów postępowania, jakie nas w tej postawie utwierdzają. W tradycyjnej szkole sztuk walki, zorganizowanej na tej samej zasadzie, co dalekowschodnia rodzina, nie ma mowy o równych stosunkach pomiędzy uczniami. Jeśli ze sobą współpracują, zawsze jeden z nich jest starszy, a drugi młodszy, nawet jeśli pochodzą z tego samego naboru. Dłuższy o jeden dzień kontakt ze sztuką uprawnia do tego, by taką osobę, niezależnie od wieku, traktować jako starszą. Inna postawa oznacza w konsekwencji, że sztuka walki w naszej grupie nie jest znowu tak ważnym wyróżnikiem, skoro liczy się np. spryt czy pieniądze. Jeśli tak, to właściwie dlaczego mamy nazywać się szkołą walki, a nie np. klubem dyskusyjnym?

Skoro jednak sztuka jest wartością, która decyduje o pozycji, to oddanie się jej i poświęcenie może do pewnego stopnia wyrównać różnice, płynące długości czasu kontaktu z nią. W naturalny sposób ćwiczący zwracają się o pomoc bądź do osób, które ćwiczą długo, bądź ćwiczących krócej lecz intensywnie. W dziedzinie wewnętrznych sztuk walki nie potrzebujemy pasów czy egzaminów, bo o osiągniętym poziomie świadczy właśnie to. Jako że tai ji wymaga akceptacji i wykorzystania naturalnie zachodzących procesów, nie ma w tym nic złego.

Wiele złego natomiast wynika z tego, gdy ktoś na siłę chce zająć takie stanowisko lub lansuje go lubiący go instruktor. Nie można samemu ogłaszać się starszym lub zostać nim ogłoszonym. Także mistrzem zostaje się wtedy, gdy zaczynają tak cię określać inni mistrzowie.

Dlatego absolutnie nie jest wskazane, by bez pytania samemu zgłaszać się z pomocą. Ktoś, kto bez prośby ze strony drugiej osoby sam zaczyna ją poprawiać, po prostu uzurpuje sobie nad innymi starszeństwo, dając dowód na to, jak bardzo cenna dla niego jest własna osoba. Z tego względu nie nadaje się ani na ucznia, ani na nauczyciela.


...wobec członków innych szkół

Z tego, co powiedziano powyżej wynika, że także poza szkołą, w stosunku do przedstawicieli innych stylów nie należy narzucać się z uwagami. Jeśli o pozycji człowieka w sztukach walki decyduje jego kontakt z wiedzą, wypowiadanie się na temat stylu, którego nie ćwiczymy, a więc którego nie znamy (bo zetknęliśmy się z innym) może nas narazić na śmieszność, udowadniając innym że uważamy się za eksperta w dziedzinie, której nawet nie poznaliśmy. Większość technik danej szkoły stanowi całość i nawet to, co niezgodne z zasadami naszej może być poprawne, gdyż skompensowane stosowaniem innego rodzaju siły, postaw czy technik. Jeśli więc nie zna się dobrze całego systemu, komentowanie pojedynczych technik jest dowodem nadętej głupoty.

Może to poza tym sprowokować konflikt - nie tylko z osobą, której trening komentujemy, lecz także między szkołami. Ponieważ ważniejsza jest szkoła i jej interesy od naszych osobistych ambicji, spowodowanie konfliktu jest najwyższym wyrazem nielojalności wobec instruktora i grupy.

Natomiast są mistrzowie o tak wybitnej i uznanej przez innych pozycji, że mogą sobie pozwolić na komentowanie i poprawianie technik innych stylów - z reguły dlatego, że ich eksperci pierwotnie sami zwracali się do nich po radę, jak rozwiązać jakiś problem lub ulepszyć technikę. Przykładem takiej postaci jest Wielki Mistrz Chen Xiaowang, dający pokazy poprawiania technik innych stylów. Jednak ktoś, w obecności kogo najstarsi nauczyciele kung fu wstają, by zrobić mu miejsce pośrodku, nie musi się obawiać zarzutów. Dopóki wobec was tak się nikt nie zachowuje, nie powinniście go akurat w tym naśladować.


