Fragment książki
Zhang zhuang - Stanie jak Słup
Ćwiczenie zhan zhuang służy przywróceniu naszego właściwego,
naturalnego stanu. Uczymy się, jak osiągać jedność w aspekcie
mentalnym, fizycznym i energetycznym. Charakteryzuje go stan
wuji.
Zaczynamy od uspokojenia ciała i ducha. Stoimy wyprostowani na
złączonych stopach. Wierzchołek głowy, uszy, barki, biodra i kostki
powinny znajdować się jednej linii. Ciało rozluźnia się od góry do
dołu i utrzymuje swą pozycję luźno, w naturalny sposób. Język ma
przylegać do podniebienia. Dla uspokojenia umysłu powinniśmy
nasłuchiwać, co dzieje się w punkcie, który wyobrażamy sobie z tyłu -
odciąga to naszą uwagę od tego, co przed nami. Energia podąża za uwagą
i spływa po kręgosłupie. Umysł staje się pusty i odprężony. Także we
wnętrzu tułowia czujemy linię, jakby "nić" na której zawieszamy ciało.
Utrzymuje je ona w całości (1). Kiedy osiągnęliśmy ten stan,
"zatapiamy" ciało. Zginamy trochę kolana, by jeszcze bardziej odprężyć
się i otworzyć kanały energetyczne. Powstaje przyjemne uczucie (2).
Kiedy już jesteśmy spokojni, odprężeni, a ciało jest lekko zatopione,
możemy przenieść ciężar na prawą nogę i podnieść lewą piętę bez
tracenia równowagi. Dzięki temu wykonujemy krok w bok bez zachwiania,
na szerokość barków. Stawiamy najpierw palce, potem całą stopę,
równolegle do stopy prawej (4). Ciężar rozkładamy równomiernie na obie
nogi. Stoimy teraz w pozycji przygotowawczej, jesteśmy spokojni i
swobodni. Spełnione zostały wszystkie warunki, by umożliwić korektę
postawy ciała (5).
Jakby zawieszeni za wierzchołek głowy: ciężar ciała opada w dół. Nasz
punkt wierzchołka głowy (baihui) jest najwyżej położonym
miejscem naszego ciała, od którego możemy go "uwalniać". Rozluźniamy
je od góry do dołu. W ten sposób punkt ciężkości może przemieścić się
w dół.
Rozluźnienie kręgosłupa: ćwiczący koncentruje się na
poszczególnych kręgach i próbuje od góry w dół rozluźnić, roztopić ten
obszar. Kręgosłup uzyskuje w ten sposób swoją naturalną formę i staje
się przepuszczalny dla energii.
Pustka w okolicach piersi: ćwiczący rozluźnia klatkę piersiową,
nie pozwala jednak, by się zapadła. W ten sposób piersi uwalniają się,
stają się - jak to się mówi - "puste", a energia może spłynąć w dół.
Jednocześnie z rozluźnieniem kręgosłupa górna część ciała uzyskuje
swoją naturalnie wyprostowaną formę, kong xiong ba bei.
Rozluźnienie barków i bioder: ćwiczący koncentruje się na okolicy
barków, rozluźnia ją i próbuje wczuwać się w ten obszar, by móc
kontynuować proces uwalniania. To "uwalnianie" dotyczy wszystkich
rodzajów odprężenia w taijiquan. Ciężar i energia opadają w odczuwalny
sposób w dół. (Należy zauważyć, że zjawiska, zachodzące w trakcie
naszego treningu wymagają pewnego czasu). W podobny sposób uwalniamy
okolicę bioder i dolną część pleców, a także punkt mingmen, talię,
miednicę i podbrzusze. Dzięki uwolnieniu także i ten obszar staje się
otwarty i przewodzący siły. Energia może płynąć do nóg i stóp, a także
łączyć się w górnej i dolnej części ciała. Jeśli biodra zostaną
zablokowane, to połączenie pomiędzy górną częścią ciała i nogami
będzie słabe, ciało nie będzie tworzyć jedności. Wiele problemów z
tuishou ma swoje przyczyny w ustawieniu bioder. Umiejscowione
są tam ważne życiowo funkcje i centrum naszej seksualności. Poprzez
otwarcie tego obszaru wydatnie polepsza się wymiana substancji
odżywczych, cyrkulacja krwi oraz energii, co wzmacnia znajdujące się
tam organy. Jeśli okolice barków i bioder zostaną otwarte, oba mogą
zostać włączone w przepływ sił. Oznacza to, że barki i biodra
przyciągają się nawzajem, lub że podążają w swoim kierunku. Zakłada
to, że górna część ciała jest wyprostowana w sposób naturalny, klatka
piersiowa i kręgosłup są rozluźnione i przewodzą energię, a barki i
biodra otwierają się. Próbujemy łączyć energie tych obszarów i zgrać
je. Może pojawić się odczucie podobne nieco do namagnesowania.