Dobre maniery

Ukłon - ponieważ odgrywa rolę rytuału, nie należy go lekceważyć. Jak już wcześniej napisano, podkreśla on, że właśnie zaczyna się (lub się kończy) coś ważnego, wymagającego skupienia uwagi. Od europejskiego sposobu kłaniania się różni się tym, że składa się przed sobą w różny sposób obydwie ręce, tak by było je widać. Jeśli jedną ręką coś się podtrzymuje, drugą należy trzymać blisko przy piersi. Wyciągnięcie jednej ręki przed siebie jest nieuprzejme. Pierwotnie składano obie ręce wnętrzem do siebie (jak do modlitwy w chrześcijaństwie). Podobno w XVII wieku weszło w użycie złożenie otwartej i zgiętej dłoni ("księżyc") i pięści ("słońce"), co tworzyło razem ideogram "światło", będący nazwą dynastii Ming (obalonej przez Mandżurów). Wydaje się, że jest to raczej zwyczaj XVIII-XIX-wieczny, gdyż dopiero wtedy doszło do wielkich powstań i ustawicznych walk z mandżurską (choć całkiem zsinizowaną) dynastią Qing.

Obecnie poszczególne szkoły stosują różne wersje takiego ukłonu, nadając mu jednak swoją symbolikę. W World Chen Tai Ji Association interpretuje się ten sposób złożenia dłoni jako związek jednostki (kciuk) z innymi ludźmi (pozostałe palce), natomiast nakrywająca pięść otwarta dłoń oznacza zasady sztuki walki, które regulują stosunki między ludźmi (otwarta dłon oznacza sztuki wewnętrzne). Ruch złożonych dłoni od serca na zewnątrz symbolizuje, że tę wiedzę i zasady ofiarowujemy całemu światu.

Niezależnie od tego, w jaki sposób ukłon się wykonuje, pierwsza kłania się osoba starsza i wyższa w hierarchii, gdyż do niej należy inicjatywa w nawiązaniu kontaktu. Samowolne zwracanie się do niej (nawet po to, by jej pomóc) oznacza ze strony młodszej nadmierną pewność siebie i narzucanie się. Ukłon zobowiązuje do nawiązania kontaktu, a więc jest formą przymusu wobec drugiej osoby, czego chińska uprzejmość nie przewiduje. Natomiast jeśli już starsza osoba się kłania, młodszej nie wypada pierwszej zakończyć ukłonu.

Nie ma zwyczaju opuszczania twarzy. Należy patrzeć na osobę, której się kłaniamy, ponieważ chodzi o nawiązanie kontaktu. Legendy mówią, że wojownik nie może nikogo spuścić z oka, gdyż zostałby natychmiast zaatakowany. Jest to prawda, gdyż kultura ta nie zna zwyczaju wyzywania do walki. Atakuje się wtedy, gdy to jest korzystne, a ten, kto da się zaskoczyć jest po prostu złym fachowcem.

Wchodzi tu w grę też to, że uczeń nawiązuje kontakt z nauczycielem po to, by się czegoś nauczyć. Nie może spuszczać oczu, gdyż przeoczywszy coś ważnego okaże się nie warty tego, by go uczyć.

Sposoby zwracania się do innych- w tradycyjnej szkole nie ma osób równych rangą. Jeden jest starszy (dłużej w szkole, dłużej ćwiczy styl, więcej umie) drugi młodszy, stąd nie rozpatrujemy sposobu zwracania się do siebie dwóch równych osób. Zasadniczo młodszy nie zwraca się pierwszy do starszego, lecz w wypadku sali treningowej przyjmuje się, że samo to, że osoba bardziej zaawansowana (tym bardziej instruktor) zjawiła się na niej oznacza, że nie unika kontaktu. Należy więc pytać i prosić o korektę.