Zjawisko to da się porównać do mgieł, wznoszących się i opadających
miedzy tymi punktami, jak w górach. Górna część ciała jednoczy się,
wytwarza się poczucie połączenia.
Rozluźnienie łokci i kolan: tak jak barki, próbujemy rozluźnić,
odprężyć okolice łokci. Na początku może być to nieco trudniejsze niż
w poprzednim przypadku, z biegiem czasu powstaje jednak ten sam efekt.
Stawy stają się przepuszczalne, uczymy się jak podtrzymywać ten stan w
obszarach granicznych. Dzięki temu zastosowane przez oponenta dźwignie
tracą skuteczność, szybciej goją się obrażenia, wywołane uderzeniami.
Jeszcze dłużej ćwiczyć trzeba, by doprowadzić do tego stanu stawy
kolanowe. Musimy dokładnie zrozumieć, co określamy słowem
"rozluźnienie" w taijiquan. Nogi dźwigają ciało. Ćwiczący
próbuje się rozluźnić, ale oczywiście nadal stać. Ciało zaczyna
stopniowo utrzymywać się dzięki własnej strukturze, muskulatura może
się rozluźnić w większym stopniu. Oznacza to, że ciało otwiera się i
przepuszcza energię. Na koniec tworzymy połączenie pomiędzy łokciami i
kolanami. Punkty te przyciągają się nawzajem, obieg energii między
nimi zostaje zamknięty.
Rozluźnienie dłoni i stóp: mamy tu na myśli cały obszar od
przegubu do czubków palców i od kostki do palców nóg. Najpierw
rozluźniamy dłonie, potem stopy. Punkty środkowe powierzchni dłoni
(laogong) i podbicia stopy (yongquan) mogą otwierać się
niezależnie od siebie. Zazwyczaj nie jest to konieczne, gdyż zachodzi
to automatycznie w skutek rozluźniania się. Następnie ręce i stopy
jakby przyciągają się.
Kiedy wytworzyliśmy takie połączenie między barkami i biodrami,
łokciami i kolanami, dłońmi i stopami, zaczynamy odczuwać zwartość,
jedność całego ciała. Warunkiem tego - rzecz jasna - jest, by
kręgosłup był wyprostowany i przewodził energię, a klatka piersiowa
pozostawała pusta. Na zakończenie ćwiczenia można to raz jeszcze
sprawdzić i powtórzyć.
Połączenie barków z biodrami, łokci z kolanami, dłoni ze stopami
nazywane jest wai san he "trzy zewnętrzne połączenia". Dzięki nim
ciało zostaje jakby zamknięte w sobie. Uzyskuje stabilność. I jeśli
"jedwabne nici" tego połączenia nie zostaną zerwane i "struktura
nie zostanie złamana", to utrzymamy swoje centrum także podczas działania
wielkiej siły zewnętrznej. Celem treningu jest wytworzenie tych
"jedwabnych nici" i wzmacnianie ich, aż staną się nierozerwalne. Jednak
wai san he nie odnosi się tylko do tych trzech istotnych
obszarów. Kiedy uczeń jest zaawansowany, zauważy, że każdy jego punkt
ma związek z jakimś innym punktem, położonym gdzie indziej. Musi się z
nim połączyć, by ciało zyskało stabilność. Jeśli uda mi się połączyć
niezliczone punkty ciała z ich odpowiednikami, to można sobie
wyobrazić, jak stabilne się ono stanie. Na poziomie mistrzowskim w
tuishou pcham nie tylko dłonią czy łokciem. Pcha całe ciało.