Co więcej, jeżeli ktoś narzuca się z radami nieproszony, daje znać, że nie nadaje się na instruktora. Po pierwsze jest przekonany o własnej doskonałości i okazuje to, co w wypadku tai ji nie jest zbyt mądre. Po drugie, jeśli ktoś nie prosi o radę, jest widocznie zadowolony z tego, co robi, a więc nie czuje potrzeby, by coś zmieniać. Korygowanie takich osób jest daremnym trudem, gdyż nie są gotowe, by się uczyć, a więc poprawiając je robimy to po to, by podkreślić własną wartość, a nie dla nich. Nie jest to zgodne z duchem stylu, który uczy, by nie zwracać uwagi na zewnętrzne pozory.

Inną sprawą jest tytuowanie. W polskich szkołach często zwraca się do instruktora "mistrzu" lub "shifu", co jest sporym nietaktem. Mistrzem jest bowiem ten, którego nazwą tak inni mistrzowie, a nie osoby mniej od niego zaawansowane. Jeśli ktoś toleruje taką tytulaturę bez należytych powodów, robi z siebie błazna. To samo dotyczy też takich terminów, jak np. "zaawansowany uczeń mistrza", co nic nie oznacza (jak bardzo zaawansowany?), a sugeruje, że mamy do czynienia z "osobistym uczniem" (tzw. "uczniem zamkniętych drzwi"), co wymaga przejścia odpowiedniej ceremonii i długoletniej, bliskiej znajomości z mistrzem (spędzania po parę miesięcy w roku w jego towarzystwie przez parę lat). Wszelka taka nomenklatura ma znaczenie jedynie marketingowe i nie nadaje się do użytku wewnątrzszkolnego.

Najlepiej więc zwracać się do kogoś, wymieniając funkcję, jaką pełni (np. "instruktor" ew. "nauczyciel", "uczeń" itp.) W tradycyjnych szkołach istniał zwyczaj nazywania kogoś "starszy (młodszy) brat", "starsza (młodsza) siostra", co chyba jest niepraktyczne, gdyż w naszej kulturze prowadzi do nieporozumień. Poszczególne organizacje mają własne stopnie instruktorskie i mistrzowskie, co jest jednak ich wewnętrzną sprawą i tytulatura ta obowiązuje tylko w ich obrębie. Hierarchia ta staje się ważna dopiero wtedy, gdy powstaje jedna, oficjalna organizacja krajowa.

W związku z powyższym należy wyraźnie zaznaczyć, że nawet jeśli ktoś ma taki stopień w jednej organizacji stylowej, nie powinien używać go w innym stylu. Ktoś, kto jest mistrzem np. karate, jest uczniem w tai ji czy xing yi dopóki nie zostanie nazwany mistrzem przez mistrzów tych stylów (i odwrotnie).

O szacunku dla tradycji i rozsądku świadczy sposób obchodzenia się z bronią treningową. Obecnie są to niegroźne przyrządy, niewiele różniące się od kółek czy wstążek do gimnastyki artystycznej. Jednak jeśli się je tak traktuje, to trening z nimi nie odnosi właściwego skutku. Odpowiednie skupienie osiąga się, zachowując się tak, jakby była to ostra i groźna broń.

Dlatego nie ma mowy o chwytaniu ostrza dłonią, niestarannym odkładaniu broni tak, by mogła na coś upaść, przenoszeniu jej bez pochwy czy pokrowca itd. Ten, kto zachowuje się inaczej, daje dowód swojej nieuwagi i braku wyobraźni. Nigdy też nie zrozumie "ducha" broni i cech charakterystycznych danej formy. Nie bez znaczenia jest też to, że jeśli kiedyś przyjdzie nam ćwiczyć z ostrą i ciężką szablą czy mieczem, dotychczasowe nawyki mogą spowodować wypadek.

Poruszanie się po sali wypełnionej ludźmi z bronią w ręku może się skończyć nieumyślnym zrobieniem komuś krzywdy. Może do tego dojść nawet wtedy, gdy jest to niegroźny przyrząd treningowy lub atrapa z drewna. Dlatego nigdy nie należy zbliżać się do nikogo z ostrzem skierowanym w jego stronę. Broń należy trzymać w ten sposób, w jaki trzyma się ją, rozpoczynając wykonywanie formy, zwykle końcem ostrza w górę.

W dawnych czasach wojownik musiał się liczyć z atakiem bez ostrzeżenia. Gotowość ta była częścią jego zawodu. Dlatego zbliżanie się do kogokolwiek z bronią trzymaną tak, by można było jej natychmiast użyć mogło spowodować kontratak. Stąd zwyczaj chwytania jej za rękojeść odwrotnie, ostrzem w górę. Utrudniało to natychmiastowe jej użycie i do dziś świadczy o pokojowych intencjach.

Natomiast wskazanie kogoś ostrzem, choćby z daleka, jest sposobem wyrażenia złych intencji wobec wskazanej osoby i na ogół obrazą (Każdy, kto zobaczy skierowane w swą stronę ostrze musi się poczuć głupio, więc jest to "dowcip" kiepskiego gatunku). Tym bardziej ciężką obrazą jest podanie komukowiek broni ostrzem w przód.

W chińskiej kulturze podanie komukolwiek czegokolwiek jedną ręką jest dowodem wielkiego barbarzyństwa i większość mieszkańców Kraju Środka widok ten zmraża. Tradycyjnie bowiem jedną ręką podawał coś cesarz służącemu lub urzędnikowi niskiej rangi, ten zaś - w dowód szacunku - odbierał coś dwoma rękami. Wyciągnięcie jednej ręki w czyimś kierunku jest więc aroganckim sposobem pokazania mu, że nam "do pięt nie dorasta". Tym bardziej, jeśli trzyma się w niej broń. Jest to nie tylko wyrażeniem złej intencji, lecz i lekceważenia. Broń podaje się więc rękojeścią do przodu i dwoma rękami.

Nie podaje się też ręki na przywitanie. W środowiskach Chińczyków żyjących w diasporze, którzy praktykują taki europejski sposób powitania, jest zwyczaj podtrzymywania podawanej dłoni drugą, by uniknąć arogancji tego gestu.

Nawyk zachowywania się tak na sali pozwala uniknąć potem obrazy uczuć rdzennych Chińczyków, z których nie wszyscy przyzwyczajeni są do europejskiej bezpośredniości; tym bardziej, że większość z mieszkańców Dalekiego Wschodu żywi głębokie przekonanie, że praktykowane przez nich zasady grzeczności mają znaczenie ogólnoludzkie, a ich niezrozumienie przez białych jest po prostu dowodem prowincjonalności i nieobycia (czego przecież nie mogą powiedzieć wprost, gdyż zakazuje im tego ich etykieta).


Zachowanie poza salą

Należy zaznaczyć, że wszystkie te gesty i sposoby zachowania powinno wykonywać się z taktem. Ostentacyjne stosowanie ukłonu szkoły na ulicy lub przyjęciu w pracy wygląda raczej zabawnie, a może nawet być wzięte za kpinę. Oznacza to też chęć narzucenia komuś jego roli w miejscu, w którym odgrywa on inną i być może wcale nie chce być idetyfikowany jako np. instruktor walki. Tak więc najbezpieczniej przyjąć, że wszystkie wyżej opisane gesty znajdują zastosowanie na sali treningowej i na spotkaniach członków szkoły - ważna jest bowiem treść, nie forma, a dla osób spoza towarzystwa tylko ta ostatnia jest dostępna.

Powróć na początek


Porady | Ubiór w trakcie treningu | Zachowanie się w szkole i w trakcie treningu | Patenty instruktorskie


Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Taiji Quan
Oficjalna strona Towarzystwa: www.chen.org.pl,  e-mail: chen@chen.org.pl
Treść: Jaromir ŚniegowskiWykonanie stronyTadeusz Jasienski