Każdy atakujący punkt znajduje swój odpowiednik, łączy się z nim i
wtedy pchają razem.
Przykładowo: zostałem schwytany za ramię i chcę odepchnąć przeciwnika.
Nie da się tego zrobić tylko przy pomocy ręki. Mogę jednak poprzeć jej
ruch ruchem wszystkich części ciała. Jeszcze lepiej będzie, kiedy
odpowiednik tego przedramienia (w tym przypadku będzie to udo),
połączone z nim i kierowane przez dantian będzie pchać razem z
całym ciałem. W końcu wszystkie punkty zostały połączone ze swoimi
odpowiednikami i są kontrolowane przez centrum. W ten sposób ciało
zostaje "zamknięte w sobie" i podczas ruchu działa jako całość. Teraz
mogę "wypełnić" (yang) każdy punkt i jego odpowiednik. Do tego
potrzebuję odpowiadających tym punktom części ciała yin, z
którymi muszę je połączyć. W ten sposób np. w czasie tuishou
uwalniam się z dźwigni założonej w jednym miejscu poprzez rozluźnienie
w innym. Mogę też leczyć obszary dotknięte chorobą przez zabiegi na
ich odpowiednikach.
Jeśli utracę kontrolę nad moim centrum, to dantian nie będzie
już punktem ciężkości mojego ciała. Tracę wówczas najpoważniejsze
źródło swej siły. Muszę teraz ustawić ciało zgodnie z wymogami nowego,
gorszego stanu. Oznacza to konieczność zdefiniowania na nowo
wszystkich punktów ciała oraz ich odpowiedników. Tak, jak wymaga tego
nowa sytuacja. Da się przecież w słabszej pozycji osiągnąć tyle, ile
można. Mam szansę zwyciężyć kogoś, kto nie zna takich subtelnych
możliwości.
W wypadku działań terapeutycznych punkt wyjścia jest taki sam. Jeśli
ciało nie pozostaje w swoim centrum, czy z powodu jakiejś choroby, czy
jakichkolwiek nieprawidłowości, to mogę albo spróbować je znowu
doprowadzić do właściwego stanu poprzez odpowiednie połączenie
rozdzielonych punktów, lub na nowo zdefiniować centrum w zależności od
tego stanu.
Przykładem niech będzie za długa noga. Jeśli powodem są
zniekształcenia stawów biodrowych lub miednicy, mogę skorygować
pozycję wszystkich punktów wobec dantian, a ciało powróci do
prawidłowej postawy. Jeśli jednak noga jest rzeczywiście dłuższa od
drugiej, to wszystkie części ciała ulegają przesunięciu. Muszę
zdecydować, jaki stan będzie naturalny i skorygować położenie
wszystkich punktów i ich odpowiedników w odniesieniu do tego "nowego"
środka ciała. Centrum energetycznym jest nadal dantian, ale
cała konstelacja jest nowa. Ta domniemana słabość zostaje
przekształcona w największą siłę. Do tego potrzebne jest jednak
głębokie zrozumienie i dokładne "widzenie" stanu ciała i możliwości
jego nowego określenia.
Przegląd wai san he raz jeszcze:
- Jian yu kua he - łopatki i biodra łączą się
- Zhou yu xi he - łokcie i kolana łączą się
- Shou yu zu he - dłonie i stopy łączą się
Jeśli zastosowaliśmy pięć opisanych wyżej wskazówek, dantian
może się rozluźnić i napełnić energią. Całe ciało również rozluźnia
się i prostuje w naturalny sposób. Wszystkie kanały energii są
otwarte, energia zbiera się w dantian i rozprzestrzenia
równomiernie po całym ciele. Umysł jest spokojny i odprężony, powstaje
jedność między nim a ciałem. Nasza uwaga koncentruje się na centrum
energetycznym i stopniowo ogarnia równomiernie całe ciało. Osiągamy
nasz stan wuji.
Teraz spełnione zostały warunki, by zacząć właściwe ćwiczenie Stania
jak Słup. Stojąc w postawie przygotowawczej z wolna podnosimy ramiona,
korygując przy tym ciało i utrzymując stan rozluźnienia. Utrzymujemy
nasz stan wuji. Nie powinniśmy trzymać ramion powyżej barków.
Dobra pozycja ciała i rąk wykształca się przez lata treningu, tworzy
podstawę osiąganego dalej poziomu. Nie można więcej napisać w książce.
Każda poprawa pozycji jest kwestią indywidualną, różni też się
zależnie od poziomu zaawansowania. Książka nigdy nie zastąpi
nauczyciela. Korekty nie wynikają z ustalonego raz na zawsze wzorca,
lecz są indywidualnie zróżnicowane. Wymagają interwencji czującego
problem nauczyciela/nauczycielki. Ich bezpośrednim zadaniem jest
połączenie energii ciała i wysubtelnienie tego procesu. Im więcej mogę
złączyć w ciele, im precyzyjniej go poprawiam, tym więcej energii mogę
uwolnić i wykorzystać dla swojego zdrowia, samoobrony i wielu innych
spraw. Nie wystarczy proste naśladowanie pozycji i wieloletnia wiara,
że coś się zdarzy. Potrzebne korektury są zbyt złożone.
W tej pozycji stoimy najpierw pięć minut, potem nawet pół godziny albo
dłużej. Na początku może wydawać się Wam trudne uspokojenie umysłu i
ciała. Ciężko wtedy znaleźć w sobie ochotę, by stać tak długo. Może
trochę boleć. To całkiem naturalne i zniknie z upływem czasu.
Wszystko, co nieprzyjemne przejdzie wraz z osiągnięciem uczucia
spokoju, ciepła, bezpieczeństwa i właśnie owej jedności, zwartości
ciała i umysłu. Im bardziej poprawiamy postawę, tym bardziej zbliżamy
się do tego stanu. Do długości ćwiczeń należy podchodzić elastycznie.
Ważniejsza od niej jest ich poprawność. Bez niej można ćwiczyć wiele
lat bez widocznych postępów. Dajmy sobie trochę czasu na
przeanalizowanie wszystkich tych kwestii krok po kroku. W ten sposób
powoli z zewnętrznego stanu wuji przejdziemy do jego coraz
głębszych, autentycznych poziomów.
Ćwiczenia kończące: przy opuszczaniu ramion powinniśmy uważać,
by także i to wykonać powoli, zdawać sobie sprawę z każdej zmiany w
ciele i móc ją "poprawić". Potem stajemy znowu w naszej pozycji
przygotowawczej i poprawiamy ciało jak to (5) opisano wyżej. Skupiamy
się na dantian i kładziemy na nim dłonie, tak by punkty
środkowe (laogong) nakładały się. Kobiety trzymają wewnątrz
dłoń prawą, mężczyźni lewą. Oba punkty laogong i dantian
łączą się i jednoczą. Po chwili zaczynamy, przenosząc równowagę,
kręcić punktami dłoni małe kółka, nie tracąc połączenia z
dantian. Najpierw kręcimy w jedną, potem w drugą stronę.
Osiemnaście kółek w każdym kierunku jest odpowiednią liczbą. Z czasem
wykształca się ruch dantian, aż w końcu to on inicjuje ruch.
Na koniec koncentrujemy się znowu na dantian, rozłączamy ręce i
poprawiamy się raz jeszcze. Centrum energii jest dantian;
stamtąd rozchodzi się ona po całym ciele. Powoli otwieramy oczy,
kierując wzrok najpierw "do wewnątrz" i przyzwyczajamy się stopniowo
do kontaktu z rzeczywistością. Na koniec lekko rozluźniamy nogi,
odstawiamy prawą, ćwiczenie jest skończone. Można wykonać lekki masaż,
wskazana jest krótka przerwa na przemyślenie treningu.